[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ce Matki Boskiej Bonifacego Rohlmanna. Może on mieszkał właśnie tutaj, namalował
swoją siedzibę niejako zamiast podpisu i na drugim planie przez skromność czy też
przez stosowną powściągliwość.
Nieomal słyszałem, jak ten dom oddycha w ciszy. Arbitralnie przedtem uznałem,
że domem Bonifacego Rohlmanna jest tamten z głową trefnisia. Ale czemuż by nie
ten? Uliczka ta sama i przecież na jego obrazie nie ma kamieniczki z głową trefnisia.
Ten dom bardziej logicznie jest domem, w którym on się urodził, dorastał, zaczynał
306
rysować. Tutaj w tym pokoju, gdzie stałem, ktoś stał i spacerował od ściany do ściany
w dawne ponure dnie i noce Czarnej Zmierci, kiedy toporny wóz przejeżdżał tą uliczką
na cmentarzysko zarazy. Czemuż by ów ktoś nie mógł być Rohlmannem?
Jan wrócił. Niezadowolony, zbuntowany, dziecinny. Chciał, żebym posiedział u nie-
go dłużej i podyskutował nad jego rysunkami. Mogłem zrozumieć, współczuć mu szcze-
rze, ale pozostawanie w tym domu niczego by nie rozwiązało.
Doszliśmy do końca Kirschbaumstrasse i skręciliśmy w lewo. Prowadziłem go na
cmentarzysko, a on nadal dąsał się, nie podtrzymując rozmowy. Na placu cmentarnym
panowała cisza, naga równina, która znała kiedyś zgrozę, teraz spała, niepamiętliwa.
Janie zapytałem czy pan wie, kto to był Bonifacy Rohlmann?
Kto?
Bonifacy Rohlmann.
Nie. Nie wiem.
Ktoś, kto mieszkał w waszym miasteczku dawno temu.
Nigdy o nim nie słyszałem.
307
To załatwiło sprawę dalszych pytań, które już mi się niejasno nasuwały. Zawsze mo-
głem przypuszczać, że Rohlmann jest lepiej znany mieszkańcom Friedheim, niż się do
tego przyznają. Jeśli chodzi o Jana, nie miałem takich wątpliwości. To imię i nazwisko
rzeczywiście nic nie oznaczały dla niego, nawet się nie zainteresował moim pytaniem.
Zmieniłem temat.
Co by pan zrobił z takim wyposażeniem jak moje, gdyby pan je miał?
Kopiowałbym obrazy. Uczyłbym się w ten sposób. W amfiteatrze mają obrazy.
Niełatwo jest malować. Trzeba nauczyć się wielu rzeczy, pracować bardzo cięż-
ko.
Ja wiem. Rzezbić w drewnie też niełatwo.
Duma zabrzmiała w jego głosie. Wiedział, że jest utalentowany. Może musiał bardzo
wiele się nauczyć wrócić do początków, do samych podstaw rysunku, ale rozumiał
tę potrzebę. Już był artystą.
Dopatrzyłem się ironii w tym, że dobry młody snycerz w swoim dążeniu do wyższej
sztuki chce malować, podczas gdy mnie, malarza, frapuje rzezba.
308
Chciałem dać temu młodemu człowiekowi ołówki, papier i kartony, wszystko,
z czym przyjechałem do Friedheim. Nie byłem jednak pewny, czy mam prawo to zro-
bić. Chłopak wyrósł w tym miasteczku, a ono z jakichś sobie wiadomych powodów nie
chce, żeby został malarzem. Miasteczko może wie, co robi, a może nie wie. Minotaur
Jana, choćby nawet odrzuciło się wszystkie inne jego prace, był wspaniałym dziełem.
Patrząc na tę rzezbę rzeczywiście pomyślałem, że chyba spotkałem geniusza. Jan nie
studiował historii sztuki, nie bywał w muzeach, nie miał dostępu do tego, czego inni
w dziedzinie malarstwa się nauczyli, ale pragnął malować. Na własną rękę w bardzo
trudnych warunkach już zaczynał. Gdyby mu dać szansę, czyż nie zdołałby stworzyć na
płótnie rzeczy nie gorszych niż ten Minotaur? Rzeczy lepszych?
Jeszcze krok i wdałbym się w jedno z owych rozważań o tym, co słuszne, a co nie-
słuszne, co dobre, a co złe. Ale jestem malarzem, a nie filozofem i w końcu widziałem
tylko jeden sposób, w jaki mógłbym rozstrzygnąć to zagadnienie.
Janie powiedziałem dam ci, chłopcze, wszystkie materiały, jakie tu przy-
wiozłem: ołówki, karton, papier. Zrobisz z nich użytek?
309
Przystanął w pół kroku i wyprostował się jak struna. Patrzył na mnie i było coś
przerażającego w jego twarzy przerażającego, bo takiego wzruszenia jeszcze w życiu
nie widziałem. Zmieniało mu ono rysy twarzy, oczy. Nie odezwał się, nawet nie usiłował
się odezwać. Teraz on musiał się przejść. Ruszyłem za nim.
Taka więc bywa naprawdę wielka pasja, tak wygląda. Ja nigdy takiej pasji nie od-
czuwałem nawet wtedy, gdy chlubiłem się, że ją odczuwałem czy też że panuję nad nią.
Być może, to właśnie jest jednym z przejawów wielkiego talentu.
Dziwiłem się przedtem, jak Joan mogła zadurzyć się w kimś, kto bezsprzecznie jest
jeszcze dzieckiem. Teraz to pojąłem. On nie był dzieckiem przy niej. Ta dziewczyna
nowa, inna niż te, które znał, budziła coś w głębi jego jestestwa. Ze swojej strony Joan
oczarowana nim i spokojna, bo nie wyczuwała w nim męskiego pożądania, nie oriento-
wała się, dlaczego pożądania w nim nie ma. Ten chłopiec mógł być Bóg wie jaki. A ja
mogłem tylko zgadywać, jaki on ostatecznie był wobec niej.
Nie jestem pewny, czy postępuję słusznie powiedziałem. Ale daję te moje
rzeczy artyście, a nie człowiekowi. Niech pan to zrozumie! Gdybym nadał coś pocztą
z Monachium do pana, czy pan by to dostał?
310
Kiedy?
Jutro, po moim wyjezdzie stąd.
Tak. Do warsztatu Kistlera. Będę tam warował. Podał mi adres, który zanoto-
wałem. Nie było żadnego dziękuję . Po prostu spotkało go nieprawdopodobieństwo
i jeszcze nie otrząsnął się z oszołomienia. Doszliśmy do hotelu Bahnhof , cichego
teraz jak całe miasteczko.
Niech pan zaczeka tutaj przy fontannie powiedziałem. Przyniosę panu to
wszystko.
Portier w recepcji zatrzymał mnie. Miał dla mnie list w niedużej kopercie. Charakter
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- William Shatner Tek War 2 Tek Lords
- William Shatner Tek War 5 Tek Secret
- William R. Forstchen Wing Commander 07 Peter Telep Pilgrim Stars (BD) (v1.1)
- William Shatner Quest for Tomorrow 03 Step into Chaos
- William Shatner Quest for Tomorrow 01 Delta Search
- Gibson William 03 Mona Liza Turbo
- Charles Williams Aground (1960) (pdf)
- William C. Dietz Drifter
- Ursula K.Le Guin Cykl Ziemiomorze (1) CzarnoksiÄĹźnik z Archipelagu
- Sandemo_Margit_ _Saga_o_Czarnoksiezniku_Tom_2
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- binti.htw.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.