Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zbierzcie wszystkich moich popleczników w Radzie. Z pewnością popiera mnie Lope
oraz Cahartez, być może również Vinyaya. Zawsze miała do mnie słabość, przecież
jestem piekielnie przystojny.
 %7łartuje pan, oczywiście.
 Nigdy nie żartuję  powiedział Bulwa z kamienną twarzą.
Holly wymyśliła prowizoryczny plan; pod osłoną tarczy zamierzała zakraść się w
kilka miejsc, odświeżyć trochę czarodziejski arsenał i siać zniszczenie dotąd, aż Fowl
będzie zmuszony ją wypuścić. A jeśli jego straty wyniosą kilka milionów funtów
irlandzkich, cóż, tym lepiej.
Od lat nie czuła się tak dobrze. Jej oczy promieniały mocą, iskierki energii płonęły
pod każdym centymetrem kwadratowym skóry. Zapomniała już, jakich wspaniałych
doznań dostarcza naładowanie. Miała wrażenie, że panuje nad sytuacją, że wyruszyła
na łowy. W tym celu została wyszkolona. Na początku afery przewagę mieli Błotni
Ludzie, lecz teraz sytuacja się odwróciła. Ona była myśliwym, oni  zwierzyną.
Wbiegła na wielkie schody, czujnie wypatrując olbrzymiego sługi. Z tym osobnikiem
stanowczo nie chciała się spotkać. Gdyby zacisnął palce na jej głowie,
nieodwracalnie przeszłaby do historii, bez względu na kask  oczywiście pod
warunkiem, że uda się jej odnalezć jakiś kask.
Rozległe domostwo przypominało mauzoleum. W jego historycznych murach nie
było śladu życia. Ale portrety trochę Holly przerażały. Każdy z nich spoglądał na nią
wzrokiem Fowlów, podejrzliwym i błyszczącym. Postanowiła, że spali je wszystkie,
kiedy tylko odzyska swój neutrino 2000. Być może był to odwet, ale odwet
zrozumiały, zważywszy, na co naraził ją Artemis.
Szybko weszła po łukowatych schodach i znalazła się w korytarzu pierwszego
piętra. Pod ostatnimi drzwiami jaśniała smuga światła. Holly położyła dłoń na ścianie,
wyczuwając drgania. Wszędzie panował ruch, krzyki  i kroki, zbliżające się ku niej
niczym grzmot.
Odskoczyła, rozpłaszczywszy się na aksamitnej tapecie. Ani o chwilę za wcześnie 
z drzwi wypadła monumentalna postać i runęła korytarzem, zostawiając za sobą wir
powietrznych prądów.
 Julio!  krzyknął służący, a imię jego siostry wisiało w przestrzeni jeszcze długo po
tym, gdy zniknął za zakrętem schodów.
Nie martw się, Butler, pomyślała Holly. Julia bawi się jak nigdy w życiu, przykuta do
wolnej amerykanki. Ale otwarte drzwi stanowiły nie lada okazję. Zanim mechaniczny
zamek się zatrzasnął, wślizgnęła się do środka.
Wewnątrz czekał Artemis Fowl z filtrem przeciwtarczowym przytwierdzonym do
okularów.
 Dobry wieczór, kapitan Nieduża  zagaił z pozornie niewzruszoną pewnością
siebie.  Ryzykując banał, powiem, że spodziewałem się ciebie.
Holly nie zareagowała, nawet nie zerknęła na swego prześladowcę. Zamiast tego
obrzuciła szybkim spojrzeniem pomieszczenie i tak jak była nauczona, przez chwilę
zatrzymała wzrok na każdej powierzchni.
 Oczywiście, nadal wiąże cię złożona dzisiejszej nocy obietnica&
Ale Holly nie słuchała; ruszyła pędem ku stołowi roboczemu z nierdzewnej stali,
przykręconemu do przeciwległej ściany.
 A więc, zasadniczo, sytuacja się nie zmieniła. Nadal jesteś moją zakładniczką.
 Tak, tak  mruknęła Holly, przesuwając palce po rzędach skonfiskowanego
Odzyskowi sprzętu. Wybrała kask przeciwradarowy i nasunęła go na swe spiczaste
uszy. Poduszki wyściółki napełniły się powietrzem i dopasowały do kształtu jej
czaszki. Była bezpieczna. Odbite w odblaskowej przyłbicy rozkazy Artemisa nic już
dla niej nie znaczyły. Kabel mikrofonu wysunął się automatycznie, zapewniając
natychmiastowy kontakt z bazą.
