Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

bo teraz wiedziała przynajmniej, że nie jest morderczynią.
Gdyby ktoś ją pytał, stwierdziłaby, że Brent stale błędnie oceniał
rzeczywistość, a spać musi każdy. Kupiła nowy tylenol, który farmaceuta
sprzedał niechętnie, podejrzliwie się jej przyglądając, i wróciła do domu, by
dokończyć zbożne dzieło wyrzucania rzeczy Brenta na bruk. Jeśli kiedyś się
spotkają, powie mu: „Przespałeś własną wyprowadzkę, kochanie".
Resztę jego rzeczy, łącznie z torbą golfową oraz pieniędzmi, także zaniosła do
garażu. Jeśli uzna, że coś z tego przyda mu się w Rio, niech sobie zabierze, a
co tam!
Właśnie zamykała garaż, kiedy przed domem zatrzymał się samochód,
najnowszy model forda. Kobiety, która z niego wysiadła, Maddie nie widziała
nigdy przedtem; była ładna, miała bystre oczy i rude włosy, a więc to nie
najnowsza zdobycz Brenta, ale z pewnością zwiastowała kolejne nieszczęście.
Jakaś wcześniejsza kochanka? Ktoś, kogo Brent oszukał? Żona W.S., do której
ten nie chciał się przyznać? To ostatnie wydało się jej najgorsze, aż skrzywiła
się na tę myśl,
zachowała jednak spokój i pozornie beznamiętnie przyglądała się
nadchodzącej kobiecie.
- Kończy pani wyprzedaż? - spytała przybyła. Maddie spojrzała na nią ze
zdumieniem.
- Przepraszam, nie zrozumiałam.
- Jest niedziela. Ludzie na ogół kończą wyprzedaże w niedzielę. Wtedy jest
taniej. - Cofnęła się o krok, rozejrzała dookoła. - Przepraszam panią bardzo,
ale chyba się pomyliłam.
- Wyprzedaż... - powtórzyła Maddie w zadumie i gwałtownym szarpnięciem
uniosła drzwi garażu. - Jasne! Ale mam tylko męskie ubrania. I trochę
akcesoriów sportowych. -W ostatniej chwili przypomniała sobie o
czterdziestu tysiącach dolarów. - Z wyjątkiem torby golfowej.
Kobieta spojrzała na nią z zainteresowaniem.
- Jaki rozmiar ubrań?
Niewykluczone, że nie było to zupełnie w porządku - sprzedawać rzeczy
męża komuś zupełnie obcemu, ale przecież ten mąż powinien chyba pomyśleć
o żonie, kiedy czyścił konto
bieżące i oszczędnościowe. Musiała z czegoś żyć, a Brent
zostawił ją bez grosza przy duszy.
- Przeważnie ekstralarge. Ile jest pani skłonna wydać?
W dziesięć minut później klientka odjechała ze sporą częścią rzeczy
osobistych Brenta. Maddie wróciła do sypialni. W pustej szafie rozwiesiła
swoją garderobę, do opróżnionych szuflad wrzuciła bieliznę. Skończywszy,
uznała, że od tej chwili jest to j e j sypialnia.
Być może powinna czuć się winna, ale nie czuła się tak. Czuła się za to wolna.
Rozejrzała się dookoła. Nienawidzę tego domu! - pomyślała. Wyprowadzę
się. Jest obrzydliwy. A już szczególnie obrzydliwe były śliwkowe zagłówki na
łóżku. Brent je wybrał. Precz z nimi!
Znalazła śrubokręt, odkręciła śruby, zdjęła zagłówki i wyniosła je do garażu.
- Czy to wasze łóżko? - spytała Gloria, która w zdumieniu przyglądała się jej z
ganku.
- Wiosenne porządki - odparła beztrosko Maddie. Popatrzyła na sąsiadkę,
pomyślała: wampir? i wróciła do
domu, gotowa do walki z wszelkimi zagrożeniami, które miałyby się dziś
ujawnić.
Brenta nie było w firmie, gdy W.S. do niej przyjechał, ale mimo niedzieli w
biurze zastał Howiego.
- Pracujemy siedem dni w tygodniu, co? - przywitał go, kiedy Howie -
dokładnie taki jak w szkole: spokojny, solidny, przyzwoity, tyle że łysy -
otworzył drzwi i zaprosił go do środka.
- Marzyłem o spotkaniu z tobą - powiedział.
- Szukam Brenta...
- Zszedł do podziemia - przerwał mu Howie. - Możesz dać sobie z nim
spokój. Chciałbym, żebyś zajrzał w nasze księgi.
- Chyba żartujesz? - zdziwił się W.S., idąc za nim do biura. - Ganiam za
Brentem od trzech dni właśnie po to, żeby uzyskać od niego pozwolenie na
wgląd w wasze księgi.
Komputer był włączony, a biurko zaścielały stosy wydruków.
- Za cholerę by ci na to nie pozwolił - rzekł Howie, wskazując gościowi fotel.
Sam usiadł za biurkiem. - Oszukiwał. Wiem, że oszukiwał, tyle że nie umiem
znaleźć na to dowodów.
- A więc Sheila ma rację - skonstatował W.S., przysuwając się bliżej biurka. -
Co do mężczyzn nie wypowiadam się, lecz jeśli chodzi o pieniądze, instynkt
nigdy jej nie zawodzi. Co masz?
- Burdel - westchnął Howie. - Brent zajmował się transakcjami i
prowadzeniem ksiąg, a ja planami i budową. Wszystko szło jak w zegarku do
zeszłego roku, kiedy okazało się, że sprzedajemy więcej, ale zarabiamy mniej.
- Aha...
Howie skinął głową.
- Potem skarżyła się na nas Dottie Wylie. Sprzedaje właśnie dom, który
zbudowaliśmy dla niej w zeszłym roku. Myślałem, że Brent obniżył cenę,
choć to do niego niepodobne, zawsze je śrubował. Ten dom był wart dwieście
tysięcy, a poszedł za sto osiemdziesiąt. W.S., spojrzał na niego. Oczy mu się
zwęziły.
- To dlaczego Dottie się skarży?
- Opowiadała wszystkim, którzy chcieli słuchać, że na tym straci. Żądała
dwustu dziesięciu tysięcy. Poszedłem porozmawiać z nią i pokazała mi
papiery. - Howie zgarbił się, opuścił głowę. - Ma rację. Zapłaciła dwieście
dwadzieścia.
- Czyli z jednego domu nasz stary przyjaciel Brent zgarnął czterdzieści tysięcy.
Jezu, facet musiał kantować wszystkich dookoła!
- I teraz, dzięki Dottie, wie o tym całe miasto, — Howie potarł czoło
bezradnym gestem. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.