[ Pobierz całość w formacie PDF ]
trzeba się legitymować! W domu jesteście, w domu.
- Jasna sprawa, że w domu - przytaknął Aleksander Michaj-łowicz. - Tylko u
kogo? Hyk. U kogo?
- U Pietkinów - oznajmił %7łeńka, próbując zsunąć nogi razem. - Dwa trupy i
kradzież. Uprasza się usilnie o niezadeptywanie miejsca zdarzenia. Osoby
postronne proszone są o opuszczenie pomieszczenia. Chwileczkę, a kto to zostawił
ślady butów na dywanie - człowiek czy zwierzę?
Słysząc ostatnie zdanie, omal nie popłakałam się ze śmiechu, ale w tym momencie
do holu wpadła Kicia i %7łeńka poinformował się:
- Trupiarka przyjechała? Dziewczyno, przekazuję pod pani opiekę, włącznie z
wiktem i opierunkiem, tego oto trupa, który doznał bezsprzecznie śmiertelnego
urazu w miejscu swego zamieszkania, czyli na wysypisku!
- Ależ oni są pijani! - Kicia formalnie osłupiała.
- Nie denerwuj się - rzekłam z uśmiechem - nie co dzień otrzymuje się order.
Jednego tylko nie rozumiem, jak w takim stanie dotarli do Aożkina?
- Trzeba ich zawlec na górę - oświadczyła Olga.
- Czyli prezenty będziemy wręczać jutro? - zapytała Maszka. %7łeńka zwiesił
rozczochraną głowę na pierś i zachrapał.
- D-d-dla kogo prezenty? - ożywił się Diegtiariow.
- Dla ciebie - westchnęła Kicia.
- D-d-dawajcie.
- Lepiej jutro - pokręciłam głową - dostaniesz, jak się wyśpisz.
- To %7łeńka jest pijany - zaskakująco trzezwym głosem oznajmił pułkownik - ze
mną jest wszystko w porządku.
Zaprowadziliśmy więc Diegtiariowa do jadalni, gdzie niezwłocznie zaczął
patroszyć pudełka, pokrzykując:
- Ale utrafiliście w mój gust! Dres! Czapeczka! Rękawiczki! Szalik! Takiego
ładnego jeszcze nie miałem! Widziałem podobny u Hot-doga!
- U kogo? - zdziwiłam się.
- Prowadziliśmy śledztwo w jego sprawie - wyartykułował z trudem pułkownik. -
Iwan Rymzin, ksywa Hot dog, nawet mu trochę zazdrościłem dresu. A teraz mam taki
sam. Idę przymierzyć! Och, i jeszcze słuchawki!
Pułkownik wyszedł, lekko się zataczając i przyciskając do piersi pudełka.
- %7łeńka na oko jest chudy - powiedział Kiesza, wchodząc do jadalni - a nie
można go podnieść, ledwo gościa zataszczyłem na górę. Jak rozumiem, teraz
niczego już nie będziemy świętować?
- W każdym razie do kolacji usiądziemy bez nich - oświadczyłam smutno.
- No to chodzcie, oblejemy order zaocznie - zaproponowała Mania.
- E tam - burknęła Kicia - siadajmy do stołu. Usiedliśmy przy długim stole,
nałożyliśmy jedzenie na talerze i zaczęliśmy spożywać kolację.
- Przysuńcie mi chleb - poprosił Kiesza.
- Masz ochotę na pomidorka? - zapytała Maszka Griszę.
- Do wędliny wolę musztardę - odparł kryminalista. Aż tu nagle z korytarza
dobiegł nas dziarski śpiew.
- ...i na tym, i na tamtym świecie będę wspominał w snach...
- A to co? - zdziwiła się Maszka.
- Raczej kto. - Kiesza uśmiechnął się. - Diegtiariow śpiewa, całkiem go
rozebrało.
Tym razem nieoczekiwanie rozległ się pisk Irki:
- Oj, mamuńciu kochana!
Nie zdążyliśmy ruszyć jej z pomocą, jako że drzwi do pokoju
szeroko się rozwarły, i przed naszymi oczami, z trzaskiem uderzając o futrynę,
stanął Aleksander Michajłowicz.
- ...te upojne rosyjskie wieczory w błękitnych mgłach...
