Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pościeli.
Potrzebowała kochanka, a nie pościeli.
- Nie, dziękuję.
Doris, zamiast pójść do siebie, zaczęła rozglądać się po pokoju, jakby
czegoś szukała. Czegoś... albo kogoś.
- Skoro nic ci nie trzeba - powiedziała w końcu - to idę się położyć.
- Dobranoc, Doris.
- Też ci życzę dobrej nocy, skarbie. Mam nadzieję, że porządnie się
wyśpisz. A jeśli nie, to tylko dlatego, że będziesz miała coś lepszego do
roboty. - Roześmiała się i wreszcie sobie poszła.
Imogena zamknęła drzwi i już miała wrócić na taras, kiedy ponownie
anula & polgara
ous
l
anda
sc
ktoś do niej zapukał. To pewnie Doris, pomyślała z niechęcią. Gosposi
musiało zebrać się na plotki.
Jednak w progu ujrzała Rafiego. Miał mokre włosy i wieczorny zarost
na policzkach.
- Mogę wejść? - zapytał.
Wpuściła go do pokoju, wzięła głęboki oddech i stanęła naprzeciw
Rafiego.
- Byłam pewna, że zamierzasz przesiedzieć całą noc w stajni.
- Dzisiaj nie, ale w przyszłości może się to okazać konieczne. Jedna
z klaczy niedługo będzie się zrebić. To będzie pierwszy potomek
BaHara. Mieliśmy trochę kłopotów z zapłodnieniem, więc będzie rodziła
ostatnia.
- Czy to jej wina, czy BaHara? - W Imogenie odezwała się kobieta
interesu.
- To stara klacz. W jej wieku to normalne.
- W porządku. Nie chciałabym, żeby przyszli inwestorzy mieli
wątpliwości co do możliwości BaHara.
- Zapewniam cię, że jest w świetnej formie.
Jaki koń, taki właściciel, pomyślała i zaraz się zaczerwieniła.
Rafi bez zaproszenia usiadł na łóżku. Imogena także usiadła, ale
daleko od niego. Wolała najpierw zorientować się, po co przyszedł.
Miała swoje oczekiwania, ale...
Rafi spojrzał na nią.
- Przede wszystkim chciałbym cię przeprosić.
- Za co?
- Za to, jak cię dziś potraktowałem. Oj, nie to chciała usłyszeć.
- To się czasem zdarza, Rafi. Troszeczkę nas poniosło.
- Nie za to cię przepraszam, choć przyznaję, że przestałem nad sobą
panować. Chodzi o to, że na ciebie nakrzyczałem. Nic złego nie zrobiłaś,
chociaż na tobie się skrupiło.
- A więc o co chodziło?
- Nieważne. Ale uwierz mi, to nie miało nic wspólnego z tobą. Do
twarzy ci w czerwonym - pośpiesznie zmienił temat.
- Dziękuję - bąknęła bez przekonania. Komplementy zawsze ją
peszyły, ale to drobiazg. Nie wiedziała, jak się zachować, bo Rafi patrzył
anula & polgara
ous
l
anda
sc
na nią, jakby czekał na jej ruch. Czyżby to ona miała zrobić pierwszy
krok?
- Bardzo ci dokucza to poparzenie? - spytał wreszcie po długiej
chwili milczenia.
- Trochę tak... - Zapowiada się dobrze, pomyślała.
- Może znów cię posmarować?
- Byłabym wdzięczna.
Napięcie między nimi stało się niemal materialne. Rafi wziął z
toaletki słoik z kremem, a potem rozsupłał szarfę czerwonego
szlafroczka Imogeny, włożył dłonie pod cienki materiał. Szlafrok zsunął
siÄ™ jej z ramion.
Niemal jęknęła, kiedy się od niej odsunął. Czyżby znów
zrezygnował? Nie, tylko przygasił światło.
Usiedli na podłodze twarzą do lustrzanej ściany. Rafi objął od tyłu
Imogenę nogami, wyjął ze słoika trochę kremu i zaczaj delikatnie
masować jej kark. Potem położył dłonie na jej ramionach.
- Jeśli chcesz, żebym jeszcze coś zrobił - szepnął jej do ucha - to
musisz mi to pokazać.
Dobrze, że nie kazał jej nic mówić, bo pewnie nie wydusiłaby z siebie
ani słowa. Ale pokazać mogła. Zaczęła od zsunięcia ramiączek koszulki,
a ponieważ Rafi się nie poruszył, położyła jego dłonie na swoich
piersiach, po czym objęła go w niemej prośbie o pocałunek.
Delikatnie zaczął całować jej szyję. Każdy jego, ruch, każdy
pocałunek sprawiał, że czuła się coraz bardziej podniecona, jak jeszcze
nigdy dotąd w swym życiu.
- Może chcesz jeszcze czegoś, Genie?
- Tak.
- Więc mi pokaż.
Dobrze wiedział, czego chciała, a jednak jej pozostawił inicjatywę.
