[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Mikołaja. Ale nie ze względu na prezent Luke'a dla mnie - chociaż to
mnie też przyprawia o wyrazne drżenie serca - ani na fakt, że spędzimy
ponad tydzień z daleka od siebie, w dwóch różnych częściach świata, ale
ze względu na to, co Jill powie na tę suknię. Bo - jak to zwykle bywa -
wreszcie kilka dni temu udało mi się ją poskładać w jakąś całość, a te-
190
raz... No cóż. Nawet madame Henri popatrzyła na nią, na mnie, a potem
powiedziała poważnym tonem:
- Bien. Tres bien.
Co w jej ustach jest prawdziwą pochwałą. Ale jeszcze bardziej zna�
cząca była opinią jej męża, na którą złożyło się pocieranie podbródka...
Długie chodzenie po pokoju... Dwa czy trzy podchwytliwe pytania na
temat kokard z tartanu... A wreszcie kiwnięcie głową oraz:
- Parfait.
Nie lody, tylko że idealnie".
No ale to nie są krytycy, których opinii najbardziej się obawiam.
Nadal trzeba, żeby suknia spodobała się Jill.
Pokazuje się wreszcie godzinę po zamknięciem zakładu - kiedy
wygoniliśmy już ostatnią klientkę, zaciągnęliśmy story i wyłączyli�
śmy światła w pomieszczeniu od frontu, żeby to wyglądało tak, jakby
wszyscy już poszli do domu. Co, oczywiście, miało zbić z tropu papa-
razzich.
A potem, kiedy zadzwonił dzwonek przy drzwiach, dokładnie o siód�
mej wieczorem, madame Henri poszła szybko otworzyć drzwi, nadal nie
zapalając żadnych świateł. Do środka weszły dwie ledwie widoczne po�
staci. Najpierw wydawało mi się, że Jill przyprowadziła narzeczonego.
Zirytowałam się, bo przecież wszyscy wiedzą, że to przynosi pecha, jeśli
pan młody będzie oglądał pannę młodą w sukni przed ślubem.
Ale potem przypominam sobie, że na każdą przymiarkę Jill przycho�
dziła sama, a była tak przybita, i to nie tylko dziennikarzami, ale i własną
towarzyską izolacją, bo jej cała rodzina mieszka daleko, a przyjaciółki
o sukniach ślubnych wiedzą mniej więcej tyle samo, co ona. I zaczy�
nam się cieszyć, że wzięła ze sobą Johna, bo naprawdę robił, co w je�
go mocy, żeby jej to wszystko ułatwić. Choćby to, że ostatnio interwe�
niował w czasie negocjacji przedślubnego kontraktu i zażądał, żeby Jill
została w nim potraktowana uczciwie, grożąc, że w przeciwnym razie
skreśli własnych rodziców z listy gości zaproszonych na ślub. Odważny
ruch, który idealnie poskutkował, a pana Pendergasta wprawił w taką ra�
dość, że zamówił dla wszystkich dodatkową kolejkę szampana w czasie
dorocznej firmowej kolacji gwiazdkowej w Montrachet (z której urwa�
łam się wcześniej, żeby wrócić do pracy nad suknią Jill, iw ten spo�
sób ominęła mnie główna atrakcja wieczoru: Roberta tak się upiła, że
przyłapali ją na całowaniu się z Darylem, operatorem sprzętu kopiująco-
-faksującego, w szatni. Niestety, przydybała ją Tiffany, która uwieczniła
191
zdarzenie na zdjęciach zrobionych komórką, a potem wszystkim nam je
porozsyłała mailami).
Więc kiedy madame Henri wreszcie uznaje, że można już bezpiecz�
nie włączyć światła, jestem zdumiona, że osobą, którą Jill ze sobą przy�
prowadziła, nie jest wcale lojalny, kochany John, ale starsza pani - nie�
mal dokładna, tylko starsza kopia Jill - którą Jill przedstawia nam jako
swoją mamę.
A po zdziwieniu czuję zaraz przypływ ulgi. Tak, Jill ma nareszcie
przy sobie jakiegoś sprzymierzeńca - to znaczy poza mną i swoim przy�
szłym mężem.
- Lizzie, witaj - mówi pani Higgins, ściskając moją dłoń równie
serdecznym i mocnym gestem, takim jak u jej córki, jakby nieświado�
ma własnej siły, która w przypadku Jill jest dość znacząca, biorąc pod
uwagę, że regularnie dzwiga w górę ważące po pięćdziesiąt kilogramów
foki. - Bardzo się cieszę, że mogę cię poznać, Jill mi wiele o tobie mó�
wiła. Twierdzi, że praktycznie uratowałaś jej życie... I że bardzo szczod�
rze podzieliłaś się z nią tymi... Co to było, kochanie, przypomnij mi?
