[ Pobierz całość w formacie PDF ]
błaganie.
- Naprawdę - przytaknęła. - Ważniejsze niż możesz
przypuszczać.
- Wiem, że nie będzie nam łatwo, Mariso. Musimy
dopiero zacząć się poznawać, uczyć się siebie nawzajem.
Myślisz, że będziesz potrafiła mi ufać?
Gdyby teraz odważyła się powiedzieć słowo,
rozszlochałaby się. Odpowiedziała mu bez słów. Zrzuciła
jeden pantofel, potem drugi i stanęła mu na stopach.
Joseph objął ją i zaczęli tańczyć.
ROZDZIAA PITNASTY
Kiedy wrócili z wesela, Marisa szybko przebrała się w
piżamę, zwinęła na łóżku i patrzyła, jak Jake się pakuje.
Jeszcze nie wyjechał, a ona już czuła się samotna, opuszczona.
Właściwie opuścił ją już kilka tygodni wcześniej.
Dlaczego się od niej odsunął? Czego się bał?
- Chciałam cię o coś zapytać.
- O co?
- Dlaczego powiedziałeś sobie, że nigdy się nie ożenisz?
Dlaczego nie chcesz mieć dzieci?
- Czemu pytasz? Uniosła się na łokciu.
- Chcę wiedzieć. Ciągle powtarzasz, że nie chcesz mieć
żony, dzieci, ale nigdy nie powiedziałeś dlaczego.
- Nie to, że nie chcę. Nie mogę. To chyba oczywiste.
- Widać nie, skoro nie mam pojęcia, o czym mówisz.
- Chodzi o moją rodzinę. - Jake wrzucił do torby ostatnią
parę skarpetek i ruszył do łazienki. Marisa za nim.
- Co jest nie tak z twoją rodziną?
- Co jest nie tak? Jeszcze pytasz? Ojciec był alkoholikiem
i terroryzował nas wszystkich, a braciszek kryminalistą. -
Wyjął szampon, maszynkę do golenia i zatrzasnął drzwi
szafki. - Jeszcze nie rozumiesz?
- Obawiam się, że nie. Nie wiem, co to ma wspólnego z
decyzją o małżeństwie. Boisz się, że żadna nie będzie cię
chciała?
Jake westchnął ciężko.
- Matka ciągle mi powtarzała, że na naszej rodzinie ciąży
klątwa. Ojciec rządził pięścią, podobnie obaj dziadkowie.
Mamy to we krwi. Mam unieszczęśliwić żonę? Być takim
samym ojcem jak mój ojciec i moi dziadkowie?
Marisa oniemiała. Przez chwilę nie była w stanie
wypowiedzieć słowa.
- Chcesz powiedzieć... - wykrztusiła wreszcie - że nie
ożenisz się, bo ciąży na tobie klątwa? A jak byś się, nie daj
Boże, ożenił, to z dnia na dzień zamienisz się w katującego
rodzinę alkoholika?
Jake zasunął zamek przy torbie.
- Mniej więcej.
Mów coś, myślała Marisa. Oto masz jego powód", żeby
nie zakładać rodziny. Sama nie była lepsza. Ponieważ była
zewnętrznie podobna do matki, przez całe lata trwała w
przekonaniu, że odziedziczyła po mamusi charakter. Dopiero
cierpliwość Jake'a, jego wiara w nią wreszcie pozwoliły jej
uwolnić się od lęku. Teraz miała okazję uczynić to samo dla
niego. Jeżeli Jake zechce słuchać.
- Przyszło ci do głowy, że możesz przekazać tę swoją
klątwę" naszemu dziecku?
- Owszem, przyszło, ale mam nadzieję, że odziedziczy
więcej cech po tobie niż po mnie.
- Co jest gorsze: alkoholizm i stosowanie przemocy w
domu czy zaburzenia seksualne?
- Mariso, nie rób z siebie dewiantki seksualnej.
- Moja matka była mocno zaburzona, jeśli chodzi o tę
sferę życia. Ja nie robię z siebie dewiantki. Nie twierdzę, że
odziedziczyłam jej odchyły. To absurd. Taki sam jak twoje
przekonanie, że wdałeś się w tatusia i dziadków. Powiedz mi,
kiedy ostatnio upiłeś się tak, że urwał ci się film?
Jake wzruszył ramionami.
- Nie pamiętam dokładnie.
- Nie żądam daty dziennej. Mniej więcej. Wczoraj?
Tydzień temu? Miesiąc temu?