Imogena prędko ściągnęła z siebie koszulkę. Siedziała teraz przed
lustrem prawie naga, tylko w skÄ…pych czerwonych majteczkach.
Rafi ją objął, jedną ręką dotykał jej pępka, drugą ujął pierś. Imogena
pozbyła się wszelkich zahamowań. Dotknęła dłoni Rafiego i przesunęła
ją w dół. Wtedy wsunął palce pod cienką koronkę majteczek.
Czuła każdy ruch jego palca, z każdą chwilą coraz bardziej się
anula & polgara
ous
l
anda
sc
podniecała. Tulił ją, całował jej szyję, aż wreszcie poczuła
niewyobrażalną rozkosz. Kiedy wróciła do rzeczywistości, odwrócił ją
twarzą do siebie, posadził sobie na kolanach, przytulił i pocałował.
Cudowne dopełnienie nieziemskiej rozkoszy.
- Pragnę cię, Rafi... - Chciała wsunąć rękę w spodnie od piżamy, ale
przytrzymał jej dłoń.
- Nie teraz. Dawanie ci rozkoszy to też przyjemność.
- Chcę się z tobą kochać! Nie jutro czy pojutrze, tylko zaraz.
Odgarnął jej włosy z czoła, pocałował.
- Teraz muszę wrócić do siebie.
- Nie wierzę, żeby tobie też było tak dobrze - wybuchnęła. - Przecież
ty nawet...
Zaniknął jej usta pocałunkiem.
- Uwierz mi, warto było. Jesteś taka piękna, kiedy masz orgazm. Nie
mogę się już doczekać następnego razu.
- Nie odchodz, Rafi...
- Chyba już mi wierzysz, że naprawdę chcę się z tobą kochać. -
Podniósł obie jej dłonie do ust i ucałował. - Ale dojdzie do tego dopiero
wtedy, kiedy będę pewien, że jesteśmy gotowi zrobić kolejny krok.
- Jesteś masochistą - jęknęła.
- Nic podobnego. Tylko ćwiczę się w sztuce cierpliwości.
- Ale po co?
- Mam ku temu ważne powody. Musisz mi uwierzyć na słowo.
- Niech ci będzie - zgodziła się, bo i tak nie miała innego wyjścia. -
Ale jutro moja kolej.
- Nie będzie mnie tu jutro. Ani pojutrze.
- Dokąd się wybierasz? - Miała ochotę krzyczeć.
- Do Atlanty, na spotkanie z inwestorami.
- Skoro i tak nie będziesz mnie uczył, to mogłabym pojechać z tobą.
- Ali mnie zastÄ…pi.
- Tylko na lekcjach konnej jazdy?
- Tak, tylko - odparł ponuro Rafi. - Poza tym jednym wyjątkiem nikt
prócz mnie nie ma prawa się do ciebie zbliżać.
Ucieszyła się, że jest taki zaborczy, jakby naprawdę była małą słabą
kobietką, która potrzebuje ochrony.
anula & polgara
ous
l
anda
sc
Rafi jeszcze raz ją pocałował i wyszedł, a Imogena poczuła, że...
chyba się w nim zakochała.
Ta myśl ją zaskoczyła i jednocześnie śmiertelnie przeraziła. Czuła, że
jeśli się zakocha, to gorzko tego pożałuje. Nie miała czasu na miłość.
Nie było w jej życiu miejsca dla mężczyzny, zwłaszcza tak
wymagajÄ…cego jak Rafi Szakir.
anula & polgara
ous
l
anda
sc
ROZDZIAA SZÓSTY
Rafi przez cały dzień odwiedzał farmy i prowadził negocjacje, toteż z
przyjemnością wrócił wieczorem do hotelu. Zdjął z głowy kufiję i rzucił
ją na łóżko. Rzadko nosił to nakrycie głowy, ale ludzie uważali, że skoro
jest szejkiem, to powinien wyglądać jak szejk, więc dla dobra sprawy
wkładał je przy różnych oficjalnych okazjach, choć lepiej się czuł w
wytartych dżinsach niż w stroju koronacyjnym.
Dzień był udany, interesy rozwijały się pomyślnie, przeszkadzało mu
tylko to, że zbyt często myślał o Genie. Wciąż zdumiewała go siła, na
jaką się zdobył wczoraj. Czuł, że drugi raz nie uda mu się dokonać takiej
sztuki.
Na szczęście nie ma takiej potrzeby, pomyślał.
Zadzwonił telefon. Rafi aż podskoczył w nadziei, że zaraz usłyszy
Genie. Wyjechał przed świtem bez pożegnania, ale zostawił jej na
poduszce numer telefonu do hotelu. Nie mógł się powstrzymać i
pocałował ją w policzek. Dobrze, że się nie obudziła, bo na pewno
znalazłby się w jej łóżku i musiałby odwołać podróż.
Podniósł słuchawkę.
- Halo?
- Trudno cię znalezć. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.