Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

98
R
L
T
wtedy o sobie.
 To ty decydujesz, co jest egoizmem, a co nie, bo tylko ty wiesz, czego
naprawdę pragniesz. Uporządkowane przewidywalne życie w Charleston nie
było twoim marzeniem i oznaczałoby zgodę na częściowe odrętwienie.
 Jego palce cały czas dotykały jej podbródka. Rozchyliła wargi.
Stłumił w sobie pożądanie.  Musisz być wierna sobie.
 Chcesz powiedzieć, że dbając o rodzinę, zdradziłam samą siebie? 
spytała po chwili.
 Wydaje mi się, że przez całe życie robiłaś to, czego oczekiwali inni.
Nie kierowałaś się swoimi pragnieniami.
 Ależ ja kocham rodzinę i swoją pracę  zaprotestowała.
 Nie twierdzę, że tak nie jest.  Przesunął palcem po jej policzku.
Zastanawiał się, czy Laurel zdaje sobie sprawę, że ta miłość stała się
jednocześnie pułapką, która wysysała z niej radość i chęć do życia.  Ale
pokazałaś też, że chcesz odciąć się od wyobrażeń innych o tym, jaka jest
Laurel Kincaid. Bo twoja wizja Laurel jest zupełnie inna. Twoja, a nie twojej
mamy, Eliego czy nawet moja.
Przełknęła z trudem ślinę.
 A ty, Rakin? Czy jesteś wierny swoim pragnieniom?
Te słowa dały mu wiele do myślenia.
Helikopter powoli zniżał się nad pustynią.
Złoty piasek unosił się na spotkanie. To, co z góry wyglądało jak jałowe
pustkowie, nabierało szczegółów. Przy głazach wyrastały pogięte
tamaryndowce, a nieco dalej stał kamienny mur.
 To twoje schronienie? Wgląda jak forteca  powiedziała Laurel do
mikrofonu wbudowanego w słuchawki chroniące ich przed hałasem silnika.
 Był tu kiedyś fort.
99
R
L
T
Helikopter przeleciał ponad murem otaczającym budynki i usiadł na
lądowisku. Po paru chwilach pilot otworzył drzwi i pomógł Laurel wysiąść.
Gdy znalazła się poza zasięgiem wolno obracającego się śmigła,
rozejrzała się z zainteresowaniem. Tuż obok domu  fortu, poprawiła się w
myślach  po skałach spływała woda, tworząc na dole sadzawki obrośnięte
bujną roślinnością.
 Wygląda jak oaza.
 Bo to jest oaza. Chodz.  Rakin wziął ją pod rękę.  W środku jest
chłodniej.
 A co tam jest?  Wskazała odległe zabudowania.
 To są stajnie.
 Stajnie?  Przechyliła głowę i spojrzała na niego rozradowana. 
Trzymasz tam konie?
 Tak, ale nie dużo. Królewska stadnina mieści się bliżej Rashad.
 Będziemy jezdzić konno?
Skinął głową.
 Nawet nie wiesz, jak dawno nie siedziałam na koniu!
 zawołała rozradowana.
 Jezdzisz konno?  spytał zaskoczony.
 Wszyscy Winthropowie jeżdżą konno. Pierwsze lekcje dostajemy w
wieku pięciu lat.
 Więc dlaczego przestałaś?
 Byłam za bardzo zajęta. Moi bracia nadal grają w polo, ale mama
uważała, że jej córki muszą grać w tenisa, chodzić na lekcje baletu i gry na
pianinie. A ja jako najstarsza miałam być dla sióstr przykładem. 
Uśmiechnęła się, ale Rakin zauważył, że ta wesołość jest wymuszona.  Poza
tym Winthropowie polują i łowią ryby, więc sam rozumiesz, że na jazdę
100
konną nie zostawało wiele czasu.
 Polujesz ze strzelbą?
 Nie chodzę na polowania, ale w strzelaniu do tarczy jestem naprawdę
niezła.
Co nie powinno go dziwić, a mimo to był zaskoczony. Laurel jest taka
kobieca i dobrze wychowana, toteż nie spodziewał się, że może lubić sport i
aktywność fizyczną. A potem przypomniał sobie, jaka była w łóżku. Bardziej
przypominała tygrysicę niż damę. Natychmiast poczuł podniecenie.
Opanował się z wysiłkiem.
 Wybierzemy się na przejażdżkę jutro.
 Nie mogę się doczekać!
 A teraz pokażę ci dom.
Przejażdżka przeszła jej najśmielsze oczekiwania. Wyjechali ze stajni
przed świtem, gdy było jeszcze chłodno. Tylko w ten sposób udało się
uniknąć morderczego południowego upału.
