[ Pobierz całość w formacie PDF ]
pielenie fasoli. %7łycie farmera było znacznie prostsze, pozwalało na oko ocenić, czy plony
będą dobre, czy też nie. Ale jeszcze jedno pytanie nie dawało mu spokoju.
- Dlaczego oni to zrobili? - zapytał. - Jason i Nina... dlaczego zdradzili swoich
przyjaciół? Innych pojawów?
- Nigdy nie byli waszymi przyjaciółmi - powiedział szorstko pan Hendricks. - Przyszli
do Hendricks i do Harlow wyłącznie w jednym celu: żeby wytropić i wydać każde trzecie
dziecko, jakie zdołają znalezć. Wykorzystali skrywaną głęboko potrzebę pojawów, żeby
zdradzić komuś swoje prawdziwe imię, ponieważ Policja Populacyjna potrzebowała
prawdziwych imion, żeby dopełnić zdrady. Jason i Nina nigdy nie byli ukrywającymi się
dziećmi, tylko podszywali się pod nie. Byli oszustami.
- Ale ten policjant powiedział, że są nielegalni i mają sfałszowane papiery...
- Policja Populacyjna także potrafi kłamać - rzucił ponuro pan Hendricks. - Rządowi
znacznie bardziej pasuje ogłoszenie, że aresztowali trzecie dzieci, niż że aresztowali
zdrajców.
Luke próbował to wszystko pojąć: Nina z takim zapałem opowiadała o walce za
sprawę trzecich dzieci, Jason mówił o ochronie pojawów w Hendricks... Oni sami nigdy się
nie ukrywali? Chcieli tylko skrzywdzić tych, którzy im najbardziej zaufali?
To było zło w natężeniu, jakiego Luke nie potrafiłby sobie wyobrazić w czasach,
kiedy mieszkał na farmie.
Teraz zaś pan Hendricks i pan Talbot chcieli, żeby przeniósł się w jakieś nowe
miejsce, gdzie jeszcze trudniej żyć niż w obecnej szkole.
- Z całym szacunkiem dla mojego przyjaciela. - Pan Talbot skinął głową panu
Hendricksowi. - Nie wiemy na pewno, dlaczego Jason i Nina pracowali dla Policji
Populacyjnej ani dlaczego przyszli do tutejszych szkół. Opieramy się głównie na domysłach.
To przecież mimo wszystko tylko dzieci.
- Tylko dzieci? - zaprotestował pan Hendricks.
- Uważasz, że wyłącznie dorośli byliby zdolni do takiej podłości? Oczywiście, to na
pewno dorośli ich do tego popchnęli, ale...
- Przesłucham oboje jutro - przerwał mu spokojnie pan Talbot. - Powiedzmy, że chcę
poznać fakty, które moi koledzy z Policji Populacyjnej zapewne najchętniej by przede mną
ukryli. Nie jest wykluczone, że tym dzieciom zaoferowano za ich usługi wymierną nagrodę.
Albo też... - zaśmiał się gorzko - mogą być prawdziwie oddanymi bojownikami za swoją
sprawę. Kto wie?
Luke zastanowił się nad jego słowami. Dawno temu, kiedy po raz pierwszy spotkał
Jen, zastanawiał się, czy Policja Populacyjna nie ma przypadkiem racji, czy może on
naprawdę nie ma prawa do życia i do jedzenia, które powinno trafić do innych. Jen
przekonała go, że tak nie jest i że każdy zasługuje na to, by istnieć, niezależnie od
wszystkiego. Może Jason i Nina naprawdę wierzyli w to, co robią, nawet gdy znalezli się
wśród swoich wrogów - podobnie jak pan Talbot wierzył w to, co robi, oszukując Policję
Populacyjną, dla której na co dzień pracował?
Luke potarł skronie - to było bardziej męczące nawet niż egzamin z historii. %7łałował,
że wszyscy nie mogą po prostu być tymi, kim są, nie musieć udawać.
Zegar w kącie zaczął dzwonić srebrzystymi, wyraznymi uderzeniami. Luke bez
wysiłku odczytał czas, bez potrzeby liczenia uderzeń: była ósma.
- No dobrze. - Pan Talbot podniósł się z miejsca. - Musisz się spakować, zanim
pozostali chłopcy wrócą z... jak wy to nazywacie? Indoktrynacja? Mogę jeszcze dzisiaj
podrzucić cię do nowej szkoły, wyjaśnię wszystko po drodze.
- Nie - powiedział Luke.
Pan Talbot i pan Hendricks popatrzyli na niego zaskoczeni. Pan Hendricks
zachichotał.
- O, czyli wymyśliliście na to inną nazwę niż indoktrynacja?
Luke rozumiał pomyłkę starszego mężczyzny. Wiedział, że mógłby ją wykorzystać,
wymyślić jakąś głupią nazwę dla indoktrynacji i udawać, że właśnie przeciwko temu
zaprotestował. Ale to nie byłaby prawda.
- Nie - powiedział stanowczo Luke. - Nie chcę wyjeżdżać z Hendricks.
Pan Talbot i pan Hendricks wpatrywali się w niego kompletnie oszołomieni. Luke
potrafił odgadnąć, o czym myślą: Daliśmy mu nową tożsamość i miejsce, w którym mógł się
ukryć. Dzisiaj ocaliliśmy jego skórę. A teraz on mówi nam nie ? Jak on śmie?
Luke przełknął ślinę - sam nie był pewien, jak śmiał to powiedzieć. Zaledwie dwa
miesiące wcześniej wyjeżdżał z domu jako przestraszone dziecko, które bało się nawet
odezwać. Miał cudze imię i cudze ubrania. Do niego należały tylko wspomnienia, nic więcej.
Jednakże te wspomnienia były dużo warte, podobnie jak on sam - nie był jakimś pionkiem,
który może być przesuwany po szachownicy zgodnie z wolą innych.
Pomyślał o tym, co udało mu się osiągnąć w Hendricks - nie chodziło tylko o
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- 03. Sharpe Isabel Blaski i cienie Hollywood Ich noce
- 093. ABY 0004 Luke Skywalker i Cienie Mindora
- Dailey Janet Cienie przeszĹoĹci
- Niewygodny testament 03 Way Margaret W pelnym sloncu
- A_Book_of_Discovery_by_Margaret_Bertha_Synge
- Malewska_Hanna,_MuszyĹski_Heliodor_ _KĹamstwo_dzieci
- Gregory Benford 2nd Foundation Trilogy 1 Foundations Fea
- The Best of Henry Kuttner Henry Kuttner
- Czechow Anton Mewa
- Denise Belinda McDonald Trading Faces (pdf)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ministranci-w.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.