[ Pobierz całość w formacie PDF ]
sobie, że zdaję sobie sprawę z konsekwencji, jakie ewentualnie
mogą z tego wyniknąć i, co więcej, zamierzam w razie czego je
ponieść. Tego właśnie chciałam, a więc biorę na siebie całą
odpowiedzialność. Zresztą, to jest tylko takie zwykle gdybanie
- rzuciła w końcu rozzłoszczona. - Znam swój organizm i nie
sądzę, aby to, o czym tu mówimy, miało w ogóle jakieś realne
podstawy. Zapewniam cię, że ryzyko jest na tyle niewielkie, że
nie spędzę kolejnych dni i nocy, wpatrując się nerwowo w
kalendarz.
- Ale dobrze wiesz, że pewności mieć nie można - drążył
dalej Joe. - Z wami, kobietami, nigdy nic nie wiadomo,
82
jesteście nieprzewidywalne, zawsze może się wam coś
poplątać, a ja przyznam, że nie mam natury hazardzisty.
- Czyżbyś mi chciał zasugerować, że robię to specjalnie? A
poza tym, czy rzeczywiście aż tak bardzo zakłóciłoby ci to twój
porządek rzeczy?
Ale co?
- Co? No, wiesz co... a zresztą już nic, nie ma o czym gadać.
Joe posłał jej lodowate spojrzenie, aż przeszły ją ciarki.
Poczuła się mocno nieswojo. Miała nadzieję, że zapyta ją
jeszcze raz, że będzie nalegał na dalszą rozmowę, że powie, jak
bardzo mu zależy na niej. Ale zamiast tego padło tylko jedno
krótkie zdanie, które zabrzmiało jak rozkaz:
- Chcę, żebyś mnie powiadomiła, jeśli spózni ci się okres
choćby o jeden dzień.
Poderwała się na równe nogi. Wkurzył ją tym. Co on sobie
właściwie wyobraża, rozezliła się w duchu. Na głos jednak
powiedziała tylko:
- Tak jest! Rozkaz, to rozkaz!
Joe roześmiał się w końcu i klepnął ją lekko po pośladku.
Caroline poczuła się jakoś głupio, siedząc tak przed nim
nago, narzuciła więc na siebie szlafrok i przewiązała go
paskiem.
- O której musimy zwolnić pokój? - zapytała rzeczowo.
- Około szóstej, już wszystko załatwiłem - odparł spokojnie.
Zostało im zatem zaledwie kilka godzin, a jutro wszystko
powróci do normy, znowu będą kolegami z pracy. Ona na
ziemi, a on w powietrzu. I znowu dopadnie ją śmiertelny
strach, że przytrafi mu się coś okropnego i już nigdy nie
powróci ze swojej kolejnej misji. I znowu będzie czuła się
kompletnie bezradna. Zresztą, cóż ona mogłaby zrobić w
chwili zagrożenia? Sama ta myśl wydała jej się naiwna. Jeśli
on - orzeł nad orłami - nie sprostałby jakiejś sytuacji, to z
pewnością i ona nie byłaby w stanie niczego zmienić.
Wiedziała, że tylko śmierć albo ciężka choroba byłaby w stanie
83
przykuć go do ziemi. A przecież tego nie chciała mu życzyć.
Nie było więc sensu o tym myśleć i roztrząsać ponurych wizji
jakiejś katastrofy. Teraz byli razem i tylko to się liczyło. Nie
chciała stracić ani jednej sekundy więcej na snucie smętnych
rozmyślań. Nie wiedziała do końca, co znaczy ten weekend dla
niego, ale doskonale wiedziała, czym jest dla niej. Krok po
kroku poznawała samą siebie, swój organizm i swą naturę, i to
było dla niej wiele warte. Czuła, że te dni spędzone z Joem
zmieniły ją, że nie jest już tą samą Caroline, co przedtem.
Czuła się wyzwolona, dojrzalsza i szczęśliwa. Miała wrażenie,
że do tej pory przyglądała się życiu przez grubą
nieprzepuszczalną szybę. Teraz zaś znalazła się w samym jego
jądrze, w wirze wydarzeń, które przybliżyły ją do
rzeczywistości. Po raz pierwszy dostrzegła jej prawdziwy,
urzekający smak, zauważyła jej barwy i odcienie i już nie miała
wrażenia, że stoi na uboczu, na skraju wszelkich wydarzeń, i że
jest samotna. Czuła się autentyczną częścią tego świata, nawet
gdyby z ich związku nic nie wyszło i nie miałoby być na
zawsze u jej boku Joego, i tak będzie dla niej kimś bardzo
ważnym i do końca %7łycia pozostaną jej piękne wspomnienia.
W tym momencie zdała sobie sprawę, że jednak w skrytości
ucha liczyła na to, iż pomyliła się co do swego cyklu okaże się,
że nie były to bezpieczne dni. A wtedy nosiłaby w sobie jego
dziecko, rozmarzyła się na dobre. W chwili obecnej wydało jej
się to być najwyższym szczęściem.
