Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Mary, którzy ruszyli do tańca.
Vincent także spojrzał na Mary, która tańczyła, uśmiechając się i kiwając głową. Wygląd Mary zaszokował
go tak samo, jak Jasona. Mary nie była tak piękna jak Elizabeth, lecz robiła zaskakująco zmysłowe wrażenie.
- Jest bardzo ładna, prawda? - szepnął mu do ucha znajomy, prowokujący głos.
Odwrócił się i zobaczył Elizabeth z uśmiechem na kuszących ustach. Zapominając o Mary, wpatrywał się
w kobietę, którą niegdyś zamierzał poślubić, podziwiając jej długie, czarne rzęsy i błyszczące,
ciemnoniebieskie oczy. W wystrzępionym, czerwonym cygańskim kostiumie, z czarnymi lokami na
ramionach, wyglądała niesłychanie młodo i niewinnie. Coś ścisnęło mu się w miejscu, gdzie kiedyś miał
serce.
Nim do końca zdał sobie sprawę z tego, co robi, ukłonił się i poprosił Elizabeth do tańca.
Spojrzała nań ze zdumieniem.
- Chcesz ze mną zatańczyć? Czyżbyś coś knuł? - spytała podejrzliwie.
- Ależ skąd. Po prostu w dzisiejszych czasach nie mam zbyt wielu okazji do tańca, zwłaszcza z tak
wdzięczną partnerką.
Pociągnął Elizabeth na parkiet. Niemal jej nie dotykał, czuł jednak pulsowanie jej aury i ciepło otaczającej
ją poświaty.
- Jesteś lekka jak powietrze.
- Komplement, Vincencie? Nie poznaję cię.
- Dlaczego nie mielibyśmy omówić warunków przegranej w miły sposób?
- A zatem jesteś gotów się poddać, Vincencie?
Vincent z uśmiechem potrząsnął głową.
- Daj spokój. Zobacz, co się dzieje. Mary zeszła na dół dziesięć minut temu, a już zdążyli, się pokłócić.
Poddaj się, Elizabeth.
Jej śmiech zagłuszył na chwilę muzykę.
- Och, Vincencie, nie widzisz, jak Mary wygląda? Jason nie będzie w stanie się jej oprzeć.
Vincent przyglądał się kobiecie, którą trzymał w ramionach, wirując wokół rozświetlonego żyrandola.
- Może masz rację. Ja z pewnością nie mogłem oprzeć się tobie. Pamiętasz? - powiedział, mocniej
przyciągając ją do siebie. Ich aury zmieszały się i zaiskrzyły. - Pamiętasz, jak przyszedłem do twojego
pokoju po balu maskowym i kochaliśmy się? Kochaliśmy się długo, powoli i wspaniale, a tobie wciąż było
mało. Z radością spełniłem twoje pragnienie. Kochaliśmy się godzinami, a ty nadal błagałaś...
Policzki Elizabeth zrobiły się intensywnie czerwone, lecz mimo to spojrzała mu prosto w oczy.
- Tak jak mówiłam, Jason nie potrafi jej się oprzeć. - Muzyka umilkła, Elizabeth cofnęła się o krok. - A
teraz przepraszam cię, ale chciałabym porozmawiać z Jasonem i podsunąć mu kilka pomysłów.
Vincent przyglądał jej się z niepokojem, kiedy płynęła w stronę Jasona, a pózniej zwrócił wzrok na Mary.
Stała pośrodku grupy mężczyzn, śmiejąc się i flirtując ze zdumiewającą łatwością. Mężczyzni, z uśmiechem
na ustach i z podziwem w oczach, uważnie słuchali jej słów.
Vincent był coraz bardziej zaniepokojony. Elizabeth miała rację. Przez cały ten czas nie doceniał Mary, co
się teraz dobitnie okazało. Cienka, złota, suknia była dowodem na to, jak bardzo Mary jest niebezpieczna.
Jason na pewno zrobi wszystko, aby ją zatrzymać. Chyba że on, Vincent, wymyśli coś, co na zawsze usunie
Mary spoza zasięgu Jasona.
Wyjął tabakierkę i otworzył wieczko. Wziął szczyptę tabaki w palce, nadal nie spuszczając oczu z grupy
mężczyzn, wśród których znajdowała się Mary.
W pewnym momencie mężczyzna przebrany za świętego Jerzego pochylił się i szepnął coś Mary.
Uśmiechnęła się i bez słowa kiwnęła głową. Vincent spojrzał na mężczyznę.
To był Cecil. Spoglądał na Mary z troską.
Vincent, podnosząc do nosa szczyptę tabaki, zawahał się na chwilę. Spojrzał na Mary, a potem znów na
Cecila, na jego zdenerwowaną twarz.
Z namysłem zażył tabaki.
Cecil i Mary.
Może się uda...
Książę mówił i mówił monotonnym głosem, a Mary uśmiechała się i kiwała głową, nie słysząc ani słowa.
W uszach brzmiały jej wciąż słowa lady Weldon:
Nigdy nie potrafi się zachować jak prawdziwa hrabina. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.