Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Będzie mi potrzebny - oznajmił.
- Możesz wziąć. Pamiętaj, że udzieliłem ci pomocy. Któregoś dnia musisz mi opowiedzieć o
tym, co znalazłeś w lesie - rzeki król i odprawił młodzieńca gestem ręki.
Miody człowiek w milczeniu odwrócił się i wyruszył samotnie z powrotem do ciemnego
jeziora. Przybywszy na miejsce, zanurzył bukłak w wodzie i wylał zawartość do rowu. Potem jeszcze
raz i jeszcze, i jeszcze. Nie ustawał w wysiłkach, nieprzerwanie pracował wyczerpując jezioro. Była
to ciężka, żmudna harówka. Ale słońce nie zachodziło, światło nie ulegało zmianie, młodzieniec nie
przerywał pracy.
Po bardzo długim czasie woda znikła niemal całkowicie i w mulistym dnie ukazało się coś
wielkiego. Młodzieniec opróżniał jezioro w dalszym ciągu, dopóki nie odsłonił wysokiego
mężczyzny, od stóp do głów pokrytego rudym owłosieniem, przypominającym zardzewiałe żelazo.
Wielkie oczy mężczyzny rozchyliły się i spojrzały na młodzieńca, ten zaś skinął doń głową. Unosząc
się i opadając, rdzawy mąż dzwignął się ociężale z dna jeziora i poszedł za młodzieńcem przez las.
Do królewskiego zamku. Rycerze i pachołkowie pierzchali na ich widok i tylko osamotniony
król wyszedł im na spotkanie.
- Oto %7łelazny John - oznajmił młodzieniec. - Musisz go uwięzić w żelaznej klatce na dziedzińcu
zamku. Zarygluj klatkę i oddaj klucz twej królowej, a las będzie znowu bezpieczny dla tych, którzy
się weń zapuszczą.
Stalowy Szczur śpiewa bluesa 141
Podniosła się mgła i zaciemniła obraz. To był koniec.
Porośnięta rudą sierścią dłoń opierała się ciężko na ramieniu Jima - ale jemu to nie
przeszkadzało.
- Teraz rozumiesz - rzekł %7łelazny John głosem, do którego wróciło ciepło. - Możesz już uwolnić
%7łelaznego Johna. Witaj, Jimie, bądz pozdrowiony.
Chciałem odpowiedzieć, że mam bardziej zamęt w głowie aniżeli zrozumienie. %7łe wprawdzie
doświadczam czegoś, ale nie jestem w stanie tego pojąć. Miast wyrażać swe uczucia słowami,
stwierdziłem nagle, że moje oczy wypełniają łzy. Nie wiedziałem dlaczego - byłem jednak pewny, że
nie musiałem się ich wstydzić.
%7łelazny John uśmiechał się do mnie i dużym palcem ścierał łzy z moich wilgotnych policzków.
ROZDZIAA 16
- Co było grane? - spytał Floyd po moim powrocie do naszych kwater. Jazgotał na trombonii,
skomplikowanym i błyszczącym zestawie złotych rurek i suwaków, które faktycznie wytwarzały
całkiem interesujące dzwięki. Niestety, większość była natury druzgoczącej dla uszu.
- Dokończenie filmu szkoleniowego - odparłem z maksymalną nonszalancją, na jaką było mnie
stać. Zaskoczyło mnie drżenie mego głosu. Floyd fiukał w najlepsze i nie zorientował się w niczym.
Stingo natomiast, który leżał na kanapie i zdawał się spać, otworzył jedno oko.
- Filmu? Masz na myśli dalszy ciąg tej bajki o sadzawce w lesie?
- Trafiłeś w dyszkę.
- Wiesz już, co się kryło w wodzie? Co wciągnęło psa?
- Głupia historia - oznajmił Floyd i fiuknął trochę szybszą frazę. - Choć żal mi psiaka.
- To nie był prawdziwy pies - odparł Stingo. Patrzył na mnie, jakby czekał na moją wypowiedz,
lecz zacisnąłem szczęki i odwróciłem głowę. - Jezioro też nie było prawdziwe.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytałem świdrując go wzrokiem.
- Mitologia, drogi Jimie. Obrządek przejścia. Na dnie stawu znajdował się %7łelazny John,
prawda? Podskoczyłem, jakby mnie prąd kopnął.
- Tak! Ale... skąd wiedziałeś?
- Mówiłem przecież, że znam mitologię. Ale niepokoi mnie najbardziej wcale nie ten film
szkoleniowy, jak to określasz, lecz fakt, że %7łelazny John znajduje się tu we własnej osobie, cielesny i
włochaty.
