Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wpadł nawet Morpeth. Stworzyła drugą Rachel i umieściła ją za jego plecami. Dziewczynka stała
w miejscu, sztywna jak plastikowa lalka. Rachel kazała jej zrobić krok naprzód. Poruszała się
sztywno jak robot. Rachel skupiła się i dała jej kości, mięśnie i ścięgna, jak u prawdziwego
człowieka. Kazała drugiej Rachel wyciągnąć ręce i połaskotać Morpetha za uszami.
Krzyknął i podskoczył ze strachu.
 Gdzie jestem?  spytały obie dziewczynki jednocześnie.
Rachel uśmiechnęła się, a jednocześnie uśmiechnęła się też nieprawdziwa dziewczynka.
Morpeth przyjrzał się im obu. Z początku wydawały się identyczne. Pózniej odkrył, że jedna
z nich ma martwe puste spojrzenie. Uśmiechnął się do prawdziwej Rachel.
 Ty jesteś Rachel.
Ona także dostrzegła swój błąd. Sprawiła, że spojrzenie drugiej dziewczynki nabrało wyrazu.
 Która z nas jest Rachel?  spytały obie.
Morpeth przyjrzał się im z bliska. Dotknął ich policzków i włosów. Podniósł je do góry.
Miały tę samą wagę  Rachel nie zapomniała nawet o tym. W końcu wzruszył ramionami.
 Nie wiem  przyznał.  Nie potrafię was rozróżnić. Obie wyglądacie jak prawdziwe.
Rachel zachichotała i kazała drugiej Rachel zniknąć. Kopia usłuchała w mgnieniu oka.
Rachel usiadła na krześle, bardzo zmęczona, i oboje spojrzeli na siebie w milczeniu.
 Nie wiem... nie wiem, co powiedzieć  odezwał się Morpeth.  To, co zrobiłaś, to...
nieprawdopodobne. Nie mam pojęcia, jak ci się udało.
 Mogę cię nauczyć  odparła.  To nie takie trudne.
Morpeth potarł swój nowy kształtny podbródek.
 To ja miałem uczyć ciebie. A tymczasem widzę, że sam muszę nadrobić braki. Chyba...
Przerwał i nastawił ucha, słysząc nowy dzwięk. To Eryk mówił przez sen.
 Pewnie coś mu się śni  powiedziała Rachel.
 Cśśś! Posłuchaj, co mówi!
Chłopiec rzucał się na posłaniu.
 Piętnaście  wymamrotał.  W lewo. Osiem. W prawo. Cztery. W lewo. Sześć. W lewo.
Dwa.
 O co mu chodzi? Co to za sen?  zdziwiła się Rachel.
 To nie sen!  Morpeth zerwał się z krzesła.  To droga do tego pokoju. Dragwena
nadchodzi!
 Jak to?  krzyknęła Rachel.  Powiedziałeś, że nas nie znajdzie!
 Nie rozumiesz? Wiedzma wywiodła nas w pole. Przez parę godzin była sam na sam
z twoim bratem. Na pewno wszczepiła mu zaklęcie odnajdywania!
Rachel zasłoniła bratu usta. Chwycił jej dłoń, nadal uśpiony, i odsunął ją z niezwykłą siłą.
 W prawo. Cztery. W lewo. Sześć. W prawo. Dwa.
Z oczu Rachel popłynęły łzy.
 Nie możemy go powstrzymać?
 Nie ma czasu!
Morpeth przycisnął podłogę w rogu pokoju i na ścianie pojawił się mały otwór.
 Szybko  rzucił.  Musimy natychmiast uciekać!
 Nie zostawimy tu Eryka  oznajmiła Rachel.  Musimy go ze sobą zabrać.
 Nie!  Morpeth skoczył do wyjścia.  Jest całkowicie pod kontrolą Dragweny. Teraz nie
możemy mu pomóc. Chodz za mną!
Zniknął w ścianie i wyciągnął rękę.
 Bez Eryka się nie ruszę!  krzyknęła Rachel.  Nie zostawię go!
Chciała podnieść brata, który zaczął dziko wierzgać nogami.
 No, chodz  warknęła.  Zabiorę cię, czy chcesz, czy nie. Zawlokła Eryka do tajnego
wejścia, prosto w objęcia niezadowolonego Morpetha.
 Nie możemy go ze sobą zabrać  powiedział Morpeth.  Zrozum to, Eryk jest już
niewolnikiem Dragweny! Uciekajmy, zanim będzie za pózno!