Jeśli opiszę, jak wyglądał nasz dzielny, odznaczony Aleksander Michajłowicz,
kiedy stanął przed nami, za nic mi nie uwierzycie. Na głowie miał
ciemnoniebieską czapeczkę firmową Adidasa, pośrodku wełnianego nakrycia głowy,
nisko naciągniętego na czoło, błyszczał nowiutki order, uszy pułkownika
zakrywały słuchawki, wokół szyi zamotany był szalik. Diegtiariow podrygiwał w
takt muzyki płynącej mu wprost do uszu, przytupując dziarsko. Na prawej stopie
miał ciepły kapeć, na lewej - gumowy klapek, na dłoniach natomiast - wełniane
rękawiczki. Więcej nic. Tak, tak, nie przesłyszeliście się. Czapeczka ozdobiona
orderem, słuchawki, szalik, rękawiczki i obuwie nie od pary. Jeśli nie liczyć
tych drobiazgów, Diegtiariow był zupełnie nagi.
- Gdzie moja kamera? - zapiszczała Mania. - Och, coś takiego trzeba sfilmować!
Zaczepiając po drodze o stół i przydeptując Hootchusia, wyskoczyła z jadalni.
Kicia zachichotała i przewróciła salaterkę z sałatką. Kiesza złapał pled z
kanapy i zarzucił go pułkownikowi na ramiona.
- Gorąco mi - zaprotestował Diegtiariow.
- Chodzmy do łóżeczka. - Kiesza usiłował wyprowadzić pułkownika z pokoju.
- Nie chcę - zaczął protestować Aleksander Michajłowicz -nalejcie mi koniaku.
- Na dziś masz dość! - ryknął Kieszka i zwracając się do Griszy, nakazał: - No,
pomóż mi!
Razem niemal wynieśli Diegtiariowa.
- Idzcie wolniej - słychać było głos Maszy na korytarzu - filmuję na pamiątkę.
Nazajutrz o dziesiątej rano zeszłam na śniadanie i ujrzałam w jadalni te same
osoby, do których dołączył jeszcze rozczochrany %7łeńka, łapczywie pijący wprost z
butelki wodę mineralną.
- Spózniliście się do pracy! - krzyknęłam.
- Dziś jest niedziela - nieśmiało odparł pułkownik. - Wczoraj my chyba tego...
- Głupstwo. - Machnęłam ręką. - Nie ma o czym mówić, nie co dzień człowiek
dostaje order.
- Byłeś po prostu+++++++ cudowny, całkiem goły, tylko w czapce i rękawiczkach!
- Kicia zachichotała.
Diegtiariow poczerwieniał.
- Kłamiesz!
- Ja? - oburzyła się Kicia. - Kłamię tylko w pracy, kiedy zwracam się z ekranu
do widzów, w domu zawsze mówię najczystszą prawdę.
- I to w żywe oczy - ofuknął ją Aleksander Michajłowicz. -Za nic nie uwierzę.
- Nagraliśmy cię na wideo, zaraz przyniosę kasetę - zapewniła go Mania.
- Nie trzeba - szybko powiedział pułkownik. - Już dobrze, wierzę.
Ale Maruśka z tupotem biegła po schodach na górę. Wstałam, przesiadłam się na
fotel i niezauważalnie wyciągnęłam z gniazdka w ścianie wtyczkę odtwarzacza
wideo. Jak Mania puści film, biedny Diegtiariow jeszcze dostanie zawału.
Ale Maszka wróciła, trzymając w rękach lampkę nocną w kształcie milicjanta.
Westchnęłam. A więc wyprawa do toalety była tylko pretekstem, sprytna
dziewczynka mimo wszystko kupiła menta.
- To dla ciebie. - Wetknęła lampkę w ręce Diegtiariowa.
- No, no - pokręcił głową pułkownik i wetknął wtyczkę do gniazdka - świeci się!
Bardzo ładnie, dziękuję, Maniuniu, już dawno o czymś takim marzyłem!
- Patrzcie, on kręci głową - wpadła w zachwyt Kicia. Złapała milicjanta za
czapkę i... nagle jego płaszcz rozsunął
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Zarządzanie zapasami i łańcuchem dostaw Szymonik Andrzej redakcja naukowa(1)
- Caillois Roger śąywiośÂ i śÂad
- Austen, Jane Emma
- 3AM Kisses 4 Whiskey Kisses Addison Moore
- Stewart_Leigh_ _lzy_szczescia
- Czas na e biznes
- 100. Graham Darlene PeśÂnia ksićÂśźyca
- Beverly Sims [Menage & More] The Major's Wife (pdf)
- Dav
- 398. Gerard Cindy Dzikie serca 01 Ni srebro ni zśÂoto
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- speedballing.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.