[ Pobierz całość w formacie PDF ]
z Jackiem.
CZASAMI WARTO CZEKA 145
Uciekajcie stąd polecił Matt. Ben zaraz wkroczy
do akcji.
W tym momencie dobiegło pukanie do drzwi wejścio-
wych.
Szybko! Matt popchnął ich w stronę okna.
Jack przesadził Becky przez parapet, opuścił ją na
ziemię, wyskoczył i pociągnął ją na drugą stronę domu,
obok salonu.
Nic ci nie zrobili? zapytał szeptem.
Nic.
A ta krew na bluzce?
Sztuczna. Dostałamod Matta. On się nie sprzedał,
Jack. Gra podwójnego agenta i pomaga Benowi. To on
postrzelił tego policjanta, którego operowałeś. Zdaje się,
że był ich wtyczką.
Jack ścisnął jej dłoń.
Poczekaj, chyba ich słyszę. Schowaj się, a ja tam
wrócę.
Jack, nie!
Ciii! Położył palec na ustach. Ukryj się w tam-
tych krzakach.
Becky patrzyła, jak Jack z powrotem wchodzi do
domu. Ale zamiast się schować, przykucnęła przy za-
słoniętych oknach salonu, nasłuchując tego, co się dzieje
w środku.
Gdzie moja siostra? pytał Ben twardym głosem.
Leży związana odparł Matt. Skoro nie potrafi
trzymać gęby na kłódkę, to sam ją jej zamknąłem.
Bydlę!
Gdzie towar? zapytał Carl. Transport przypłynął
dwie godziny temu. Chcę wiedzieć, dlaczego moi ludzie
jeszcze tu z nimnie dotarli.
146 MELANIE MILBURNE
Są w drodze.
Podobnie jak święta, ale nie odzyskasz siostry, za-
nimnie dostanę towaru zapowiedział Carl.
Niestety, raczej nic z tego odezwał się Matt.
Wyciągnął pistolet i wycelował w głowę Carla. Car-
losie Mandolos, jesteś aresztowany za handel narkotyka-
mi. Masz prawo zachować milczenie...
Zagrzmiała broń Davida, lecz Ben był na to przygoto-
wany. Strzelił Davidowi w pierś, a ten zwalił się na
podłogę. Lyndal sięgnęła po pistolet, ale Ben wytrącił go
jej z ręki i przykuł ją kajdankami do ciężkiego fotela, na
którymsiedziała.
Carl próbował wyrwać pistolet Mattowi. Ben widział,
że Matt słabnie, postrzelony przez Davida. Po chwili Carl
trzymał w ręku pistolet, a Matt leżał nieprzytomny.
Rzuć broń, Baxter, albo odstrzelę ci łeb warknął
Carl.
Ben nie znosił takich sytuacji. To się zdarza na fil-
mach, ale nie w życiu. Rzucił broń na podłogę.
Kopnij ją do mnie rozkazał Carl.
Ben wykonał polecenie.
Zdawało ci się, że jesteś taki cwany, co? wycedził
Carl przez zęby. Ale z tego się nie wywiniesz. Najpierw
załatwię ciebie, a potemtwoją siostrę. A kiedy już z nią
skończę, rodzona matka jej nie pozna.
Ben zaśmiał się.
Moja siostra jest już daleko stąd, palancie. Zostaw
takie rzeczy zawodowcom. Jesteś amatorem, Mandolos.
Nawet nie wiesz, kto z tobą trzymał w tej operacji, a kto
nie. Wydział antynarkotykowy skonfiskował wasz towar
kilka godzin temu. Dubrovnik był tak durny, że wszędzie
zostawiał ślady.
CZASAMI WARTO CZEKA 147
Carl pokazał Benowi, by odsunął się od drzwi.
%7łegnaj, Baxter.
Becky musiała coś zrobić. Nie zastanawiając się nad
konsekwencjami, z impetem rzuciła się na balkonowe
drzwi i wylądowała na podłodze salonu w odłamkach
szkła, spowita niczym mumia w zasłony.
Coś podobnego! wycedził Carl, podnosząc ją
z podłogi, a jednocześnie wciąż celując w Bena. Jak
widać, siostrzyczka nie może się z tobą rozstać.
Puść ją powiedział Ben ochrypłymgłosem. Ona
nie ma z tym nic wspólnego.
Chyba jednak jej nie puszczę. Carl zaśmiał się
nieprzyjemnie i odbezpieczył pistolet.
Becky zmartwiała. Była pewna, że za chwilę zobaczy
egzekucję brata. Nagle za plecami Carla rozległ się głę-
boki głos:
Puść ją.
Carl odwrócił się na pięcie, ujrzał Jacka i strzelił bez
namysłu. Kula minęła cel o milimetry. Ben zareagował
z prędkością błyskawicy. Powalił Carla jednymciosem
w głowę i podniósł z podłogi dymiącą broń.
Pożegnaj się, Mandolos powiedział, zatrzaskując
kajdanki na jego rękach. Nieprędko się zobaczymy.