- Nie nadążam za wami - przemówił Floyd, przenosząc wzrok ze mnie na Stinga. - Małe
wyjaśnienie byłoby mile widziane.
- Chodzi o to - zaczął Stingo, przerzucając stopy na drugą stronę, by usiąść prosto na kanapie. -
Rodzaj ludzki wynajduje kultury - a kultury wynajdują mity w celu uzasadnienia i wyjaśnienia swego
istnienia. Wybijają się wśród nich mity i ceremonialne obrządki przejścia dla chłopców. Przejście
od chłopięctwa do męskości. W tym okresie życia chłopiec zostaje oddzielony od matki i pozostałych
kobiet. W niektórych prymitywnych kulturach chłopcy oddalają się i zamieszkują z mężczyznami - i
nigdy już nie spotykają swoich matek.
- Mała strata - mruknął Floyd. Stingo pokiwał głową.
- Słyszałeś o tym, Jim. We wszystkich kulturach matki usiłują ukształtować synów na swoje
kobiece podobieństwo. Dla ich dobra. Chłopcy stawiają opór - a rytuał wspomaga ten opór. Zawsze
wchodzi tutaj w grę symbolizm, ponieważ symbole to sposób przedstawiania mitów, które leżą u
podstaw każdej kultury.
Zastanawiałem się nad tym, aż mnie głowa rozbolała.
- Przepraszam, Stingo, ale nie załapuję. Komentarzyk?
- Jasne. Pozostańmy przy %7łelaznym Johnie. Powiedziałeś, że nie zrozumiałeś bajki -myślę
jednak, że poruszyła cię emocjonalnie.
Miałem chęć protestować, zełgać... ale się powstrzymałem. Po co kłamać? Zawsze unikałem
okłamywania samego siebie. To był świetny moment na zastosowanie tej reguły.
- Masz rację. Wzięło mnie - i sam nie wiem dlaczego...
- Mity odnoszą się do emocji, a nie do faktów. Wezmy symbole. Czy młodzieniec wyczerpał
jezioro i znalazł na dnie %7łelaznego Hansa albo %7łelaznego Johna?
- Tak właśnie było.
- Kim jest %7łelazny John, twoim zdaniem? To znaczy ten z bajki, nie ten, który się tu kręci. Nim
jednak odpowiesz na to pytanie... kim według ciebie był ów młody człowiek z opowieści?
- Nietrudno się domyślić. Obojętnie w kogo ta historia była wymierzona i obojętnie kto ją
oglądał. W tym wypadku, skoro ja tam siedziałem sam, to pewnie owym młodzieńcem byłem ja.
- Masz rację. W micie zatem ty i każdy inny młody człowiek poszukujecie czegoś w wodzie i
musicie ciężko machać wiadrem, aby to odnalezć. Przejdzmy do %7łelaznego Johna, do włochatego
faceta na dnie jeziora. Czy to był rzeczywisty człowiek?
- Nie, to absolutnie niemożliwe - odparłem. - Człowiek z dna jeziora z pewnością stanowi
symbol. Część mitu. Symbol męskości, samca. Prymitywny samiec, który mieszka wewnątrz każdego
z nas.
- Brawo, Jim - mruknął Stingo półszeptem. - Bajka usiłuje ci wyjaśnić, że kiedy mężczyzna, nie
chłopiec, zacznie spoglądać do wnętrza swojej duszy, że kiedy będzie szukać
odpowiednio głęboko i długo, i dobrze się postara, odnajdzie w sobie włochatego samca.
Floyd przestał rzępolić i rozdziawił gębę.
- Wyście się chyba czymś naszprycowali, chłopaki, czego nie znam.
- Nie naszprycowali - odparł Stingo. - Czerpiemy ze zródła starożytnej mądrości.
- Wierzysz w ten mit? - zapytałem Stinga. Wzruszył ramionami.
- I tak, i nie. Tak, bo proces dorastania jest trudny i cokolwiek mu sprzyja, jest pożyteczne. Tak,
bo mity i ceremoniały przejścia do kolejnego etapu życia pomagają przygotować chłopców - dając
im pewność siebie, której tak potrzebują w czasie przemiany w mężczyznę. Ale to wszystko, jeśli o
mnie chodzi. Protestuję stanowczo przeciw tezie, że mit manifestuje się w rzeczywistości. %7łelazny
John pełen wigoru i zdrowia, przywódca bandy. Tutaj żyje społeczeństwo rozłamane, bez kobiet, a
nawet bez wiedzy o kobietach. To zle. To bardzo niezdrowo.
Poczułem niepokój.
- Nie zgadzam się zupełnie. Oglądanie tej historii poruszyło mnie do głębi. A jestem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.