X

Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

stwie Zdrowia.
Rozdział VII
Jacek Soklicki biegł po schodach, przeskakując po kilka stopni naraz. Ten zwyczaj pozostał mu z cza-
sów dzieciństwa, kiedy po zakończeniu lekcji w szkole spieszył się głodny jak wilk do domu na obiad. Teraz
też był głodny, gdyż zasiedział się w muzeum w związku z organizowaną wystawą malarstwa francuskiego
osiemnastego wieku, ale pośpiech jego nic był uzasadniony, wynikał po prostu z przyzwyczajenia, nikt go
bowiem w domu nic czekał prócz czterech ścian, tapczanu, stołu i kilku krzeseł, to jest urządzenia, które
zakupił z konieczności. Nawet nic lubił przebywać w tej małej, służbowej kawalerce, którą uważał za chwi-
lowy przystanek. Inaczej wyobrażał sobie kiedyś urządzanie pierwszego własnego mieszkania; wiązał to z
nadziejami na spędzenie ciekawego, bujnego życia. Teraz, kiedy to nie miało znaczenia, nie dbał o nic wca-
le.
Zatrzask w drzwiach był otwarty, nie potrzebował przekręcać klucza. ..Będę musiał założyć yale 
pomyślał.  Ten zamek jest do niczego." Rzucił kurtkę na wieszak w przedpokoju i zapalił światło. Kiedy
wszedł do pokoju, 1 zobaczył, że przy stole siedzi mężczyzna w prochowcu, z nogą nonszalancko założoną
na nogę.
 Zdaje się, że nic zapraszałem pana do siebie powiedział, starając się mówić swobodnie, choć
wściekłość uderzyła mu do głowy.  Co pan tu robi?!! Proszę się natychmiast wynosić!
Mężczyzna nie poruszył się wcale, zaśmiał się piskliwym, urywanym chichotem. Rude włosy zapłonę-
ły w świetle lampy.
 Niezbyt to miłe powitanie. Podziwiam, jak Zwietnie mówisz po niemiecku, chyba cię twoja mutti
nauczyła. A teraz do rzeczy: przyszedłem, bo mam do ciebie interes i o ile cię znam, wiem, że się na pewno
dogadamy.
 Powiedzieliśmy już sobie wszystko. Mówiłem, żebyś mi dał święty spokój, nie chcę mieć z tobą nic
wspólnego.
 Czyżby? I nie boisz się, że twojej pięknej Agatchen może się coś niemiłego przydarzyć?
 Ta sprawa przestała mnie interesować.
 O! Nigdy w to nie uwierzę. Taka wspaniała dziewczyna, istny wulkan namiętności. I jak całuje...
Krew uderzyła mu do głowy. Czuł, że ogarnia go nieprzeparta chęć zamienienia w krwawą miazgę tej
okropnej, chytrej twarzy. Z trudnością zapanował nad zwiniętymi do zadania ciosu rękami.
 A jednak nic jest ci obojętna! Tak przypuszczałem. Ona też mi się bardzo podoba, zawsze mi się
podobała. Będziesz miał ciężkiego zgryza. Jej mąż szaleje za nią i jest cholernie bogaty. Ale i ty możesz
mieć forsę, dużo forsy, kupę dolarów. Ona tego potrzebuje, wymaga od mężczyzny. Dlatego wyszła za Gar-
dena. Kiedy będziesz jej mógł kupić futra, samochód, będzie cię kochała, będzie twoja.
 Przestań, bo rozwalę ci łeb.
 Słuchaj uważnie, ja nic żartuję, przypomnij sobie, jaką Agatchen ma długą, smukłą szyję. Wystar-
czy trochę ścisnąć i... nie będzie już potem taka ładna. Stanie się sina i odrażająca.
 %7łałuję, że cię wtedy nie utopiłem.
 Zrobiłbyś to na pewno, gdybym w porę nie odzyskał przytomności. Dla niej zrobisz wszystko. I
dlatego musisz mi pomóc.
 Czego chcesz ode mnie?
 Nic wielkiego. Po prostu żeby jeden z obrazów, marnujących się w waszym muzeum, znalazł się w
moich rękach i zamieni) na dolary.
 Nic z tego! Nigdy ci nie pomogę! Słyszysz? Nigdy! A teraz wyjdziesz sam. czy mam cię wyrzucić?
 Uważaj, żebyś tego nie żałował. Chodzi mi o portret mężczyzny Van Dyckca. Dostarczysz mi go. a
w zamian otrzymasz znakomitą kopię. Nikt się na niczym nie pozna. Jutro dostaniesz szczegółowe instruk-
cje. Przekonasz się, że mój plan jest genialnie opracowany, a tobie nic nie grozi.