Becky stwierdziła, że znalazła się w ramionach Jacka,
chociaż sama nie wiedziała, jak to się stało.
Wziąłeś torbę lekarską? zapytał Ben. Trzeba się
zająć Mattem, zanim wezwę posiłki.
Jack szybko wyszedł po torbę, którą zostawił w poko-
ju na tyłach domu, a Becky zaopiekowała się rannym.
Wkrótce Matt był gotowy do transportu do szpitala.
Karetka odjechała, a policjanci wciąż zbierali od
148 MELANIE MILBURNE
wszystkich zeznania. W końcu pozwolili im odjechać.
Becky z ulgą przyjęła propozycję Jacka, że ją odwiezie.
Jutro rano przyślę kogoś po twój wóz obiecał.
Dzięki.
Ujął ją pod brodę i spojrzał jej głęboko w oczy.
Byłaś bardzo dzielna, Becky.
Gdzie tam, dwa razy o mało się nie zsikałam.
Kilka minut pózniej Ben przyjechał do domu Jacka.
Uściskał siostrę i zapytał:
Coś ty kombinowała, wskakując tam przez okno?
Nie chciałam, żeby cię zabił.
Nawet nie wiesz, ile miałem przez ciebie zmart-
wienia. Musiałemsię niezle napracować, żebyś się wy-
niosła z mieszkania.
Becky uwolniła się z jego objęć.
O czymty mówisz?
Ben zerknął na Jacka.
Jeszcze jej nie powiedziałeś?
Jack pokręcił głową.
Jest zmęczona. Myślałem, że poczekamy z tym do
rana.
O czymwy właściwie mówicie? Jack?
Kilka dni temu Ben zadzwonił i kazał mi cię zabrać
z mieszkania. Powiedział, że coś ci grozi.
Becky spojrzała na brata.
Czy to prawda?
Tak. Dowiedziałem się, że mamy u nas wtyczkę,
i musiałem zapewnić ci bezpieczeństwo. Myślałem, że
pęknę ze śmiechu, kiedy celowałaś we mnie tym butem!
To ty byłeś tymintruzem?!
Tak. Musiałemcię wystraszyć, żebyś się wyniosła.
A tamto włamanie?
CZASAMI WARTO CZEKA 149
To już robota Davida. Chciał zdobyć zapasowe klu-
czyki. Ciągle coś ci psułemw samochodzie, a ty ciągle go
naprawiałaś. Matt zaczął podejrzewać, że to ja jestemtą
wtyczką, ale w końcu Dubrovnikowi powinęła się noga
i prawda wyszła na jaw.
Rzeczywiście, Matt mówił, że było dwóch spraw-
ców.
Chciał cię wybadać, czy wiesz coś o moich posunię-
ciach. Przez chwilę bawiliśmy się w kotka i myszkę, bo ja
też musiałem się upewnić co do niego. Ale to świetny
gliniarz, ma łeb na karku. W końcu dodał dwa do dwóch.
Ben uśmiechnął się szeroko. Domyślił się, że to ja
napisałem tę wiadomość szminką na lustrze i że to ja
nalepiłemkartkę na twoimkremie, tamna plaży.
Wiedziałeś o tymwszystkim? Becky spojrzała na
Jacka.
Nie o wszystkim odparł.
Nie mogłem mu wiele powiedzieć rzekł Ben.
Kazałem mu tylko zabrać cię do siebie. Ale wiem
przecież, jaka jesteś uparta. No i co, stary, udawałeś, że ją
kochasz, tak jak ci radziłem?
Becky zamarła. Odwróciła się do Jacka.
Czy to prawda? zapytała. Czy mój brat radził ci,
żebyś udawał, że się we mnie zakochałeś?
Tak, ale...
Wymierzyła mu siarczysty policzek, który zabrzmiał
niczymarmatni wystrzał.
Coś ty, Becky?! Ben powstrzymał ją przed kolej-
nymciosem. Przecież Jack uratował ci życie!
Odtrąciła rękę brata i spiorunowała go wzrokiem.
Ale nie musiał się ze mną przesypiać... chyba że to
też mu radziłeś?
150 MELANIE MILBURNE
Spaliście ze sobą? Ben wytrzeszczył oczy.
Mało tego. Obcięła Jacka wzrokiem. Posunął się
do takiej farsy, że zaproponował mi małżeństwo.
Ben otworzył usta.
Becky, nic nie rozumiesz... Jack podszedł bliżej.
Chciałemci wszystko wyjaśnić, ale...
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Dell Ethel Mary Molly 02 Odzyskane szczćÂśÂcie Molly
- Jeffrey Lord Blade 10 Ice Dragon
- Timothy Zahn A Coming of Age
- Arthur C. Clarke 2010 Odyseja kosmiczna
- Jamblich O zyciu pitagorejskim
- James Joyce Dubliners
- Anne Rice 2. Kara dla śÂpić cej Królewny
- Elder Races 5.1 The Wicked Thea Harrison
- ÂŚw.Bazyli Wielki
- ANSI ISO C++ Professional Programmer's Handbook
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- binti.htw.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.