[ Pobierz całość w formacie PDF ]
chyba rozpalić w kominku.
Już rozpalam odparł Random, biorąc się do dzieła.
Przenieśmy się do salonu obok głównego hallu zaproponowałem.
Gerardzie, postawię przy drzwiach dwóch strażników.
Nie. Wolę, żeby ten, kto zechce spróbować jeszcze raz, dotarł aż tutaj. Rano
wręczę ci jego głowę. Przytaknąłem.
Gdybyś czegoś potrzebował, możesz zadzwonić. Albo wezwij nas przez
Atut. Jeśli się czegoś dowiemy, opowiemy ci rano.
Gerard usiadł, burknął coś i wziął się do jedzenia. Random rozpalił ogień i wy-
gasił część świec. Koc Branda unosił się i opadał, wolno, lecz regularnie. Wyszli-
śmy wszyscy, kierując się w stronę schodów i pozostawiając ich samych w blasku
ognia i trzasku płomieni, wśród rurek i butelek.
Rozdział 7
Wiele razy budziłem się wśród nocy, czasem drżący, zawsze przerażony, gdyż
śniło mi się, że znowu jestem w mojej dawnej celi, znów ślepy, w lochach pod
Amberem. Nie chodzi o to, że stan uwięzienia był dla mnie czymś obcym. Zamy-
kano mnie już wielokrotnie, na różne okresy. Ale samotność plus ślepota, z małą
nadzieją na odzyskanie wzroku, podwyższały rachunek za brak bodzców czucio-
wych. To, razem z poczuciem ostatecznej klęski, pozostawiło swoje ślady. Na
ogół za dnia trzymam swoje wspomnienia w bezpiecznym kątku, lecz nocą, cza-
sami, uwalniają się, tańczą w przejściach i szaleją wokół stoiska wyobrazni, raz,
dwa, trzy. Widok Branda w celi przywołał je na nowo, a dodatkowy cios chłodu
zapewnił im stałe miejsce. Teraz, siedząc z moim rodzeństwem wśród wiszących
na ścianach tarcz, nie potrafiłem uciszyć myśli o tym, że jedno lub kilkoro z nich
uczyniło Brandowi to, co Eryk uczynił mnie.
Wprawdzie sam fakt nie był zaskakującym odkryciem, to jednak przebywa-
nie w tym samym pomieszczeniu co winowajca oraz brak danych co do jego
osoby, niepokoiły mnie bardziej niż tylko trochę. Pocieszało mnie to, że każdy
z obecnych także odczuwa niepokój. Winowajca także, zwłaszcza teraz, kiedy
zyskaliśmy dowód twierdzenia o jego istnieniu. Zrozumiałem, że wciąż miałem
nadzieję, iż całą winę ponoszą obcy. Ale teraz. . . Z jednej strony musiałem bar-
dziej niż zwykle uważać na to, co mówię. Z drugiej, wszyscy znalezli się w tak
nienormalnym stanie ducha, że nadeszła chyba odpowiednia chwila, by uzyskać
więcej informacji. Każdy zechce pomóc w rozprawie z niebezpieczeństwem, a to
skłaniało do współpracy. I nawet winowajcy będą próbowali zachowywać się tak,
jak wszyscy. Któż wie, co może im się wymknąć przy tych próbach?
Planujesz może jakieś inne eksperymenty? spytał Julian. Założył ręce
za głowę i rozparł się w moim ulubionym fotelu.
Chwilowo nie.
Szkoda stwierdził. Miałem nadzieję, że zaproponujesz, byśmy w ten
sam sposób poszukali taty. Gdyby się udało, ktoś mógłby bardziej skutecznie go
usunąć. Potem zagralibyśmy wszyscy w rosyjską ruletkę, korzystając z tej dosko-
nałej broni, jakiej dostarczyłeś. Zwycięzca bierze wszystko.
61
Mówisz nierozważnie.
Wcale nie. Rozważyłem każde słowo zapewnił. Tak wiele czasu spę-
dziliśmy oszukując się nawzajem, że uznałem za zabawne powiedzenie tego, co
naprawdę myślę. %7łeby sprawdzić, czy ktoś zauważy.
Więc widzisz, że zauważyliśmy. Jak również, że prawdziwy nie jesteś wca-
le lepszy od udawanego.
Któregokolwiek wolisz, obaj się zastanawiamy, czy masz jakiś pomysł, co
robić dalej.
Mam oświadczyłem. Zamierzam uzyskać odpowiedzi na kilka pytań,
dotyczących wszystkiego, co nas prześladuje. Możemy zacząć od Branda i jego
problemów.
Odwróciłem się do Benedykta, który siedział wpatrzony w ogień.
W Avalonie powiedziałeś, Benedykcie, że Brand był jednym z tych, którzy
szukali mnie po moim zniknięciu.
To prawda.
Wszyscy cię szukaliśmy wtrącił Julian.
Nie od początku odparłem. Pierwotnie był to Brand, Gerard i ty,
Benedykcie. Tak mi mówiłeś.
Zgadza się przyznał. Inni jednak także się potem przyłączyli. To też
ci powiedziałem.
Skinąłem głową.
Czy Brand opowiadał wtedy o czymś niezwykłym? spytałem.
Niezwykłym? W jakim sensie?
Sam nie wiem. Szukam jakiegoś związku między tym, co przydarzyło się
jemu, a tym, co spotkało mnie.
Więc szukasz w złym miejscu oświadczył Benedykt. Brand wrócił
i powiedział, że nie trafił na żadne ślady. Zresztą, minęły potem całe wieki i nikt
go nie niepokoił.
Domyślam się. Jednak z tego, co mówił mi Random, wywnioskowałem, że
jego ostateczne zniknięcie nastąpiło mniej więcej miesiąc przed moim wyzdro-
wieniem i powrotem. A to dość szczególny zbieg okoliczności. Jeśli w czasie po-
szukiwań nie zauważył niczego niezwykłego, to może wspominał o czymś przed
zniknięciem? Albo między jednym a drugim? Ktoś coś słyszał? Cokolwiek? Po-
wiedzcie, jeśli coś wiecie!
Wszyscy spojrzeli po sobie, jednak raczej z ciekawością, niż podejrzliwie czy
nerwowo.
No. . . odezwała się w końcu Llewella. Sama nie wiem. To znaczy,
nie wiem, czy to ważne.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Becky Wilde [Eagle River 01] Eagle River Alpha (pdf)
- Donita K Paul [DragonKeeper Chronicles 01] DragonSpell (pdf)
- Arthur C Clarke & Stephen Baxter [Time Odyssey 01] Time's Eye (v4.0) (pdf)
- Ann Vremont The Bloodstone Chronicles 3 Calabi Chronicles (EC) (pdf)
- Dahlia Rose, Brenda Steele, Regina Paul, Dorian Wallace Mating Season (anth.) (pdf)
- Anne Hampson Wings of Night [HP 16, MBS 187, MB 545] (pdf)
- Debbie Bailey [Men of Kinsey] Sienna's Submission [Siren Menage Amour] (pdf)
- Ann Somerville [A Fluffy Tale 02] Warm and Fuzzy [MM] (pdf)
- Arthur D Howden & Robert Louis Stevenson Porto Bello Gold (pdf)
- Carol Lynne [Cattle Valley 16] Firehouse Heat (pdf)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- speedballing.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.