[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Nie miałem pojęcia, że ma pani obsesję na
punkcie zdrowia rzucił z pretensją. Miałem panią
ostrzec i powiedzieć o tamtej strzelaninie.
A więc zamiast& zapowietrzyłam się.
Zamknęłam oczy, wzięłam się w garść i stanęłam
prosto. Czy te pogróżki mają jakiegoś konkretnego
autora?
Nie, to był męski głos. Mówił, że to, co pani
robi, to dzieło szatana i tym podobne. I jeszcze, że nie
powinna pani przyjeżdżać do Teksasu i że się tym
zajmie, jak panią zobaczy.
Wymienił też nazwę tego hotelu, do którego się
pani przeprowadziła.
Nie przejmowałam się zbytnio, dopóki Parker nie
wspomniał o hotelu. Dopiero to wytrąciło mnie z
równowagi. Sprawa wyglądała poważnie.
Więc myśli pan, że to on był w samochodzie,
czy tylko przeraził pan jakichś smarkaczy? Nogi
zaczęły mi sztywnieć, więc podskoczyłam kilka razy i
zrobiłam parę skłonów.
Nie wiem przyznał Parker ponuro. Ale
zauważyłem część rejestracji, sprawdzę to.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że ten
człowiek zasłonił mnie, praktycznie rzecz biorąc,
własnym ciałem, myśląc, że ktoś może do mnie strzelać.
Znaczenie tego czynu ogłuszyło mnie.
Dziękuję powiedziałam, stojąc na trzęsących
się nagle nogach. Bardzo panu dziękuję.
To moja praca. Mamy przecież chronić. Na
szczęście nie muszę tego robić zbyt często, bo zawał
miałbym gwarantowany. Uśmiechnął się. Zauważyłam
też, że już nie oddycha tak ciężko.
To co? Chyba powinniśmy wracać? Mam
nadzieję, że nie będzie powtórki? Nie chciałam ranić
jego uczuć, co było dość absurdalne.
Nie, sądzę, że odjechał na dobre. Chyba
odetchnął z ulgą. Chodzmy do hotelu. Schował broń.
Wiedziałam, że nie ma szans na zmuszenie
policjanta do biegu, więc ruszyliśmy po prostu szybkim
krokiem. Minęliśmy szkołę, docierając do części
mieszkalnej, gdzie o tej porze prawie nie było już ruchu.
Ludzie wrócili z pracy, a prawie nikt nie wychodził z
domu.
Temperatura spadła trochę, zaczęłam się trząść.
Znajdowaliśmy się w okolicy, gdzie hobby mieszkańców
stanowiły ogródki. Rosło tu mnóstwo zimozielonych
drzew, a fronty domów upiększały krzewy i skalniaki.
Parker zadawał mi pytania mające prawdopodobnie mnie
uspokoić. Pytał kompletnie bez sensu o to, ile i gdzie
zwykle biegam, jak długo i czy brat także biega& W
momencie gdy cień za jednym z drzew nabrał w moich
oczach kształtu mężczyzny, oderwał się od pnia i zastąpił
nam drogę, ujrzałam odbicie światła na broni. Parker
rzucił się ku mnie, odtrącając na bok, a strzelec trafił go
prosto w pierś.
Krzyki byłyby stratą cennego czasu. Jedyną moją
przewagę stanowiła szybkość. Skoczyłam na trawnik i
pognałam niczym zając na prochach. Mimo miękkiego
podłoża słyszałam za plecami kroki napastnika.
Pobiegłam za dom, otoczony od tyłu ogrodzeniem. Płot
był raczej tylko umownym zabezpieczeniem, więc
pokonałam go bez trudu, lądując na trawie po drugiej
stronie. Kilkoma susami dotarłam do krańca kolejnego
podwórka.
Dopiero pózniej pomyślałam o wszystkich
przeszkodach, na których z łatwością mogłam upaść,
łamiąc nogę.
Przedostałam się do sąsiedniego ogródka, skąd
miałam już wolną drogę na ulicę. Domy zbudowano
tylko po jednej stronie. Po przeciwnej znajdował się pas
drzew, a za nim, z tego, co mogłam dostrzec w plamach
światła rzucanych przez latarnie, rów. Rzuciłam się
pędem w stronę hotelu najszybciej jak potrafiłam. Tu
było ciemniej. Bałam się, że upadnę, bałam się, że
zostanę postrzelona, bałam się, że detektyw nie żyje.
Wiedziałam, że zmierzam w dobrym kierunku, choć nie
dostrzegałam hotelu, który stał za zakrętem.
W końcu dopadłam drzwi, ale przed wejściem
powstrzymała mnie myśl, że mogę sprowadzić
niebezpieczeństwo na gości hotelowych.
