[ Pobierz całość w formacie PDF ]
nagle. Kobieta w Green Man była Japonką. Ta, o której opowiadał jej taksówkarz, też. Chyba,
że był to zbieg okoliczności. To, przez co dzisiaj przeszła, nosiło ślady podobieństwa do
zadań stawianych w ich testach. Służyło to wyeliminowaniu ludzi, którzy mieli nadzieję, że
będą mogli sobie pobłażać i będą rozpieszczani.
W przypływie paniki zdała sobie sprawę, że nic nie wie. To był najdziwniejszy i najbardziej
przerażający dzień w jej życiu, a ona nie potrafiła nawet określić jego znaczenia. Czy
wygrała? Czy przegrała? Co jej tak naprawdę uczynili?
Stała ze spuszczoną głową, opierając się o drzwi pokoju. "Trzymaj się" powiedziała do siebie
ciężko oddychając. "Panikujesz, bo użyli w stosunku do ciebie siły. Nic nie osiągniesz, gdy
teraz się załamiesz. Nie daj im możliwości zobaczenia, że opuszczają cię siły."
Klucz w zamku obrócił się gładko i cicho. Josephine otworzyła drzwi i weszła.
"Annabella miała rację" - pomyślała. Pokój był bardzo ładny. Sufit niski, poprzecinany
mocnymi, czarnymi belkami. Podłoga wyjątkowo oryginalna, wzór przypominał falującą
wodę. Znajdowało się tu olbrzymie, podwójne łoże, obok niego stoliczek, szafa w kącie
pokoju i fotel pod oknem, który aż kusił wygodą. Ponadto prosty kominek z olbrzymim
szarobiałym dzbanem stojącym w miejscu paleniska. Na kominku ustawiono świece, a w
pobliżu zwisał sznur dzwonka.
Wyjęła klucz z zamka i zamknęła drzwi. Podeszła do okna, aby wyjrzeć na zewnątrz,
położyła klucz na parapecie, żeby go nie zgubić. Zawsze niepokoiła się, że może zgubić klucz
od hotelowego pokoju. Wówczas w oko wpadł jej wzór wygrawerowany na etykiecie.
Podniosła klucz i obejrzała go dokładnie. Wzór przedstawiał małą maskę, ten rodzaj, który
nosił nazwę domina. Gdzie to widziała już dzisiaj?
Z okna roztaczał się piękny widok. Na lewo wielkie, zielone drzewo wyrastające spośród
gęstych, zwartych krzaków. Dąb? Jesion? Nie wiedziała. W każdym razie było piękne. Za
nim miękka, zielona łąką pokrywała łagodnie stok wzgórza do drewnianego ogrodzenia i
dalej, do następnej linii drzew. Na łące rosły kwiaty. Josephine mogła je dostrzec: małe, złote
punkty błyszczące na tle wydłużających się cieni. Jaskry, czy tak? I inne, jeszcze bardziej
złote, były też purpurowe i niebieskie. Trawa na wzgórzu rosła wysoka i splątana z
kolczastymi, ciernistymi krzewami. Dalej pola i drzewa ciągnęły się w mglistą, niebieską dal.
W zasięgu wzroku nie stał żaden budynek. Dr Hazel znalazł piękne miejsce na swoją klinikę.
W pokoju znajdowały się drugie drzwi, w tej samej ścianie, co szafa. Zanim Josephine
otworzyła je, rozległo się pukanie.
- Proszę wejść - zawołała.
To była pokojówka z herbatą dla niej.
- Och, tak szybko! - zdziwiła się Josephine. Rozejrzała się wokół. - Proszę postawić na stole.
Dziewczyna postawiła tacę.
- Czy jest pani zadowolona z pokoju, madame? - spytała.
- Ledwie rozejrzałam się wokół - odparła Josephine trzymając dłoń na klamce drugich drzwi -
ale myślę, że jest piękny. Czy tu jest łazienka?
- Tak, madame.
- Ach, to świetnie - powiedziała Josephine otwierając drzwi. - Umieram z chęci wskoczenia
pod prysznic.
Aazienka była na tyle nowoczesna i wygodna, na ile sypialnia oryginalna i staromodna.
Grube, białe ręczniki leżały ułożone w stos na podgrzewaczu. Pośrodku znajdował się
53
prysznic z otaczającymi go zasłonkami. Josephine stała przez chwilę w milczeniu, obmacując
tyłek, zginając kolana i życząc sobie, żeby ból ustał. Po chwili odkręciła prysznic a gorąca
woda trysnęła natychmiast silnym strumieniem.
- Jeśli poda mi pani swoje ubranie, to wezmę je do prania, madame - usłyszała słowa
pokojówki.
- Och, dziękuję - powiedziała - dziękuję bardzo.
Z ulgą, że może uwolnić się od tego okropnego stroju, ściągnęła od razu szorty i koszulkę,
wyskoczyła z tenisówek i skarpetek, które były wilgotne i wstrętne. Zawinęła się w ręcznik,
ubrania zwinęła w kłębek i weszła do pokoju, aby podać je służącej.
- To nie są moje ubrania - powiedziała - ktoś mi je dał. Taki
rodzaj żartu.
Pokojówka wzięła je bez jakiegokolwiek wyrazu na twarzy.
- Tak, madame - powiedziała automatycznie.
- O, spójrz - powiedziała Josephine, gdyż coś przyszło jej do głowy - podkoszulek. Naprawdę
nie sądzę, żeby warto było się trudzić z jego praniem. Jest już do niczego. Podarty.
- Tak, madame - powtórzyła pokojówka.
- Równie dobrze można to wyrzucić - dodała Josephine.
- Tak, madame - przytaknęła pokojówka.
W łazience prysznic syczał zapraszająco. Josephine zrobiła krok w tym kierunku.
- Och, przepraszam - powiedziała, nagle przypominając sobie. - Nie mam ze sobą niczego
innego. Ja... hm, wyjeżdżałam w takim pośpiechu, że nie zdążyłam się spakować.
Pokojówka, tak samo jak Annabella, była zbyt dobrze wyszkolona, by okazać jakiekolwiek
zaskoczenie lub też po prostu myślała, że jest to całkowicie normalne. Może było to zupełnie
normalne, jeśli chodzi o pacjentów dr Hazla.
- Pani ubrania są w szafie, madame - powiedziała.
- Moje ubrania? Jesteś pewna?
- Tak, madame - potwierdziła pokojówka i oczywiście to również było całkiem normalne.
Gdzież indziej mogły się znajdować ubrania przebywających tu osób?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- McNish_Cliff_ _Tajemnica_zaklÄcia_01_ _Tajemnica_zaklÄcia
- Miller Henry Zwrotnik Raka 01 Zwrotnik Raka
- Graham Heather Za wszelkÄ cenÄ 01 Za wszelkÄ cenÄ
- Becky Wilde [Eagle River 01] Eagle River Alpha (pdf)
- Diana Palmer Magnolia 01 Magnolia
- Malley Gemma Deklaracja 01 Deklaracja
- Duncan, Dave Das Siebente Schwert 01 Der ZÜgernde Schwertkämpfer
- Donita K Paul [DragonKeeper Chronicles 01] DragonSpell (pdf)
- Arthur C Clarke & Stephen Baxter [Time Odyssey 01] Time's Eye (v4.0) (pdf)
- 398. Gerard Cindy Dzikie serca 01 Ni srebro ni zĹoto
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- papierniczy.opx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.