Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

błędach. Dlatego tym razem byłam pewna, że
spotkałam właściwego mężczyznę. Naprawdę
rozzłościło mnie, że nie widzisz tego z taką samą
oślepiającą jasnością.
- W pewnym sensie też to widziałem. Ale na
przeszkodzie stała jeszcze ta sprawa z Flame
Valley i cały kawał przeszłości. Potrzebowałem
czasu, żeby się z tą jasnością oswoić.
- Rozumiem. - Juliana zmarszczyÅ‚a brwi, spoj­
rzawszy na sos, i zaczęła go energicznie mieszać.
- Gdyby znów coś się między nami popsuło,
walczyłabyś o mnie bardziej niż o Davida? Jeżeli
idzie o mnie, wolałbym, żebyś nie była taka
wspaniałomyślna.
Nie spuszczała wzroku z gęstniejącego sosu.
Mieszała go nadal jedną ręką, a drugą wrzuciła do
garnka z wrzącą wodą garść makaronu.
- Jeżeli zobaczę, że zaczynasz się zadawać
z kruchymi blondynkami, to obedrę cię ze skóry.
Zadowolony?
- I to bardzo. - Niestety, sprawa Flame Valley
nie była tak prosta jak rozwiązanie ewentualnego
problemu z drobnÄ… blondynkÄ….
Jayne Ann Krentz
163
- Posunęliście się dziś z Davidem do przodu?
- spytała Juliana, zdejmując z palnika garnek
z sosem.
- Nie bardzo. On jest w jeszcze gorszej formie
niż ja, wiÄ™c możesz to sobie wyobrazić. Zaryzy­
kowałem i zadzwoniłem do niejakiego Bicker-
staffa. Złożyłem mu fantastyczną propozycję,
żeby włożył kupę kasy w rozwój hotelu i na
dodatek spÅ‚aciÅ‚ jego wierzycieli. W zamian obie­
caÅ‚em, że zajmÄ™ siÄ™ restrukturyzacjÄ… firmy i zarÄ™­
czyłem głową, że obecny właściciel stanie na
nogi.
Juliana uśmiechnęła się z zadowoleniem.
- Wiedziałam, że coś wymyślisz. Czy ten
Bickerstaff się zgodził?
- PowiedziaÅ‚, że siÄ™ zastanowi i da mi od­
powiedz.
- A co to znaczy?
- O ile go znam, to znaczy, że się zastanowi
i da mi odpowiedz.
- Aha. - Juliana ostrożnie przelaÅ‚a sos z garn­
ka do miseczki. - To był chyba dobry pomysł.
A ty potrafisz być bardzo przekonujący. Założę
się, że się zgodzi.
Travis westchnÄ…Å‚ lekko.
- Na naszym miejscu nie byłbym tego taki
pewien. On lubi ryzyko, ale nie jest wariatem.
- Zobaczymy. - Juliana otworzyła piekarnik
i po całej kuchni rozszedł się cudowny zapach.
MISTERNY PLAN
164
Ukucnęła, żeby wyjąć ze środka foremkę ze
zÅ‚ocistym chlebem z mÄ…ki kukurydzianej. - Mo­
żemy już jeść?
Travis popijał wino i patrzył na dżinsy Juliany
opięte na jej pupie.
- Konam z głodu. Pomóc ci w czymś?
- Nie trzeba. WystarczajÄ…co dużo dziÅ› praco­
wałeś. - Wyprostowała się, trzymając w rękach
parujÄ…cy chleb.
- Wiesz, Juliano, muszę ci powiedzieć, że
masz naprawdę kapitalny tyłeczek. Pierwsza
klasa.
- Dzięki. No i widzisz, każdemu potrafisz
powiedzieć coś miłego, jeżeli się postarasz.
Szczerze mówiąc, twój też jest całkiem niezły.
- Szybkimi ruchami nakrywała do stołu. -
Mówiłam ci, że rozmawiałam dzisiaj z tą kobietą,
która zajmuje się organizacją przyjęć weselnych?
Travis poczuł nieprzyjemny skurcz w żołądku.
- Nic mi nie wspominałaś. Czy to trochę nie za
duży pośpiech? W końcu oświadczyłem ci się
dopiero wczoraj.
- Dlaczego mamy zwlekać?
- Właściwie nie ma powodu. - Travis był
lekko zdezorientowany. Zastanawiał się, co by się
stało, gdyby wzięli ślub, zanim wyjaśni się los
Flame Valley.
- Musimy zrobić listę gości. Zastanów się,
kogo chciałbyś zaprosić.
Jayne Ann Krentz
165
- Jakoś nikt nie przychodzi mi do głowy
- odpowiedział szybko Travis.
- Nie wygłupiaj się. Na pewno są takie osoby.
- Sam nie wiem. Może pracownicy z mojego
nowego biura. I to chyba wszystko.
- Tylko pracownicy? - Juliana spojrzała na
niego poważnie. Siedziała po drugiej stronie stołu
i zabierała się za krojenie kukurydzianego chleba.
- A twoi rodzice?
Travis wzruszył ramionami, bardziej zajęty
widokiem dużego kawaÅ‚ka, który Juliana poÅ‚oży­
Å‚a na jego talerzu.
- Nie zawracaj sobie gÅ‚owy zapraszaniem mo­
ich rodziców. Na mój pierwszy ślub też nie
przyszli.
Juliana zamarła. Wpatrywała się w Travisa
pytajÄ…cym wzrokiem.
- Byłeś wcześniej żonaty? - spytała ochryple.
- Dawno temu. - Travis potarł sobie kark,
gryząc się w język. Wcale nie chciał tak jej o tym
powiedzieć. Chyba naprawdÄ™ byÅ‚ bardzo zmÄ™czo­
ny. - Miałem dwadzieścia parę lat. To była
pomyłka. Nasze małżeństwo nie trwało długo.
- Dlaczego? Kim ona była? Gdzie teraz jest?
MieliÅ›cie dzieci? Jak dÅ‚ugo byÅ‚eÅ› żonaty? Dlacze­
go rodzice nie przyszli na ślub?
Travis żałował, że w ogóle otwierał usta. Nie
miał dziś ochoty na roztrząsanie tego tematu. Ale
było już za pózno.
166 MISTERNY PLAN
- Rozwiedliśmy się po roku. Jeannie była
sekretarką w firmie, w której dostałem pierwszą
pracÄ™. To byÅ‚o obustronne nieporozumienie. My­
ślałem, że ona chce zbudować ze mną cudowną [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.