Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nim trzeba się najpierw uporać. Wystarczy uciąć łeb jadowitemu wężowi, a targane konwulsjami cielsko
gada przestaje być niebezpieczne. Gdy zabraknie przywódcy, Nellie i jej kompani przycichną na pewien
czas. W odpowiedniej chwili łatwo będzie się z nimi rozprawić.
Truscott postanowił, że osobiście rozwiąże problemy. Ostatnia próba usunięcia przeciwników
cudzymi rękami okazała się błędem. Tamci głupcy nie posłuchali jego wskazówek i proszę, jak to się
skończyło. Same kłopoty!
Przede wszystkim należało zbliżyć się do Margrave'a, ugłaskać go i uśpić jego czujność. Trudne
zadanie. Stary lis był ostrożny i przebiegły. Zamyślony Truscott godzinami wylegiwał się w łóżku. W
końcu znalazł odpowiedz. Z ponurym uśmiechem przypomniał sobie rzymską sentencję: divide et impera
- dziel i rządz. Znakomita sugestia! Postanowił od razu wprowadzić ją w życie. Odrzucił kołdrę i kazał
Nan przynieść ubranie.
Oczy miała czerwone, więc domyślił się, że znowu płakała. Poprzedniej nocy wykorzystał ją
brutalnie, ale nie zaznał rozkoszy. Nan leżała nieruchomo jak kłoda, zamiast radośnie spełniać wszelkie
jego zachcianki.
Miał powyżej uszu jej marudzenia, łez i ustawicznego wypytywania o braci. Trzeba się pozbyć tej
płaksy. Zdecydował, że upora się z tym pod koniec tygodnia, bo teraz miał ważniejsze sprawy na
głowie.
Narzucił płaszcz i włożył kapelusz z szerokim rondem, zasłaniającym twarz. Wybierał się do St
Giles.
Mieszkanie jego matki było puste, ale miał nadzieję, że znajdzie ją w okolicy. Zajrzał do
najbliższego szynku. Siedziała tam z kompanami. Jak słusznie przewidywał Truscott, był z nimi
Margrave.
- Miło cię widzieć, Charlie. Nie spodziewaliśmy się, że do nas dołączysz. - Margrave uśmiechnął
się kpiąco.
- Obiecałem, że przyjdę. Zapomniałeś? - Truscott sięgnął do kieszeni po skórzaną sakiewkę i
położył ją na stole. Nellie wyciągnęła rękę z pazurami podobnymi do szponów. Niespodziewanie
jęknęła z bólu, bo Margrave zdzielił ją laską po chudych palcach.
- Nie bądz zachłanna, Nellie. Chciwość to paskudna wada. Pieniądze zostają u mnie.
Przechowam je dla nas.
- W domu mam więcej. Starczy dla wszystkich - odparł niefrasobliwie Truscott.
- Przemyślałeś sprawę, co? - zakpił Margrave. - Bardzo mądrze. Nie jesteś głupcem. Zawsze tak
uważałem.
- Isłusznie! Nie tracę czasu na biadolenie, jeśli widzę, że jestem bezsilny. Trzeba brać życie takim,
jakie jest.
- Doskonale! Nellie, przyjmij moje gratulacje. Twój syn ma sporo zdrowego rozsądku. - Margrave
wysypał zawartość sakiewki na blat stołu. - Skromniutko. Za mało nam przyniosłeś. Z pewnością stać
cię na więcej.
- Tylko głupiec nosi przy sobie większe kwoty. Po resztę musisz pofatygować się do mnie.
Margrave roześmiał mu się w twarz.
- Do Seven Dials? Masz mnie za durnia? Prędzej zapukam do bram piekła, niż przyjdę do ciebie
sam jeden.
- Opacznie zrozumiałeś moje słowa. Nie trzymam tam pieniędzy. Najbezpieczniej jest w kościele.
Po nabożeństwie w skarbonkach zbierają się spore sumy. Wierni nie szczędzą ofiar.
Margrave rozparł się na krześle i zmierzył Truscotta badawczym spojrzeniem.
- Coś kręcisz, Charlie. Nie ufam ci. Stawałeś na głowie, żeby trzymać nas z daleka od swojego
rewiru. Zapowiedziałeś, że nie wolno nam chodzić do parafii. Dlaczego zmieniłeś zdanie?
- Nie mówię o was wszystkich, tylko o tobie - odrzekł zirytowany kaznodzieja. - Nie życzę sobie,
żeby Nellie tam przychodziła, ale ty możesz. Z takim wyglądem spokojnie zostaniesz uznany za
jednego z parafian.
- Dzięki! Pochlebia mi twoje uznanie, ale nie jestem przekonany. Byłoby najlepiej, gdybyś
codziennie przychodził z sakiewką. Przynoś, ile możesz.
- Wykluczone. Brak mi czasu na takie eskapady. W przyszłym tygodniu biorę ślub. Macocha
mojej narzeczonej jest oburzona, że tak rzadko ją odwiedzam. Chyba nie chcesz, żeby te panie zerwały
zaręczyny.
Margrave zrobił wielkie oczy, jakby ogarnął go strach.
- Uchowaj Boże! Twoja bogdanka jest dla nas gwarancją przyszłej zamożności, prawda?
- W takim razie zrób, jak mówiłem. Przyjdz do mnie. Przed ślubem już was nie odwiedzę.
Potem... zobaczymy. Sam nie wiem, kiedy wpadnę z kolejną ratą. Powiedziałeś, że niewiele dziś
przyniosłem. Masz rację. Na razie dysponuję tylko ofiarami parafian, które przechowuję w zakrystii.
Wystarczy na kilka tygodni. Po ślubie podpiszę dokumenty, które pozwolą mi dowolnie rozporządzać
pieniędzmi żony, ale nie wiem dokładnie, kiedy to nastąpi. Pewnie będę musiał trochę poczekać, nim
wreszcie dostanę swoją forsę. Juryści działają powoli. Im się nie spieszy.
- Mam rozumieć, że teraz oddajesz nam swoje oszczędności odłożone na czarną godzinę. Stary, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.