Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Wyszedłszy ze sklepu, zatrzymał się u stóp schodów.
 Czy jesteś gotowa, Kaylo?  Miał ochotę zapytać, czy wszystko w porządku. Nie chciał
jej jednak niepokoić.
 Prawie. Jak myślisz, czy powinniśmy zrobić kanapki?
 Dobry Bo\e, nie!  zawołał.  Po dzisiejszym śniadaniu nie będę w stanie niczego
przełknąć. Czy mam ci w czymś pomóc?
 Mam wra\enie, \e chcesz przyjść  zawołała.
 Zgadłaś.
 Więc chodz. Ju\ jestem ubrana.
 A to pech  za\artował, przeskakując po dwa stopnie naraz.
 Rzuć okiem na portret Katherine. Wisi w pierwszym pokoju po prawej.
Ben zatrzymał się na progu. Portret był godny uwagi ze względu na podobieństwo do
Kayli. To były jej rysy, jej włosy, jej owal twarzy. Marszcząc brwi, spojrzał na suknię. Była
taka sama, jak ta, którą nosiła kobieta z jego ostatniego snu i kobieta, której obraz ujrzał
przelotnie w lustrze. Głęboko odetchnął i próbował zlekcewa\yć ogarniający go niepokój.
Ale był naprawdę przejęty. Patrząc na portret, przypomniał sobie, \e odzie\ purytanów
była tego właśnie kroju. Kayla zasiała ziarno w jego umyśle i naturalnie wyobraził sobie taką
suknię, jaką nosiła Katherine.
Jednak nie było przyjemnie stać przed portretem kobiety, która wyglądała jak Kayla, a
jednocześnie przypominała mu kobietę ze snu.
Cofnął się i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Skierował się z ulgą do pokoju
Kayli.
Przez uchylone drzwi ujrzał inne lustro, a w nim odbicie prawdziwej Kayli, jego Kayli.
Była boso, miała na sobie obcisłe, czarne spodnie i jaskrawoczerwony sweter. Otworzył
szerzej drzwi i chciał ją zawołać, gdy nagłe ściągnęła sweter i sięgnęła do szuflady komody
po inny.
Koronkowy biały biustonosz więcej odsłaniał, ni\ zakrywał. Jej skóra była lekko opalona
i delikatna. Kayla wcią\ trzymała w ręku sweter, odcinający się plamą czerwieni od czarnych
spodni.
Ben przybli\ył się o krok, z bijącym sercem i spieczonymi ustami. Po\ądanie przenikało
go na wskroś i wiedział, \e tym razem nie odejdzie.
Właśnie wtedy odwróciła się, wyczuwając jego obecność. Patrzyła mu prosto w oczy, a
ręka trzymająca sweter przesunęła się ku piersiom.
Wreszcie odwa\ył się przemówić.
 Myślałem, \e jesteś ubrana. To znaczy byłaś ubrana, kiedy otworzyłem drzwi...
 Wiem. W porządku.  Głos jej dr\ał, jakby nie mogła złapać tchu.  Zmieniłam zdanie
co do swetra...
 Lubię czerwony.
 Tak?
 A te spodnie są fantastyczne.
 Czarna skóra  powiedziała, nie odrywając oczu od jego twarzy. Miała niski, miękki i
lekko ochrypły głos.
 Skóra...  Zrobił kolejny krok i zwil\ył usta językiem.
 Miękka i delikatna i...  nie dokończyła zdania. Zamiast tego postąpiła krok ku niemu i
znalazła się w jego ramionach. Ręce mę\czyzny leniwie gładziły nagą skórę jej pleców,
przesuwając się wzdłu\ kręgosłupa i ni\ej.
Ujął w dłonie jej pośladki i przyciągnął ją mocno do siebie. Przez obcisłe spodnie
wyczuwał kuszący zarys jej pupy i urocze wklęśnięcie, tam gdzie łączyła się z udami.
Przytulił ją jeszcze mocniej i jego usta odnalazły jej wargi. Kayla rozchyliła usta.
Była jego sennym marzeniem, które w nieprawdopodobny sposób się urzeczywistniło.
 Och, Kaylo, moja Kaylo...  Ocierał się o jej szyję i policzki i powtarzał bez końca jej
imię.
Odpowiadała mu całą sobą, zamierając w jego uścisku, wpierając się nabrzmiałymi
piersiami w jego tors, oplatając ramionami szyję. Potem przemówiła, a jej słowa rzuciły na
niego czar:
 Kochaj mnie, Ben. Teraz. Tak cię pragnę.  Mówiła szeptem, ale jej słowa brzmiały w
uszach Bena jak krzyk.
Wypowiedziała je spontanicznie, pod wpływem namiętności, którą w niej rozpalił.
Wszędzie, gdzie jej dotykał, była erotycznie naładowana  czuła jego wargi na ustach, ręce na
piersiach, ramionach i plecach, biodra napierające na jej biodra.
Gdy tylko ujrzała go w otwartych drzwiach, wiedziała, co się stanie.
Wziął ją za rękę i poprowadził do łó\ka. Uśmiechnęła się i chciała rozpiąć biustonosz, ale
Ben powstrzymał ją. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.