Ciastka z lukrem?
- Rurki z kremem - mówi Jill zażenowana. - Przepraszam, musiałam
mamie opowiedzieć o tym naszym pierwszym spotkaniu, w łazience...
- Och, jasne. - Uśmiecham się. - Mamy ich trochę na zapleczu, je�
śli będziesz miała ochotę... - Przy tej całej upiornej pracy, jaką wyko�
nałam, dieta ubogowęglowodanowa kompletnie zeszła na boczny tor.
Nie mam pojęcia, ile ostatnio przybrałam na wadze, ale na pewno spo�
ro. A mimo to jestem tak podekscytowana suknią Jill, że trudno mi się
przejmować.
- Nie, nie trzeba. - Jill się śmieje. - Wszystko okay. A zatem, jesteś
gotowa?
- Czekam tylko na ciebie. Idziemy.
I zabieram ją na zaplecze, gdy tymczasem państwo Henri podsuwają
pani Higgins krzesło i proponują szampana.
Palce mi drżą, kiedy wkładam Jill przez głowę bogate fałdy w kolo�
rze kości słoniowej, ale próbuję pokryć zdenerwowanie, wyjaśniając:
- No dobrze, Jill, taki krój nazywamy empirowym ze względu na
podniesioną talię. To oznacza odcięcie sukni tuż pod biustem, gdzie
u ciebie wypada najwęższy fragment torsu. Pozwala to sukni swobodnie
opływać twoją sylwetkę prostymi fałdami, a dokładnie o taki efekt nam
chodzi u kogoś o twoim typie sylwetki. Takie suknie spopularyzowała
192
Józefina Bonaparte, żona Napoleona, a sama przejęła ten styl z rzym�
skich strojów uwiecznionych na antycznych dziełach sztuki. A teraz, jak
widzisz, suknia odsłania ramiona, bo ramiona masz takie ładne, że chce�
my je pokazać. A tu, w tym miejscu, to ten oryginalny tartan, który zwi�
sał u starej sukni, a my go wykorzystujemy jako szarfę zawiązywaną pod
biustem, widzisz? Podkreśla twoją podniesioną talię. No i wreszcie, ręka�
wiczki, myślałam o takich za łokieć, żeby niemal sięgały tych opadających
rękawków... Proszę. - Prowadzę ją w stronę dużego lustra. - Co o tym są�
dzisz? Myślę, że włosy powinnaś upiąć wysoko, może spuścić tylko parę
luznych loczków, żeby się utrzymać w tym stylu z greckiej urny...
Jill wpatruje się we własne odbicie. Trwa to jakąś minutę, zanim do
mnie dociera, że jej milczenie nie wynika z rozczarowania. Oczy ma tak
wielkie jak monety ćwierćdolarowe i tak samo błyszczące. Powstrzymuje
łzy.
- Och, Lizzie! - Nic więcej nie jest w stanie wykrztusić.
- Jesteś niezadowolona? - pytam nerwowo. - To przecież ta sama
suknia, ja tylko rozprułam parę szwów... No cóż, w zasadzie wszystkie.
To nie było łatwe, ale moim zdaniem w takim fasonie ci do twarzy. Masz
takie klasyczne proporcje, a nie ma nic bardziej klasycznego niż taka
grecka tunika...
- Chcę to pokazać mamie - mówi Jill zduszonym głosem.
- Dobrze - zgadzam się, pośpiesznie stając za nią, żeby unieść długi
na półtora metra tren, który dopięłam z tyłu sukni. - Wiesz to się podpi�
na w rodzaj takiego węzła tu, z tyłu, kiedy będziesz tańczyć. Ale chcia�
łam, żebyś w kościele miała odpowiednią prezencję. No wiesz, katedra
Zwiętego Patryka jest tak olbrzymia...
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Harry Harrison Stalowy szczur 02 Stalowy Szczur
- Beaton M.C. Agatha Raisin 02 Agatha Raisin i wredny weterynarz
- Brian Daley Coramonde 02 The Starfollowers of Coramonde v4.1 (htm)
- Dell Ethel Mary Molly 02 Odzyskane szczÄĹcie Molly
- Smith Ready Jeri [Aspect of Crow 02] Voice of Crow
- GR888. Child Maureen Królowie Kaliforni 02 Niepokorna żona (Harlequin Goršcy Romans (tom 888)
- Ann Somerville [A Fluffy Tale 02] Warm and Fuzzy [MM] (pdf)
- 02 WzgĂłrze speĹnionych nadziei Howard Linda MacKenzie Misja
- 0822. Rose Emilie Lato w Monaco 02 Przystojny przewodnik
- Cast Kristin Cykl Dom Nocy 02 Zdradzona
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ministranci-w.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.