Soklicki milczał! Po raz nie wiadomo już który w życiu uświadamiał sobie, jak wielki błąd popełnił,
zatajając przed Agatą fakt, że Austriak żyje. Kiedyś tyle przez nią przecierpiał, że pozostawienie jej w nie-
pewności, w poczuciu zagrożenia, było dla niego z jednej strony pewnym zadośćuczynieniem, a z drugiej 
gwarancją, że mu się nie wymknie, że jest z nim związana, zależna, coś w rodzaju moralnego szantażu, do
którego przed samym sobą nie chciał się przyznać. Pomysł ten przyszedł mu do głowy spontanicznie, pod
wpływem chwili, a potem trudno było się już z tego wycofać.
 Gdyby ten oprych wiedział, że jestem pod obserwacją milicji, nie paliłby się tak do współpracy ze
mną"  pomyślał, patrząc na rozwalonego na krześle intruza i nagle rozjaśniło mu się w głowie, jakby w
ciemności zabłysło zbawcza światło,
 Zgadzam się  powiedział powoli i tak spokojnie, że Austriak spojrzał na niego uważnie.
 Tylko nie próbuj żadnych kawałów z waszą milicją, pamiętaj o Agatchen. A więc do jutra.
 Już wiem!  zawołał.  To ty zabiłeś Jaskółowską!
Lisia twarz rozpłynęła się w mroku klatki schodowej, ale raz jeszcze dobiegł go stłumiony chichot.
Agata trzymała w reku list. który dostała z rana od doktora Rolczaka. Już kilkanaście razy odczytywała
tych kilka zdań pozornie niezrozumiałych, ale mających znaczenie dla całej jej przyszłości: Dowiedziałem
się, że pacjent leczy się na skomplikowaną wadę serca. Stan jego jest .poważny. Rokowania na przyszłość
niepomyślne. Radze zaraz zniszczyć tę kartkę.
A więc Garden przez cały czas okłamywał ją, prawdopodobnie chcąc zatrzymać przy sobie. Myśt o
zmarnowaniu młodości przy boku chorego człowieka przejmowała ją wstrętem. Nic czuła w sobie najmniej-
szego powołania do roli pielęgniarki. Ostatecznie miała prawo urządzić sobie życic jak każda normalna ko-
bieta. Jednak perspektywa rychłego przeniesienia się do Orłowa, gdzie Garden ponoć finalizował już zakup
willi nad morzem, fascynowała ją nadal z niesłabnącą siłą... Cóż za satysfakcja błysnąć przed zazdrosnymi
znajomymi pięknymi strojami, luksusowymi samochodami, zbytkiem i przepychem. Nie mogła i nie chciała
podejmować jeszcze żadnej wiążącej decyzji. Postanowiła odłożyć ją na pózniej.
Tego wieczoru była zupełnie sama. Garden od kilku dni podróżował, a Palkisowa pojechała do chorej
matki. Już od zapadnięcia mroku odczuwała potęgujący się coraz bardziej niepokój, denerwował ją każdy
szmer i szelest. Na dworze wzmagała się wichura, wciskając się wszystkimi szczelinami do wnętrza domu.
w którym było zimno, gdyż prowizoryczne urządzenia ogrzewcze nic wytrzymywały intensywnej eksploata-
cji. Od czasu do czasu nic domknięte okna na piętrze zatrzaskiwały się gwałtownie, budząc w niej uczucie
lęku. Postanowiła położyć się wcześnie, ale spala czujnie i niespokojnie.
Obudził ją jakiś dziwny odgłos tuż koło jej łóżka. Poczuła, że ktoś pochyla się nad nią oddychając
ciężko, nierówno. Za chwilę mściwa, zachłanna ręka zaciśnie się wokół jej krtani, jak w koszmarnym śnie
sprzed lat.
- Ratunku!  krzyknęła ze wszystkich sil, choć wiedziała, że nikt nie przyjdzie jej z pomocą.
Usłyszała jakby skowyt czy bełkot i tupot bosych stóp. W smużce światła przeciekającego z korytarza
mignęła sylwetka mężczyzny, wypadającego w popłochu z jej pokoju. Dojrzała jego twarz zniekształconą
potwornym, odrażającym grymasem. Nie miała najmniejszej wątpliwości: był to Garden.
Reakcja jej była błyskawiczna: wyskoczyła z łóżka, przekręciła klucz w zamku, zastawiła drzwi
wszystkimi dającymi się przesunąć meblami i dygocąc ze strachu opadła na łóżko. A więc Garden był sza-
leńcem! Postępująca nieuleczalna choroba spowodowała najwidoczniej pomieszanie zmysłów. Prawdopo-
dobnie cichaczem wrócił do domu i postanowił ją zgładzić. Jedno było pocieszające, choć niezrozumiałe; że [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.