Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zwłaszcza że Melissa Wilkes była kobietą, której trudno było nie zauważyć na
ulicy. Promieniała uśmiechem i radością, miała powabną figurę i ubierała się
tak prowokująco, że nawet martwego człowieka obudziłaby do życia.
Teraz była najbardziej zmysłową kobietą na cmentarzu, pomyślał Collin
ze smutkiem.
Zauważył, że Emmett wstaje od stolika, sięga do kieszeni i kładzie
dziesięciodolarowy banknot na stole obok filiżanki.
 Tyle powinno wystarczyć.
Ceny w restauracji nie były wysokie, nawet jak na rangę hotelu.
 Przecież tylko wypiłeś kawę  zauważył Collin.
 No i co z tego? Reszta to napiwek.  Spojrzał w stronę baru, ich
kelnerka opierała się swobodnie o kontuar.
 Ona wygląda, jakby potrzebowała odrobiny szczęścia w życiu.
Collin pokręcił głową z niedowierzania.
110
RS
 Mówisz to właśnie teraz, gdy ja pomyślałem, że zamknąłeś się w
swoim własnym, małym świecie...
Emmett wziął ze stołu saszetkę z cukrem i wsunął ją do kieszeni
marynarki. Lubił czarną kawę, ale bardzo słodką. W niektórych miejscach nie
miał szansy na takie dosłodzenie kawy, żeby zaspokoić swój smak.
 To, że nie komentuję wszystkiego, co widzę dookoła, nie oznacza, że
tego nie dostrzegam  wyjaśnił.
 Podejrzewam, że nie wziąłeś ze sobą w góry lusterka  skomentował
Collin, nawet nie usiłując się uśmiechnąć.
Emmett posłał mu ponure spojrzenie.
 Pogadamy wieczorem.  Nie czekając na odpowiedz, wyszedł z
restauracji.
Collin odsunął od siebie pusty talerz, wypił do końca kawę i położył
dwudziestkę na dziesiątce Emmetta. Nie miał czasu czekać na rachunek od
kelnerki. Musiał jeszcze coś zrobić przed spotkaniem z Lucy.
Myśl o tym, że zobaczy się z nią po południu, przyspieszyła bicie jego
serca.
Udał, że nawet tego nie zauważył.
Podróż do miejsca, które chciał obejrzeć, nie trwała dłużej niż godzinę.
Wcześniej odebrał Lucy z biura. Przez większą część drogi wiodącej z aresztu,
gdzie wcześniej trzymano Jasona, do miejsca, skąd uciekł w czasie transportu,
Collin okropnie przeżywał swoją samotność. Pokonywanie tego dystansu
zmusiło go do myślenia o złych kolejach losu.
Zastanawiał się, czy te same myśli nurtowały też Jasona, czy może czuł
się ofiarą okrutnego losu? A może uważał, że wszystko, co mu się przytrafiało,
nie było jego winą ani nie wynikało z jego złych uczynków?
111
RS
Gdy dojechali na miejsce, gdzie furgonetka wypadła z drogi, zimowe
słońce powoli schylało się do linii horyzontu. Zaparkował samochód i wysiadł.
 Zostań w samochodzie  zaproponował Lucy.  Będzie ci cieplej.
Lucy tylko spojrzała na niego. To wystarczyło, żeby się zorientował, iż
szansa na zostawienie jej w środku jest równa zeru.
 Jeśli trochę się poruszam, to się rozgrzeję.
Lucy wysiadła i zamknęła drzwi. Spojrzała na ślady wyraznie
pozostawione przez zsuwającą się więzienną furgonetkę.
 Jak myślisz, co mogło spowodować, że furgonetka się stoczyła?
Na miejscu nie było śladów potrąconego zwierzęcia, które mogło nagle
wybiec na drogę. Collin spróbował stworzyć jakąś wyjaśniającą teorię, ale
wiedział, że nie ma szans na jej udowodnienie.
 Mój pierwszy z brzegu domysł zakłada, że kierowca z poderżniętym
gardłem nie może dobrze prowadzić żadnego pojazdu.
Collin powoli penetrował okolicę. Tu i tam dawało się dostrzec kawałki
lodu, które trzeszczały pod stopami, gdy szedł wzdłuż kolein pozostawionych
przez samochód. Collin próbował sobie wyobrazić, co tu się stało.
Furgonetkę zabrano stąd już dawno temu, ale ślady opon wyciśnięte w
ziemi pozostaną tu jeszcze na długo. Lucy szła za Collinem w milczeniu.
Wreszcie spytała.
 Czego ty tu właściwie szukasz?
Collin nie odwrócił się. Był zbyt zajęty badaniem gruntu. Gdyby znalazł
się tu zaraz po wypadku, być może coś by znalazł.
 Sam nie wiem  odpowiedział szczerze.  Czegoś  mruknął bardziej
do siebie niż do Lucy. Gdy przyjechał po nią do prosektorium, próbował
zniechęcić ją do wyjazdu, ale niestety była uparta. Dokładnie tak, jak to
przewidział.
112
RS
Szukał jakiegoś tropu. Czegokolwiek, co mogłoby popchnąć śledztwo do
przodu. Czegoś więcej niż tylko zeznań ludzi, których przesłuchał. Był tak
zdesperowany, że nawet spotkał się z przedstawicielami fundacji
charytatywnej, do której przystała Melisa tylko po to, by zrobić dobre wrażenie
na Ryanie.
To właśnie doprowadziło do tragedii. Jason z pewnością nie pochwalał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.