Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przed zamachami wrogów, gdy powoli przyjmowała się zasada obrony biernej, oporu wobec
czynników wynaradawiających, gdy w dalszej konsekwencji, zwłaszcza pod wpływem
otwartego programu eksterminacji, postawionego przez rząd i wrogie społeczeństwo w
zaborze pruskim, zaczęto rozumieć potrzebę systematycznej i zorganizowanej walki
narodowej, zadanie to przeraziło nas swoim ogromem i w dość szerokiej sferze przyjęto
chętnie ograniczające je hasło „walki na jednym froncie" – wyraz równie pozbawiony w tym
wypadku sensu, jak „koncentrowanie się" na gruncie etnograficznej Polski. Zauważono, że
spór o to, czy walczyć na jednym, czy na dwóch frontach, jest możliwy tylko wtedy, gdy można
siły z jednego frontu na drugi przenosić. Tu walka na jednym froncie oznacza pozostawienie
sił na drugim w stanie biernym, skazanie ich na gnicie, zamiast żeby przeszkadzały
nieprzyjacielowi dobytek narodowy niszczyć.
Nie chcę przez to powiedzieć, żeby walka z wynaradawianiem otwierała nam, jako
narodowi, odpowiednie pole czynu. Jest ona tylko niezbędnym aktem samozachowania
szczepowego i nie potrzeba nawet być narodem w całym tego słowa znaczeniu, żeby ją
uznać za konieczną i z powodzeniem prowadzić. Nawet drobne ludy, nie mając warstw wyżej
oświeconych, zasługujące co najwyżej na miano plemion, walkę taką rozumieją i prowadzą.
Tylko o chorobliwym stanie organizmu narodowego świadczy, że u nas musimy potrzebę tego
elementarnego aktu samozachowania uzasadniać. Mnie idzie o wskazanie, że zabójcze jest
dla narodu ograniczenie jego zadań do walki z eksterminacją. Takie zacieśnienie pola
narodowego czynu, takie sprowadzenie zabiegów narodu do spraw prostych, elementarnych,
a stąd nie dających właściwej pracy umysłom szerszym i odpowiedniego ujścia szerszym
energiom, pociąga za sobą ten sam skutek, że to, co jest w narodzie najzdolniejszego,
pozostaje nie zużytkowanym w sferze narodowego czynu. Działalność, mająca na celu
narodowe samozachowanie: nauczanie, zakładanie czytelni, szerzenie książek i pism itd. –
wszystko to są prace ogromnej wagi, ale naród na tym stopniu cywilizacji i rozwoju
61
duchowego, co nasz, wytwarza w każdym pokoleniu olbrzymi zastęp ludzi, których umysły i
energie nie mogą w tych pracach znaleźć zadowolenia, którym potrzebne jest szersze pole i
które mogą dać się zaprzątnąć tylko o wiele bardziej skomplikowanym zadaniom. Nie
znajdując tego pola, ludzie ci nie przywiązują się należycie do spraw narodowych; idą bądź na
obcą służbę, by zdobywać częstokroć dla wrogów to, czym by mogli wzbogacać własną
ojczyznę, bądź też energia ich ducha zwraca się w kierunku indywidualistycznym,
wytwarzając w większej lub mniejszej mierze rozkładowe pierwiastki społeczne, bądź
wreszcie gnije z dnia na dzień, gdy jednostka, jak jej naród, obniża swe aspiracje, stopę
swego życia w lepszym tego słowa znaczeniu, zamyka się w ciasnej, ślimaczej egzystencji.
Jeżeli naród, żyjący w warunkach normalnych, mających własne państwo i odpowiedni
zakres interesów państwowo-narodowych, musi dbać o to, żeby się ten zakres w miarę
rozwoju sił narodowych nieustannie rozszerzał, jeżeli mu to jest potrzebne dla utrzymania
odpowiedniego poziomu zdrowia duchowego, to dla nas, dla narodu głęboko chorego z braku
powietrza, z braku przestrzeni dla najsłabszych poruszeń, otwarcie sobie tej przestrzeni,
wpuszczenie do naszej klatki szerszego powietrza jest po prostu kwestią życia. Długotrwała
wegetacja bez ruchu w tej dusznej atmosferze popowstaniowej zaczęła wreszcie rodzić
programy samobójcze, które chcą rzucić na kartę całą naszą narodową przyszłość. Po roku
1863, po ciężkiej klęsce i zawodzie, w atmosferze beznadziejności znalazły się jednostki,
którym za ciężki wydał się los Polaka i które dobrowolnie starały się skórę zmienić, poddając
siebie wraz z rodzinami umyślnemu samowynarodowieniu. Dziś mamy w części
społeczeństwa dążność do uczynienia tego z całym narodem. Program dążący do rzucenia
całej Polski w objęcia Rosji, wciągnięcia całego naszego kraju w sferę rosyjskich interesów
państwowych i uczynienia naszego narodu pod względem politycznym częścią narodu
rosyjskiego nie jest u wielu niczym innym, jak marzeniem o wydarciu się w obcej skórze, gdy
nie można w swojej, do szerszych widnokręgów, o otwarciu sobie pola szerszego działania na [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.