 Tylko razem z Erykiem!
Morpeth zrozumiał, że nie ma czasu na dalsze dyskusje. Wziął chłopca pod pachę, drugą rękę
wyciągnął do Rachel.
 Mam go! Teraz ty! Szybko!
Rachel zrobiła krok naprzód, ale w tej samej chwili uderzył w nią poryw wichru. Drzwi do
pokoju otworzyły się z hukiem.
Na progu stanęła Dragwena.
Wiedzma spojrzała na tajne wyjście i zatrzasnęła je. Rachel usłyszała oddalający się tupot
stóp Morpetha i wołanie:
 Do zobaczenia na Piku! Na Piku!
I po chwili tupot ucichł.
W ślad za wiedzmą do gabinetu wpadło dwóch strażników.
 Otwórz drzwi!  poprosił jeden.  Pozwól nam zabić Morpetha.
 Nie  warknęła.  I tak nie ucieknie. Rozprawimy się z nim pózniej.
Rachel nie marnowała czasu. Zmieniła się w miecz i poszybowała ku głowie wiedzmy, ale
zanim zdołała dokończyć myśl, Dragwena strąciła ją na ziemię.
 No, no  powiedziała kpiąco  to takich bzdur nauczył cię Morpeth? Moja moc jest
silniejsza od wszystkiego, co widział. Myślisz, że możesz mi rzucić wyzwanie? Dziecko, czyżbyś
naprawdę uwierzyła, że pozwolę ci uciec?
 Nie posłużysz się mną!  krzyknęła Rachel.  Najpierw będziesz mnie musiała zabić.
 Moja moc rośnie. Mogę to już zrobić.
Dragwena podniosła ją z podłogi dwoma palcami, jakby Rachel ważyła tyle co piórko.
 Wkrótce będziesz pragnęła być ze mną na wieki  zapewniła ją.  Nie będziesz chciała
walczyć. Zapomnisz o wszystkich. Wymażę ich z twojej pamięci.
 Nienawidzę cię!  Rachel szarpnęła się gwałtownie.  To ty nas tu ściągnęłaś, może nie?
Te czarne łapy w piwnicy to ty!
Wiedzma uśmiechnęła się z aprobatą.
 Rzeczywiście, byłam tymi łapami, a także wieloma innymi rzeczami, o których w tym
świecie się nie wspomina. Teraz to już nieważne. Będziesz moja. Zabijesz wiele dzieci i 
obiecuję  sprawi ci to radość!
Wzięła ją pod pachę i wyfrunęła z pokoju. Wszystkie drzwi otwierały się przed nią
posłusznie. Rachel usiłowała wyobrazić sobie, że jest nad jeziorem Ker, ale za każdym razem jej
mózg przeszywał spazm bólu, który rozpraszał myśli. Wiedzma nie pozwalała jej skoncentrować
się ani na sekundę.
(W parę chwil znalazły się w Worrafcie, opuściły grotę i pofrunęły w górę. W twarz Rachel
uderzył zimny wiatr; zdała sobie sprawę, że znalazły się na dworze. Nad jej głową przesuwały się
gwiazdy. Wygięła się w łuk i spojrzała w górę. Lśniące zielenią okno wieży-oka było coraz
bliżej.
12
Pocałunek
Morpeth biegł wąskim tunelem co sił w nogach, niosąc nieprzytomnego Eryka. Po pewnym
czasie zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać z zapartym tchem. Spodziewał się, że Dragwena
i Neutrani już ich ścigają. Nie usłyszał jednak ich kroków. Osunął się na ziemię. Przynajmniej
przez chwilę jest bezpieczny.
Ty głupcze, pomyślał i uderzył pięścią w ścianę. Miałeś jej bronić! Teraz Dragwena ma
Rachel, a ty nigdy jej nie odnajdziesz.
Eryk obudził się i spojrzał na niego ze łzami w oczach.
 Co się stało? Gdzie jest Rachel?
Morpeth przycisnął kciuk do jego skroni, ale nie wyczuł ani śladu mocy Dragweny. Zaklęcie,
która wszczepiła chłopcu wiedzma, musiało leżeć płytko i prysnęło w chwili, gdy się przebudził.
Dlaczego nie przyszło mu do głowy, żeby sprawdzić go wcześniej? Eryk był doskonałym [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.