Pobiegłam dalej. Wydawało mi się, że za plecami
słyszę ruch, więc wskoczyłam za jakiś samochód i
znieruchomiałam skulona. Nadstawiłam uszu, ale moje
serce waliło tak głośno, że nie byłam w stanie usłyszeć
nic poza nim.
Wyjęłam komórkę i przysłoniwszy dłonią ekran,
wybrałam numer alarmowy. Kiedy w słuchawce rozległ
się kobiecy głos, rzuciłam:
Jestem na podjezdzie domu za hotelem Holiday
Inn Express starałam się mówić jak najciszej.
Detektyw Parker Powers został ranny. Leży na Jacaranda
Street. Napastnik mnie ściga. Proszę się pospieszyć.
Halo? Mówiła pani, że jakiś policjant jest
ranny? Czy pani także?
Tak, detektyw Powers. Nie, ja nie jestem ranna.
Jeszcze. Muszę kończyć. Nie mogłam rozmawiać przez
telefon. Musiałam nasłuchiwać.
Teraz, gdy mój oddech się uspokoił,
wychwyciłam nieopodal odgłos oddechu oraz cichych
kroków. Ktoś szedł chodnikiem przy ogródkach
frontowych. Ktoś, kto nie chciał być wyraznie widziany
w świetle latarń. Czy mieszkańcy tych domów nie
zauważyli, że coś się dzieje? Gdzie ta powszechnie
dostępna broń, kiedy jest potrzebna? Nie miałam pojęcia,
czy powinnam biec dalej, czy raczej pozostać w ukryciu
z nadzieja, że strzelec mnie nie znajdzie.
Byłam napięta do granic wytrzymałości.
Czajenie się za tym samochodem okazało się
jedne z najtrudniejszych rzeczy w życiu. Nie wiedziałam
nawet, dokąd prowadzi pobliska ulica. Za zakrętem
mogła się przecież kończyć ślepo. %7łeby wrócić na
Jacaranda Street i do hotelu, musiałabym się kawałek
cofnąć. Możliwe, że znów czekałoby mnie przedzieranie
się przez płoty, a na podwórkach mogły być psy& Jeden
nawet szczekał, i to wielki, sądząc po głosie.
Kroki, bardzo ciche, zbliżyły się trochę, po czym
ucichły. Widział mnie? Lada moment mógł do mnie
strzelić?
W oddali rozległo się wycie syren policyjnych.
Dzięki ci, Boże, za policję z ich hałasem, światłami i
bronią. Cień, który już znajdował się tuż obok miejsca,
gdzie się ukrywałam, drgnął i zniknął, kiedy jego
właściciel zrejterował, uciekając w ulicę, którą
przybiegłam.
Próbowałam wstać, ale bezskutecznie. Nogi
odmówiły mi posłuszeństwa. Migające światła były coraz
bliżej, aż wreszcie musnął mnie snop blasku. Wrócił,
oświetlając mnie na dobre.
Połóż się z rozłożonymi rękami! rozległ się
kobiecy głos.
W porządku! odkrzyknęłam.
W tej chwili wydawało mi się to zdecydowanie
lepszym pomysłem niż wstawanie.
ROZDZIAA DZIESITY
Koniec końców resztę nocy spędziłam w szpitalu,
z Tolliverem. Wolałam to niż samotność w pokoju
hotelowym. Czułam się przy nim bezpiecznie, mimo że
był przecież ranny.
Detektyw Powers przeżył. Szczerze uradowała
mnie ta wieść. Wolałam, by jego odwaga została
nagrodzona w tym życiu, a nie w następnym.
Podsłuchałam urywki rozmów policjantów, którzy
zresztą traktowali mnie jak powietrze.
Powers się wyliże rzekła policjantka,
pozwalając mi wreszcie wstać. Jest twardy.
Po tylu latach futbolu musi być twardy wtrącił
ratownik, któremu polecono mnie zbadać. Orzekłszy, że
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Harrison Harry Stalowy Szczur 9 Stalowy Szczur Ĺpiewa bluesa
- Harry Harrison Stalowy szczur 02 Stalowy Szczur
- Harrison Harry Przestrzeni! Przestrzeni!
- Harrison, Harry B2, Bill en el Planeta de los Cerebros Emb
- Harry Harrison Galactic Dreams (SS Collection)
- 362. Harris Lynn Raye Historia Antonelli
- Roberts Nora Gwiazdy Mitry 03 Tajemnicza gwiazda
- Elder Races 5.1 The Wicked Thea Harrison
- Mary Balogh Dark Angel 07 A Christmas Br
- Bradley, Marion Zimmer Dark Satanic
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ninetynine.opx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.