[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wstrząsem. Obawiałam się, że tak jak w przypadku powstrzymywania się przed płaczem,
poddała swoje cierpienie sublimacji, wmawiając sobie, że nic się nie stało. Jeśli tak było, to
fakt ten miał większe znaczenie w ocenie powagi jej zaburzeń niż wszystko inne.
Sheila leżała w szpitalu, tymczasem dzieci przyzwyczaiły się do lekcji bez niej.
Cieszyliśmy się kwietniowym słońcem i budzącym się dookoła życiem. Poza chwilami, kiedy
co tydzień dzieci pisały listy do niej, Sheila przestała być głównym tematem rozmów w na-
szej klasie.
W czasie pobytu Sheili w szpitalu dowiedziałam się, że moja klasa już na pewno
zostanie rozwiązana. Złożyło się na to kilka spraw. Po pierwsze, przeprowadzano pewną
reorganizację okręgu i uznano, że dzieci z zaburzeniami, takie jak Freddie czy Susannah,
znajdą swoje miejsce bez tworzenia oddzielnej klasy dla nich, jak to było w tamtym roku. Po
drugie, pozostałe dzieci poczyniły na tyle duże postępy, by dać sobie radę w mniej
restrykcyjnych miejscach. Po trzecie, a był to może najważniejszy czynnik, mówiło się o
nowej ustawie Kongresu, na mocy której dzieci upośledzone miały wrócić do szkół
powszechnych. W związku z tym likwidowano część klas specjalnych, by uczący w nich
wykwalifikowani nauczyciele mogli przejść do zwykłych klas w charakterze konsultantów.
Ponieważ mój poziom był najniższy, dlatego władze postanowiły całkowicie go zlikwidować.
I wreszcie ostatnia sprawa, która stanowiła naturalną konsekwencję całego procesu i
sprowadzała się do pieniędzy, a raczej ich braku. Utrzymanie klas takich jak moja było
bardzo kosztowne. Mała liczba uczniów w klasie, wysokie kwalifikacje nauczyciela, wysoka
pensja, to wszystko pochłaniało dużo pieniędzy. Nie stać było naszych władz okręgowych na
utrzymanie tylu klas specjalnych.
Wiadomości te zasmuciły mnie, ale nie zaskoczyły. Był to smutek, który odczuwałam
pod koniec każdego roku, kiedy pragnęłam, żebyśmy mogli zacząć wszystko od początku. A
poza tym miałam osobiste plany. Władze oświatowe zaproponowały mi inną posadę, lecz ja
już wcześniej złożyłam papiery do szkoły i zostałam przyjęta. Wprawdzie miałam już dyplom
z nauczania specjalnego, lecz nie posiadałam pełnych kwalifikacji, które by mnie uprawniały
do uczenia dzieci specjalnej troski. Nie martwiłam się tym wcześniej, ponieważ nie
wymagano tak restrykcyjnie pełnego wykształcenia. Wiedziałam jednak, że wielu dobrych
nauczycieli straciło pracę tylko dlatego, że nie spełniali formalnych wymogów. Nie chciałam,
aby nadszedł dzień, w którym musiałabym odejść z posady z powodu braku kwalifikacji.
Tamta praca właściwie się kończyła; nie było możliwości, aby wrócić jesienią do tej samej
klasy, uznałam więc, że nadeszła stosowna chwila, by wrócić do szkoły.
Kusiła mnie także myśl o podjęciu studiów doktoranckich. W ciągu poprzednich lat
zaangażowałam się w prace badawcze i ze zdumieniem odkryłam, jak duże luki istniały na
polu naukowym, jeśli chodzi o dziecięce depresje i lęki.
Także podczas poprzednich miesięcy często zaglądałam głębiej do swojej duszy, by
zobaczyć w niej przyszłość. W tym samym czasie Chad rozpoczął kolejną kampanię na rzecz
małżeństwa. Ogromny wpływ wywarła na niego rozprawa Sheili; od tamtej pory otwarcie
wyznawał, że chce założyć rodzinę. Czułam niepokój. W kwietniu otrzymałam potwierdzenie
przyjęcia na uniwersytet, co oznaczało, że w czerwcu, kiedy skończy się rok szkolny,
przeniosę się o setki mil od Chada, Sheili i miejsca, w którym przeżyłam kilka najlepszych lat
mojego życia.
Sheila wróciła do szkoły na początku maja. Przybyła pełna werwy i energii, jakie
okazywała w szpitalu, jakby przebywała na przedłużonych wakacjach. Patrząc, jak zajmuje
swoje dawne miejsce w klasie, niepokoiłam się o nią bardziej niż kiedykolwiek. Tak bolesne
doświadczenia musiały na nią wpłynąć. Podejrzewałam, że odegrały większe znaczenie, niż
przypuszczałam. Bałam się, czy nie wycofała się w świat fantazji, żeby uciec przed horrorem
prawdziwego świata. Jednak minął dzień i kilka następnych, a ja nie zauważyłam żadnych
symptdrnów. Patrząc z boku, można było powiedzieć, że jest to normalne dziecko, które
odwiedziło naszą klasę, żeby wziąć udział w zajęciach.
Dopiero pod koniec tygodnia blask beztroski zaczął przygasać i powróciły stare
problemy. Zaczęłam więcej od niej wymagać, a ona zaczęła robić błędy, co wprawiło ją w zły
humor na kilka godzin w czwartek. Pozostałe dzieci przyzwyczaiły się już do jej obecności i
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Banks Ray Cal Innes 01 Sobotnie dziecko
- Dziecko Z Rodziny migracyjnej w systemie oĹwiaty. Poradnik dla szkĂłĹ
- Feehan, Christine Dark 05 Dark Challenge
- Jim Butcher Akta Harry'ego Dresdena 01 Front burzowy
- Len Deighton Spy 04 Spy Hook
- Alan Chin The Lonely War (pdf)
- Rino Cammilleri Inkwizytor
- C# Language Reference A.Hejlsberg,S. Wiltamuth
- By the River Piedra I Sat Down and Wept
- Braun Lilian Jackson Kot, który... 06 Kot, który bawiśÂ sić w listonosza
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- missremindme.htw.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.