Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ekspres do kawy. W ten sposób stracił dziesięć cennych
minut i potem na łeb na szyję przyjdzie mu gnać do pracy.
Do jednej rzeczy w żadnym razie nie mógł dopuścić. Nie
zamierzał rozpoczynać dnia od tej brązowej trucizny, jaką
podawano w policyjnej kantynie.
Tak intensywnie myślał o kawie, że kiedy nagle
poczuł jej aromat, jak za kuszącym syrenim śpiewem
ruszył po schodach w dół, przekonany, że to złuda.
Gdy stanął na progu kuchni, jego oczom ukazał się
zdumiewający widok. Na stole stał dzbanek pełen gorącej,
czarnej jak smoła kawy, której wspaniały zapach
rozchodził się po całym domu. Obok siedziała Grace.
Czytała poranną gazetę i skubała świeżą bułkę. Zaczesała
włosy w tył. Wyglądało na to, że ma na sobie tylko jedną z
koszul Setha.
- Dzień dobry - przywitała go uśmiechem, a potem z
niedowierzaniem pokręciła głową. - Czy ty naprawdę jesteś
zwykłym śmiertelnikiem? Po niecałych trzech godzinach
snu wyglądasz idealnie.
- Długoletnia wprawa - mruknął Seth. - Sądziłem, że
sobie poszłaś.
- Mówiłam, że zostanę. Kawa jest gorąca. Chyba nie
masz mi za złe, że sama się obsłużyłam?
- Nie. - Nie ruszył się z miejsca. - Nie mam.
- Jeśli pozwolisz, posiedzę trochę przy kawie, zanim
pójdę się ubrać. Potem pojadę do Cade'a. Zamierzam dziś
odwiedzić szpital, a pózniej wrócę do siebie, do domu.
Najwyższa pora. Do popołudnia sprzątaczka powinna
skończyć robotę, więc... - Grace zamilkła w pół zdania,
skonsternowana milczeniem Setha. Nadal wpatrywał się w
187
nią badawczo. - O co chodzi? - spytała, uśmiechając się
niepewnie.
Nie spuszczając z niej wzroku, zdjął z widełek
słuchawkę i z pamięci wystukał jakiś numer.
- Mówi Buchanan. Przyjadę za godzinę - oznajmił. -
Mam do załatwienia sprawy osobiste. - Odwiesił
słuchawkę i odwrócił się do Grace. - Wracaj do łóżka.
Proszę.
Podniosła się i wzięła go za rękę.
Gdy ubrania leżały na podłodze, pościel była
odrzucona na bok, a zasłony zaciągnięte, Seth położył się
obok Grace.
Czuł nieprzepartą chęć obejmowania i pieszczenia
tej kobiety. Podarował sobie godzinę na poddanie się
emocjom, jakie w nim wywoływała. Zaledwie godzinę,
mimo to wcale się nie spieszył. Całował ją bardzo powoli i
łagodnymi ruchami pieścił jej ciało.
W tej chwili należała do niego. Gotowa, żądna
pieszczot i odwzajemniająca pocałunki. Miał przed sobą
nie wysychające zródło serdeczności i ciepła. Z jej ust
wyrywały się krótkie, radosne westchnienia, a ciałem
wstrząsały dreszcze. Pieścił delikatnie. Z niewiarygodną
cierpliwością. Za każdym razem, gdy spotykały się ich
wargi, serce Grace kołatało w piersi. Pieszczotom
kochanków towarzyszyły westchnienia, jęki i szepty. Zato-
pili się w świecie cudownych wrażeń, dotychczas im nie
znanych. Tak bardzo potrzebował Grace, jak ona jego.
Leżała bezwolna, chłonąc pieszczoty i pozwalając
prowadzić się tam, gdzie zechciał. Dłonie Setha wędrowały
po jej rozgrzanej, satynowej skórze.
- Powiedz, że mnie pragniesz. - Sunął po jej piersi
wargami.
188
- Tak. - Przyciągnęła go mocno do siebie. - Pragnę.
- Powiedz, że jestem ci potrzebny. - Przeciągnął
językiem po naprężonym sutku.
- Tak. - Jęknęła, gdy zaczął delikatnie ssać pierś. -
Jesteś mi potrzebny.
Powiedz, że mnie kochasz. To życzenie wyraził
tylko w myślach, kiedy zatapiał usta w rozchylonych
wargach Grace, obiecujących rozkosz.
- Teraz? - Wpatrywał się w jej twarz.
- Tak - wyszeptała. - Teraz.
Połączył się z nią powoli. Równocześnie zadrżeli z
rozkoszy. Seth zobaczył, jak oczy Grace wypełniają się
łzami, i po raz pierwszy w życiu poczuł gwałtowny
przypływ czułości. Pocałował jeszcze raz. Zaczął poruszać
się wolno i ostrożnie.
Było to doznanie tak cudownie delikatne i słodkie,
że po rozpłomienionych policzkach Grace popłynęły łzy.
Zadrżały jej wargi.
- Nie zamykaj oczu - poprosił Seth, scałowując łzę
płynącą po jej policzku. - Muszę je widzieć, gdy wezmę cię
całą.
Nie potrafiła powstrzymać płaczu. Poddała się fali
rozczulenia. Ledwie go widziała przez łzy. Raz po raz
powtarzała jego imię. Ciałem wstrząsnął spazmatyczny
dreszcz.
- Oddaj mi się - wyszeptał gardłowym głosem.
Opadł na nią całym ciałem. Poruszał się powoli i
rytmicznie. Wreszcie zatopił twarz w jej włosach. - Oddaj
mi się. Cała.
189
ROZDZIAA 10
Na oddziale dla niemowląt Grace kołysała
dziewczynkę. Tak malutką, że mieściła się na ręku między
łokciem a przegubem. Dużymi, niebieskimi oczętami
niemowlę wpatrywało się w opiekunkę. Dopiero co
przeszło operację. Zlikwidowano dziurę w serduszku.
Lekarze mieli nadzieję, że wydobrzeje.
- Carrie, wszystko będzie dobrze - Grace
przemawiała do drobniutkiej dziewuszki. - Wyzdrowiejesz.
Poklepała czule policzek niemowlaka. Wydawało
się jej, że Carrie odpowiedziała uśmiechem. Grace miała
ochotę coś zanucić, aby dziecko szybciej zasnęło.
Wiedziała, że dyżurne pielęgniarki niemal zatykały sobie
uszy, gdy tylko zaczynała śpiewać jakąś kołysankę.
Maluchy rzadko jednak reagowały na fałszywe tony, więc
półgłosem nuciła Carrie do ucha, dopóki nie opadły jej
powieki.
Kiedy maleństwo już smacznie spało, nadal kołysała
je w ramionach. Teraz robiła to dla siebie. Każdy, kto lulał
dziecko do snu, wie, że wywiera to dobroczynny wpływ na
obie strony. Z niemowlęciem śpiącym w ramionach, Grace [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.