- O co chodzi? - zapytał Joe, widząc dziwny wyraz jej
twarzy. Jedna z jego czarnych jak noc brwi uniosła się przy
tym do góry.
Zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, od dłuższego już
czasu stała przed nim i wpatrywała się w jego skupioną twarz.
Na jej ustach pojawił się marzycielski uśmiech.
- Nic takiego, po prostu nad czymś się zastanawiałam -
wyjaśniła enigmatycznie. Ale cała była jakaś dziwnie
rozpromieniona. - Wiesz, tak sobie myślę - dodała z
84
szelmowskim uśmieszkiem - że gdyby do kampanii
rekrutacyjnej użyto plakatów z twoim zdjęciem bez ubrania, to
mnóstwo kobiet bez wahania zaciągnęłoby się do wojska.
Joe popatrzył zaskoczony na Caroline, a potem wybuchnął na
całe gardło śmiechem. Chwycił ją za pasek szlafroka i
przyciągnął do siebie.
- Mam rozumieć, że zgodziłabyś się dzielić mnie z innymi
kobietami?- spytał, patrząc jej prosto w oczy.
- W życiu! Chyba żartujesz? - zganiła go wzrokiem.
- Nawet dla dobra kraju nie? - nie dawał za wygraną.
- Nie - oznajmiła zdecydowanym tonem, nie znoszącym
sprzeciwu.
- A gdzie twój patriotyzm?
W odpowiedzi przylgnęła do niego całym ciałem i delikatnie
wsunęła nogę pomiędzy jego uda. Zamruczał jak kocur i
pocałował ją w szyję.
- W tym wypadku mamy do czynienia wyłącznie z
patriotyzmem lokalnym - odpowiedziała słodziutko.
Z satysfakcją poczuła, jak jego ciało reaguje na jej i dotyk.
- Daję ci maksymalnie dwa dni, a potem dzwonię na policję -
powiedział, udając wzburzenie.
- Dwa dni? Nie mamy dwóch dni - wyjaśniła spokojnie i
spojrzała na zegar. - Mamy zaledwie kilka godzin - szepnęła.
- Zatem nie traćmy ani chwili - wyszeptał i uniósł ją do góry,
a potem nie zastanawiając się długo, ruszył w stronę sypialni.
Zaklinała los, by czas stanął w miejscu, by ten dzień i słodkie
chwile spędzone z Joem nigdy nie miały końca.
Gdy opuszczali hotel, towarzyszyło jej dziwne przeczucie
jakby wydostawali się z kokonu, którym zdołali się otoczyć
przez te ostatnie dwa dni. Dopadł ją jakiś dziwny nastrój,
podczas jazdy Siedziała głęboko zamyślona i już teraz boleśnie
dokuczała jej samotność. Jak miała znieść te wszystkie kolejne
samotne noce, aż do następnego weekendu? .może i to nie, nie
miała przecież żadnej pewności, że zechce powtórzyć jeszcze
85
to szaleństwo. Nie wspominał przecież ani słowem o tym, co
będzie z nimi dalej. Zauważyła pewną prawidłowość: Joe
bardzo zmieniał się w zależności od tego, gdzie się znajdowali.
Im byli bliżej bazy, tym bardziej stawał się pułkownikiem
Mackenziem, a mniej jej mężczyzną i kochankiem. Czuła
wyraznie, jak jego myśli oddalają się od niej i koncentrują
wokół Nocnego Jastrzębia. Z tego prosty wniosek, pomyślała,
spoglądając na niego z niejakim rozgoryczeniem, samoloty
były mu bliższe niż ona. To jasne, dostarczały mu emocji i
skoku adrenaliny, których ona nigdy nie będzie w stanie mu
dać. Nie miała prawa być zazdrosna o samoloty. Mogła tylko
liczyć na to, że będą go chronić swoją mocną konstrukcją i za
każdym razem zwrócą go jej zdrowego i całego.
Stali teraz pod drzwiami jej apartamentu i patrzyli na siebie
jak nastolatki, zafascynowani sobą nawzajem i nie wiedzący,
co mają z tym fantem począć. On wpatrywał się w każdy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Harry Harrison Stalowy szczur 02 Stalowy Szczur
- Beaton M.C. Agatha Raisin 02 Agatha Raisin i wredny weterynarz
- Cabot Meg Papla 02 Papla w wielkim mieĹcie
- Brian Daley Coramonde 02 The Starfollowers of Coramonde v4.1 (htm)
- Dell Ethel Mary Molly 02 Odzyskane szczÄĹcie Molly
- Smith Ready Jeri [Aspect of Crow 02] Voice of Crow
- GR888. Child Maureen Królowie Kaliforni 02 Niepokorna żona (Harlequin Goršcy Romans (tom 888)
- Ann Somerville [A Fluffy Tale 02] Warm and Fuzzy [MM] (pdf)
- 0822. Rose Emilie Lato w Monaco 02 Przystojny przewodnik
- Cast Kristin Cykl Dom Nocy 02 Zdradzona
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- binti.htw.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.