- Po pogrzebie mojej matki.
- Po pogrzebie twojej matki, tak? Trzynaście lat temu?
- I co?
I co? To wszystko co miał do powiedzenia?
- Pamiętam, jaki byłeś załamany i wściekły. Gdyby matka
wcześniej poszła do lekarza, gdyby wcześniej wykryto, że ma
raka, mogli ją uratować, ale ojciec nie pozwalał jej na wizyty
u lekarzy, bo wiecznie była posiniaczona. Pośrednio był
odpowiedzialny za jej śmierć. Byłeś zrozpaczony, wściekły.
Kogo wtedy pobiłeś?
Jake poderwał głowę.
- Co?
- Byłeś pijany, byłeś wściekły. Pytam, kogo wtedy
pobiłeś. Ile osób stłukłeś? Tak przecież robią wszyscy faceci
w twojej rodzinie, prawda? No więc ile osób?
- To jakiś idiotyzm.
- Może, ale odpowiedz: ile?
- Nikogo. - Jake podniósł ręce do góry. - Nigdy nikogo
nie pobiłem, w porządku? Kiedy masz taką rodzinę jak ja,
ludzie z tobą nie zadzierają, co nie znaczy, że nie może mi
odbić. Przypomnij sobie tego faceta w barze, który się do
ciebie przystawiał.
Prychnęła.
- Zabiłeś go? Zrobiłabym mu większą krzywdę niż ty,
gdybym kopnęła go w krocze, jak zamierzałam.
- Muszę skończyć się pakować - burknął, ale Marisa stała
w drzwiach łazienki i nie zamierzała go przepuścić.
Spróbowała inaczej do niego przemówić.
- Tamtego wieczoru, po pogrzebie twojej matki, zabrałam
cię do siebie...
- Pamiętam, że rano obudziłem się koło ciebie, w twoim
łóżku.
- Prawie cię niosłam do domu, co nie było łatwe, bo byłeś
znacznie ode mnie wyższy i cięższy. Kiedy wreszcie cię
dotargałam na miejsce, długo siedziałeś jak głaz, a potem
położyłeś głowę na moich kolanach i płakałeś, płakałeś,
dopóki nie usnąłeś zupełnie wyczerpany. Wtedy cię
pocałowałam. Odważyłam się, bo byłeś nieprzytomny. Inaczej
nigdy bym się na to nie zdobyła. Bałam się odrzucenia. Całe
życie bałam się odrzucenia. Mam tego dość, Jake. Nie chcę się
już bać. Te ostatnie tygodnie, kiedy trzymałeś się ode mnie z
daleka, były okropne, ale przynajmniej coś czułam. Po raz
pierwszy czułam, że żyję, zamiast przyglądać się światu z
bezpiecznej odległości. I coś jeszcze ci powiem. Chciałam
mieć dziecko, bo podświadomie wyobrażałam sobie, że ono
będzie żyło i dorastało niejako za mnie, a ja będę bezpiecznie
tkwiła w swojej mysiej norze. To się zmieniło. Chcę żyć, chcę
być dojrzałym człowiekiem. Jake słuchał jej w milczeniu.
- Nie pragniesz tego samego? Nie chcesz się przekonać,
że jesteś lepszy, niż ci się wydaje? - Położyła mu dłonie na
ramionach i powtórzyła: - Nie chcę się już bać, Jake. Kocham
cię, razem z tą twoją klątwą czy bez klątwy. Masz dwie
możliwości. Albo przyjmiesz moją miłość i odpowiesz
miłością, albo pozwolisz, żeby życie przepływało obok ciebie.
Ja dłużej nie zamierzam czekać.
- Marisa, ja... - nie dokończył zdania, wbił wzrok w
podłogę.
Nie mógł wyrazić tego jaśniej. Nie kochał jej. W każdym
razie nie kochał jej tak, jak ona jego. Opuściła ręce, cofnęła
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- 4 Outcast Chronicles of Ancient Darkness Michelle Paver
- Sykat Joanna Wszystko dla Ciebie
- James Axler Deathlands 017 Fury's Pilgrims
- Sandemo Margit Saga o Królestwie śÂwiatśÂa 11 Strachy
- D413. Delacorte Shawna Zawieja w Wyoming
- Zarządzanie
- Janrae Frank Lycan Blood 02 Fireborn Law
- Graham Heather Na zawsze, moja miśÂośÂci
- Breakfast in the Ruins Michael Moorcock
- 25. Boswell Barbara Genialne rozwić zanie
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ninetynine.opx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.