Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Szybko ich wytropiła.
Adam zdejmował właśnie jedną ręką wyrywającego się małego
chłopczyka z gabloty z pieczywem, i uśmiechając się przepraszająco do
ekspedientki, drugą ręką wrzucał do wózka paczuszkę czegoś.
- Nie, jeśli nie potrafisz się zachować, będę cię miał na oku.
- Ja ich popilnuję - zaoferowała się dziewczynka i Adam postawił
chłopca na posadzce. - Nie odchodz ode mnie na krok - odezwała się
stanowczo dziewczynka.
Malec kiwnął głową i wziął ją za rękę.
Starsza siostra, pomyślała Anna, uśmiechając się.
- Tatusiu, może zjemy tu kolację?
31
RS
Zredni brat, pomyślała Anna, przyglądając się małej twarzyczce
chłopca wpatrzonego z uwielbieniem w Adama. Jaka urocza rodzina. Gardło
się jej ścisnęło i miała już skryć się za półkami, by dojść tam w samotności
do siebie, kiedy Adam ją zauważył.
- Mhm... tak, jasne - mruknął z roztargnieniem, machając do niej.
Ciekawa była, czy zdawał sobie sprawę, że został przed chwilą wrobiony w
kolację w supermarkecie. - To moje stadko - oznajmił, pokazując na dzieci. -
Skye, Danny, Jasper, to panna Long. Moja koleżanka z pracy.
- Anna - skorygowała i uśmiechnęła się do dzieci. -Cześć. Pilnujecie,
żeby nie kupił czegoś niewłaściwego?
- Będziemy tu jedli kolację - pochwalił się Danny. - Jadłaś tu już
kiedyś?
- Owszem - przyznała z cichą nadzieją, że Adam poprosi ją, by do nich
dołączyła.
Nie musiał. Zrobił to za niego Danny.
- To może zjesz z nami... mogłaby, prawda, tatusiu? -Spoglądając na
Adama, zadarł głowę tak wysoko, że o mało nie poleciał na półki z
pieczywem.
Adam podtrzymał go i posłał Annie bezradne spojrzenie.
- Jeśli masz ochotę, to zapraszamy. Prawdopodobnie zamówimy jajka,
fasolkę i frytki. O ile się jeszcze zmieszczą.
Dzięki Ci, Boże!
- Jajka, fasolka i frytki, ślinka cieknie - powiedziała czym prędzej. -
Mówisz poważnie?
- Jak najpoważniej - odparł i oczy mu złagodniały. -Możesz się czuć
zaproszona. Kupiłaś już wszystko?
32
RS
- Tak - skłamała.
Pal licho zakupy. Resztę dokupi następnym razem. Ta kolacja
zapowiadała się o wiele bardziej interesująco.
Zapłacili, zaparkowali wózki i stanęli w kolejce. Danny paplał
nieprzerwanie podczas wybierania dań i przez prawie cały posiłek. Był
słodkim, otwartym dzieckiem o rozwichrzonych, sterczących na wszystkie
strony włosach, których kasztanowy kolor odziedziczył zapewne po ojcu, i o
szczerych niebieskich oczach, które podbiły jej serce.
Jasper był do niego podobny, z tym że mniejszy i nie tak gadatliwy, a
może tylko zdominowany przez starszego brata, i słuchał we wszystkim
siostry.
Ale Skye... Skye była inna. Miała takie same jak bracia jedwabiste,
lśniącorude, choć może o ton jaśniejsze włosy i takie same przenikliwe
niebieskie oczy, ale na tym kończyło się podobieństwo.
W jej spojrzeniu czaiła się nieufność. Na tym polegała różnica. Skye
była zamknięta w sobie, jeśli się odzywała, to tylko do Jaza, zaś wobec
Anny zachowywała wyrazny dystans.
No i bardzo dobrze. Trudno, żeby ufało jej każde dziecko na świecie,
wyczuwała jednak, że rezerwa dziewczynki rani Adama.
Tylko raz pożałowała, że przyjęła zaproszenie, a było to wtedy, kiedy
Skye spojrzała na Adama i spytała cicho:
- Czy Anna jest twoją dziewczyną?
Adam oniemiał na chwilę, a potem szybko pokręcił głową:
- Nie. Pracujemy tylko razem. Jest pielęgniarką.
Skye popatrzyła na Annę taksującym wzrokiem i bez słowa wróciła do
posiłku. Z jej tonu wynikało, że nie byłaby zachwycona, gdyby Adam miał
33
RS
dziewczynę. Może czułaby się wtedy zagrożona? Może jest zazdrosna? A
może miał ich już na pęczki i Skye się to nie podobało?
Przy stoliku było ciasno i Adam, ilekroć się poruszył, trącał pod nim
Annę kolanami. Kiedy dzieci skończyły, spojrzał jej w oczy ponad
brudnymi talerzami i kubkami po napojach i uśmiechnął się przepraszająco.
- Musimy wracać. Mamy w wózku mrożonki - w każdym razie
mieliśmy. Chyba już pływają.
Skinęła głową ze świadomością, że trochę żal jej się z nimi rozstawać.
To fakt, że musieli już iść - Jasper ziewał, Skye była znudzona i skwaszona,
zresztą nie mogą tu siedzieć przez cały wieczór. Zdobyła się na promienny
uśmiech.
- Tak, lepiej już idzcie. Dziękuję za zaproszenie do wspólnego posiłku.
Bardzo dobrze się bawiłam.
Adam roześmiał się niedowierzająco. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.