Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

podbojów? Odsunęła od siebie te myśli. Najpierw czeka ją wizyta w
gniezdzie żmij.
 Przezorny zawsze ubezpieczony. Okej. Kogo jeszcze spotkam?
James utkwił spojrzenie w szybie, za którą migotały światła miasta.
 Na pewno będzie Pauline.
 Kobieta, którą matka wybrała ci na żonę?
 Tak.
 Coś mi grozi z jej strony?  Nie wiedziała, co ją bardziej niepokoi: to,
że Pauline jest kandydatką na żonę Jamesa czy że została namaszczona przez
Julię Carlson.
 Nie mam pojęcia. My...  James zawahał się  od lat się przyjaznimy.
Pauline potrafi być urocza. W którymś momencie nasze matki uznały, że
pasujemy do siebie.  Na jego twarzy odmalował się wyraz zagubienia.
Z dziewczyną, która pózniej wyszła za Tommy'ego, chodził na imprezy
szkolne, ale  jak twierdził  tylko się kolegowali. Może z Pauline było tak
samo? A może nie? Może widząc ich razem, Pauline będzie chciała dopiec
Maggie?
 A inni goście?
 Zawsze zjawia się wielu prawników, ale oni zwykle zajęci są piciem i
podlizywaniem się Lenonowi. Reszta towarzystwa to ludzie, którym Lenon
coś zawdzięcza lub którzy jemu są coś winni.
Maggie usiłowała zachować spokój, ale nie było to łatwe. Gniazdo żmij,
102
R
L
T
akwen pełen rekinów... z takich miejsc nie wychodzi się cało.
Zaciskała nerwowo palce na naszyjniku. Wiedziała, że może go zwrócić
w drodze powrotnej, ale powoli przyzwyczajała się do jego ciężaru.
 Trzymaj się blisko mnie  poprosił James.  Jeśli czyjeś pytania cię
zmęczą, zacznij zadawać własne. Ci ludzie uwielbiają opowiadać o sobie.
 A co z alkoholem? Bo ja nie bardzo...
 Kelnerzy będą roznosić drinki, ale jest również bar. Zamówimy ci coś
bezpiecznego. Pij wolno, małymi łyczkami.
 Nie porzucisz mnie?  W głębi duszy miała nadzieję, że zaraz na
powitanie ktoś zachowa się bezczelnie i wzbudzi jej złość. Rozgniewana
potrafiła stanąć do walki, zapomnieć o małej wystraszonej dziewczynce,
która w niej tkwiła.
 Nie bój się.  James pochylił się i pocałował ją w policzek. Znów
przeniknął ją ten niesamowity żar.
103
R
L
T
ROZDZIAA DWUNASTY
Trzymając Jamesa pod ramię, minęła fontannę oświetloną na błękitno i
weszła do tawerny nazwanej George na cześć George'a Washingtona lub
Georgetown, dzielnicy Waszyngtonu, nie była pewna. Wewnątrz unosił się
zapach drogich cygar. Mężczyzni w ciemnych garniturach zlewali się jeden z
drugim. Kilka kobiet miało na sobie szare lub granatowe kostiumy, pozostałe
suknie z cekinami.
A zatem mała czarna, mimo że piekielnie ciasna w biuście, była
strzałem w dziesiątkę. W gabinecie Rosebud wydawała się nieodpowiednia,
ale tu idealnie pasowała.
Zanim Maggie z Jamesem dotarli do baru, była już dziesiąta. Przyjęcie
teoretycznie zaczęło się o dziewiątej, ale wyglądało na to, że większość gości
przybyła z godzinnym opóznieniem. Oczywiście w społeczności indiańskiej
czas był pojęciem względnym, ale tu? Tu modnie było się spóznić.
Przeciskali się przez tłum, kiedy nagle kobiecy głos zawołał:
 James, kochanie!
Maggie ujrzała idącą w ich kierunku kobietę w nieokreślonym wieku,
wysoką, chudą, w eleganckiej czerwonej sukni z jedwabiu. Trzymała w ręce
prawie pustą szklankę.
 Jesteś!
 To Julia  szepnął James, po czym zwrócił się do kobiety:  Witaj,
mamo.
 Oj, ty niedobry! Desmond miał cię przywiezć do domu! Gdzie się
zatrzymałeś?  Julia Carlson przeniosła wzrok z syna na twarz towarzyszącej
mu kobiety, a następnie na jej rękę spoczywającą na jego przedramieniu.  Co
104
R
L
T
to? Nie mówiłeś mi, że Rosebud z tobą przyleci. Czy jej mąż wie?
%7łyczenie Maggie się spełniło: wstąpiła w nią furia.
 Dobry wieczór  powiedziała lodowatym tonem, wyciągając dłoń na
powitanie.  Maggie Eagle Heart z kancelarii mecenas Rosebud Armstrong.
 Maggie, przedstawiam ci moją matkę, Julię Carlson. Maggie pomaga
mi w sprawie, nad którą pracuję.
 Ach tak?  Julia spojrzała na wyciągniętą rękę, po czym z łaski podała
swoją.  Wyglądacie niemal tak samo.
 To prawda  przyznała Maggie.  Wyglądamy identycznie. Trzeba się
porządnie wysilić, żeby nas odróżnić.
 Nie chciałam pani urazić.
 Proszę się nie martwić, nie czuję się urażona.  Maggie uśmiechnęła
się cierpko.
Julia zamrugała raz, drugi i trzeci, zanim ponownie przeniosła wzrok na
syna. Ustawiła się bokiem, dając Maggie znać, że z nią już skończyła.
 Kochanie  powiedziała scenicznym szeptem, tak by inni słyszeli. 
Czekaliśmy na ciebie w domu.
 Dlaczego? Przecież nie mówiłem wam, że przylatuję. Maggie i ja
byliśmy umówieni z Lenonem. Jutro wracamy. To podróż służbowa.
Kobieta wydęła usta; robiła to perfekcyjnie.
 Długo cię nie widzieliśmy, kochanie. Pauline tak strasznie za tobą
tęskni. Chyba czas najwyższy, żebyśmy ogłosili wasze zaręczyny. Wiem, że
twoja praca w Montanie jest ważna, ale...
 W Dakocie Południowej, mamo.  Z tonu Jamesa wynikało, że nie po
raz pierwszy odbywają tę rozmowę.  I nie ogłaszajcie zaręczyn. Nie
prosiłem Pauline o rękę.
 Ale poprosisz.  Julia zerknęła przez ramię na Maggie, jakby ta część
105
R
L [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.