Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

się współmałżonka(ki) i zarzutów, że  nie dopilnowałeś(aś) . Wiele tam zresztą nie trzeba
sobie wmawiać: istotnie boimy się wyrzutów za niedopilnowanie i wystarczy ten strach
trochę w sobie podkręcić, o tyle mianowicie, by jego poziom przewyższał chęć  świętego
spokoju .
Jest także i trzeci sposób, który można stosować zarówno wobec pracowników z zewnątrz,
jak i domowników. To znaczy, zwyczajnie i po prostu wepchnąć końcówkę w cudze ręce.  Ja
już nie mam siły i nerwów, ty to dokończ . Jest to rodzaj kapitulacji, przyznanie się do
niemożności psychicznej bądz fizycznej, ale mimo wszystko wyjście honorowe i mogące
nawet w przyszłości przynieść błogosławione skutki. Właściwie nawet należałoby je
wstawiać do harmonogramu od samego początku, tylko że harmonogramy układa się zwykle
optymistyczne, co też ma swoją przyczynę: gdybyśmy z góry zakładali, że tak to pójdzie, to w
ogóle balibyśmy się cokolwiek zacząć. A jak mówi hobbickie przysłowie:  najdłużej trwa ta
robota, której wcale nie zaczęliśmy .
26
CUDZE RCE LEKKIE, ALE NIE PO%7łYTECZNE
Ciekawe, że zasadę zawartą w tytułowym przysłowiu wyznają przede wszystkim kobiety.
Widać jest to zakodowane genetycznie albo co, dość, że to raczej panie, jeśli już nawet
zmobilizują do pomocy kogoś z domowników, po pewnym czasie same go odpędzają ze
słowami:  Daj to już mnie, słabo się człowiekowi robi, kiedy patrzy, jak się do tego
zabierasz . To wtedy, gdy  jak mówię  zdobędą się na wezwanie pomocnika. Częściej
bowiem rezygnują z niego w ogóle.  Jak mam widzieć tę nadętą, niechętną minę... Jak mam
dziesięć razy prosić i przypominać... Nim on się do tego zabierze, ja trzy razy zrobię  takie
to i podobne zdania da się słyszeć w każdym domu.
Jest w nich i trochę racjonalnych powodów. Rutynowe prace domowe mają swój rytm i
kolejność  jeśli wyręczam się kimś przy nakrywaniu stołu, to ten stół musi być już nakryty w
momencie, kiedy odcedzam ziemniaki i wyjmuję pieczeń z piekarnika, inaczej  cały obiad na
nic . Nieudolny pomocnik, który spóznia się z robotą albo co chwila pyta:  a gdzie to jest ,
 a czy mam to zrobić tak czy tak? , podający dłuto zamiast śrubokręta, przynoszący z
piwnicy dżem zamiast borówek (mimo że na słoiku jak byk  stoi napisane ) może  głównego
wykonawcę doprowadzić do furii i okrzyku:  A idz do diabła, obejdzie się bez ciebie! . Na
co delikwent, raczej obrażony niż skruszony, z chęcią przystaje.
Są też prace, które muszą być wykonane z dużą dokładnością i znajomością rzeczy; w
takich wypadkach cudze ręce są istotnie nieużyteczne. Na przykład nie zlecę nikomu pielenia
zjadliwego zielska pt.  kurza łapa (jeśli mi się przez złośliwość losu i natury zaplącze na
grządki), bo ja i tylko ja odróżniam korzenie tego zielska od korzeni irysów, to raz, po drugie,
ja i tylko ja zdaję sobie w pełni sprawę, że zostawienie jednego zucheleczka kłącza  kurzej
łapy odbiera sens całej robocie. Podobnie jest z ustawianiem książek w regale: może to robić
tylko ich użytkownik, bo profan ustawi może i ładnie, do koloru i pod sznurek, cóż z tego,
kiedy zburzy przy tym całą subtelną logikę księgozbioru, według której np. Heinego nie
wolno wyrzucać do półki  niemieckiej , bo ma stać obok Villona i Gałczyńskiego, jak stał
przez trzydzieści lat.
Ale już na tym przykładzie można udowodnić, że cudze ręce jednak mogą być pożyteczne,
i to jak! Te cudze ręce mogą wytrzeć na glanc regał, sukcesywnie odkurzać książki, podawać
je głównemu wykonawcy, kiedy przyjdzie kolej na najwyższe półki, itd., itp.
Po rozważeniu całej tej dziwnej sprawy (bo to jednak jest dziwne, to uciekanie od pomocy)
widzę dwie przyczyny niskiego notowania  cudzych rąk . Obie w gruncie rzeczy natury
bardziej psychologicznej niż praktycznej. Pierwsza to zarozumiałe przekonanie, że nikt tego
nie zrobi lepiej niż ja. Ma ono często bardzo nikłe podstawy, jest czasem wręcz śmieszne, no
ale się zdarza. Byłam np. przez dłuższy czas w zażyłości z daleką krewną, panną z dobrego
domu i w dodatku starą. Chciałam jej trochę ulżyć, więc gdy u nas było wielkie pranie, przy
okazji prało się i jej pościele i obrusy. Krochmaliłam jak swoje, naciągałam, posyłałam do
elektrycznego magla, wszystko o.k. Aliści ze dwa razy zdarzyło mi się przyłapać ciotkę, jak
te poszwy i obrusy pracowicie po swojemu prasuje.  U licha  wydziwiałam w duchu  to już [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.