Siwa klacz czystej krwi arabskiej, którą dosiadała Laurel, miała bardzo
łagodny chód. Natomiast Rakin jechał na Pashy, dorodnym ogierze z
uniesionym ogonem i długą grzywą.
Przez jakiś czas posuwali się w milczeniu, wsłuchując się w stukot
końskich kopyt. Laurel odwróciła się w siodle, wdychając suche pustynne
powietrze. Na wschodzie pojawiły się pierwsze smugi świtu. Pustynia budziła
się do życia.
Po prawej stronie wyłonił się zarys skalnego wzniesienia.
 Co to jest?  zawołała Laurel z zachwytem, gdy pierwsze promienie
słońca oświetliły zbocze.
 Jabal Al Tair. Góra ptaków. Podjedziemy tak daleko, jak się da, i z
góry popatrzymy na wschód słońca.
101
R
L
T
Ruszyli stromą kamienną dróżką i po paru chwilach zatrzymali się na
niewielkiej przełęczy. Zsiedli z koni i prowadząc je na wodzy, zaczęli
wspinać się ścieżką pomiędzy urwiskami. Minęli szczelinę i znalezli się na
szerokiej skalnej platformie, niemal na krawędzi świata.
 Jak tu pięknie!
Złoty piasek pustyni ciągnął się aż po horyzont, jakby wybiegając
naprzeciw wschodzącemu słońcu.
 Dahab znaczy złoto. Teraz rozumiesz, dlaczego.
 Tak  szepnęła, nie chcąc psuć czaru chwili.
 Spójrz tam.  Rakin wyciągnął rękę, pokazując kołującego jastrzębia.
Nagle ptak spadł jak pocisk w dół.  Widziałaś ruch między kamieniami?
Upolował zająca.
Jastrząb wzbił się do góry, trzymając w szponach zdobycz. Stracili go z
oczu, gdy skierował się ku szczytom wznoszących się nad nimi skał.
Laurel wpatrywała się w dal.
 Na pierwszy rzut oka nie ma tu nic, ale pustynia tętni życiem. Widać
to dopiero w świetle dnia  spojrzała na niego tak, że zapragnął wziąć ją w
ramiona  gdy Apollo wyjeżdża ognistym rydwanem na spotkanie dnia.
 Pragnę cię  szepnął.  Chcę się z tobą kochać.
 Jak to?  Zaczerwieniła się.  Teraz? Tutaj?
 Tak.
 Ale przecież jest rano.  Wzdrygnęła się, słysząc własne słowa. Mówi
jak dziewica. A przecież oboje wiedzieli, że taka nie jest.
 Wstydzisz się kochać w dzień?  Musnął palcami jej policzek.  Po
tym, co przeżyliśmy w Las Vegas?
Kochać. Serce zabiło jej szybciej na dzwięk tego słowa. W ich
małżeństwie nie chodziło wcale o miłość, jednak Laurel coraz częściej
102
R
L
T
myślała o miłości. I o tym, że jeszcze jej nie zaznała.
Drgnęła, gdy położył jej dłonie na ramionach.
 Laurel...
Dziwny ton w jego głosie kazał jej podnieść wzrok. Poczuła, jak ogarnia
ją pożądanie. Była pewna, że Rakin zaraz ją pocałuje... i nie zrobiła nic, by go
powstrzymać. Pocałował ją głęboko i namiętnie, wręcz zaborczo. Przywarła
do niego, dając ujście tłumionej namiętności. W każdym razie miała nadzieję,
że to jest namiętność, a nie...
A może to potężne uczucie, któremu nie umiała się już oprzeć, to
miłość? Lęk przed odpowiedzią kazał jej zrobić krok w tył. Uwolniła się z
objęć Rakina.
 Na pewno nie chcesz się kochać w biały dzień? Czyste dzikie
pożądanie pociągało ją i przerażało jednocześnie.
 Tutaj każdy może nas zobaczyć  odparła niepewnie.
 W Las Vegas wszystko było pod osłoną nocy.
Rakin rozejrzał się.
 Tu nikogo nie ma. Kto miałby nas zobaczyć?
Oto jak wygląda jej żądza przygód i pragnienie wolności.
 Wiem, że to głupie, ale nie potrafię tego inaczej wyjaśnić.  Podeszła
do koni, przeklinając swoje zahamowania.
W jego oczach błysnęło rozbawienie.
 A więc nie jesteś aż taką buntowniczką.
Nie umiała podjąć rzuconej przez niego rękawicy.
 Po prostu nie jestem gotowa na taką przygodę.
103
R
L
T
ROZDZIAA DZIEWITY
Byli już niedaleko domu, gdy na spotkanie wybiegł im jakiś chłopiec.
Rakin zatrzymał konia tuż przy nim.
 Daj rękę!  powiedział, a gdy chłopiec spełnił jego polecenie, jednym
ruchem podniósł go i posadził przed sobą. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.