 & na zmiennych częstotliwościach. Nadajemy na zmiennych częstotliwościach.
Holly, jeśli mnie słyszysz, kryj się.
Holly rozpoznała głos Ogierka, znajomy element w zwariowanej sytuacji.
 Powtarzam, kryj się. Pałka wysyła&
 Coś, co powinienem wiedzieć?  przerwał Artemis.
 Cicho  syknęła Holly, zaniepokojona tonem zazwyczaj beztroskiego Ogierka.
 Powtarzani, wysyła trolla, żeby spróbować cię uwolnić.
Holly przeszył dreszcz. Najwyrazniej teraz rządził Pałka. Niedobra, bardzo niedobra
wiadomość.
Fowl znów się wtrącił.
 Wiesz, to niegrzeczne, tak lekceważyć gospodarza.
 Dosyć tego  warknęła Holly.
Zacisnęła pięść. Artemis nawet nie drgnął. Dlaczegóż miałby się bać? Przed ciosami
zawsze chronił go służący. Ale wówczas kątem oka zauważył na pierwszym
monitorze dużą postać, biegnącą po schodach. Butler.
 Tak jest, bogaty chłoptasiu  powiedziała Holly zjadliwie.  Jesteś zdany tylko na
siebie.
I zanim Artemis zdążył się zdziwić, Holly napięła muskuły i z całej siły przyłożyła
swemu porywaczowi prosto w nos.
 Uff  jęknął, opadając na siedzenie.
 Uff. Długo na to czekałam! Ponownie skupiła się na głosie, który brzęczał jej do
ucha:
 & do zewnętrznych kamer nadajemy obraz w pętli, żeby ludzie nie dostrzegli, że
coś zbliża się aleją. Ale on nadchodzi, wierz mi.
 Ogierek? Ogierek, odbiór.
 Holly? To ty?
 A któż by inny? Ogierek, nie ma żadnej pętli. Widzę wszystko, co się dzieje.
 A to spryciarz. Pewnie uruchomił system od nowa.
W alei wrzało jak w ulu. Zespołem ruchliwych wróżek wyniośle dyrygował Pałka,
ośrodkiem zamieszania zaś był wózek poduszkowca, wysoki na pięć metrów,
unoszący się na warstwie sprężonego powietrza. Technicy zatrzymali go dokładnie
naprzeciw drzwi dworu, a teraz mocowali do murów ciśnieniowy stempel kruszący.
Po odpaleniu stempla kilka prętów z twardego stopu wbije się w skrzydła drzwiowe,
skutecznie je rozbijając. Gdy kurz opadnie, troll ujrzy przed sobą ziejący otwór i
będzie miał tylko jedno wyjście  do wnętrza domu.
Holly zerknęła na pozostałe monitory. Butlerowi udało się wywlec Julię z celi. Brat i
siostra opuścili już piwnice i właśnie znajdowali się w holu wejściowym. Prosto na
linii ognia.
 D'Arvit  zaklęła SKRZATka, zmierzając do stołu roboczego. Artemis uniósł się na
łokciach.
 Uderzyłaś mnie  powiedział z niedowierzaniem. Holly przypięła do ramion kolibry.
 Tak jest, Fowl. I nie omieszkam znów tego zrobić. Więc zostań na miejscu, jeśli ci
życie miłe.
Po raz pierwszy w życiu Artemis zdał sobie sprawę, że nie ma na podorędziu
żadnego docinka. Otworzył usta, czekając, aż umysł dostarczy mu zwykłej,
błyskotliwej riposty. Lecz na próżno.
Holly wsunęła do kabury neutrino 2000.
 Tak jest, Błotny Chłopaczku. Zabawa się skończyła. Pora, żeby sprawą zajęli się
zawodowcy. Bądz grzeczny, a kupię ci lizaka, kiedy wrócę.
Wybiegła z pokoju i wzbiła się pod starożytne dębowe sklepienie. Po jej odejściu
Artemis długo myślał, aż wreszcie powiedział:
 Nie lubię lizaków. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.