[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Te dwa słowa zabrzmiały jak największa pochwała.
Jenessa poprowadziła wszystkich do pracowni, gdzie na
sztalugach stało ukończone płótno. Z wielkim realizmem
przedstawiła na nim kwitnący krzew bzu pod kamiennym
murem i małą dziewczynkę tańczącą na trawie.
To ty wyrzucił z siebie zaskoczony Bryce.
Skinęła głową.
Mam nadzieję, że spodoba się tacie.
Wiedziała, że obraz nie stanowi przełomu, na jaki
czekała, lecz malowanie sprawiło jej wielką przyjem-
ność.
136 SANDRA FIELD
Kiedy zebrali się wokół kuchennego stołu, Travis
odezwał się:
Chciałbym zabrać Julie na kolację do Masefield.
Zrobicie nam przysługę? Zajęlibyście się Samanthą?
Sami? pisnęła Jenessa przerażona. A jeśli za-
cznie płakać?
To ją ponosisz. Zresztą Bryce ci pomoże uspokoił
ją brat. Wrócimy wieczorem; zarezerwowaliśmy sobie
pokój w pensjonacie. No, siostro, zgódz się. Julie i ja tak
dawno nie spędziliśmy wieczoru przy świecach... A jes-
teście przecież rodzicami chrzestnymi, pora wypełnić
przysięgę...
Bryce roześmiał się.
Chcesz w nas wzbudzić poczucie winy? Roz-
chmurz się, Jenesso, to nie powinno być trudne. Z jed-
nego końca wpychasz jedzenie, a z drugiego myjesz,
i gotowe.
Będziesz mi pomagał, skoro jesteś takim ekspertem
odparła cierpko.
Nie ma sprawy... Chyba się nie boisz sześciu kilo
niemowlęcia?
Ja? Skądże odparła nie całkiem zgodnie z prawdą.
Wkrótce po wyjściu Travisa i Julie mała zbudziła się
z płaczem.
Miałam nadzieję, że będzie spała cały wieczór
zdziwiła się Jenessa. Może byś ją ponosił, Bryce?
To ty jesteś kobietą; powinnaś się znać na takich
rzeczach.
To ty jesteś facetem; powinieneś śmiało stawiać
czoło niebezpieczeństwom.
Wyszczerzył do niej zęby.
MILIONER I ARTYSTKA 137
A może zajmijmy się nią razem? W jedności siła,
i tak dalej?
Jenessa ostrożnie wzięła dziecko na ręce; Samantha
krzywiła się i wrzeszczała ile sił wpłucach. Bryce pod-
grzewał butelkę, Jenessa tymczasem walczyła z pielusz-
kami i wilgotnymi chusteczkami. Bryce przyniósł butel-
kę; mała przywarła do smoczka, jakby głodowała od
tygodnia. Parę chwil potem uśmiechnęła się szeroko.
Masz do tego smykałkę odetchnął z ulgą Bryce.
Jenessa wpatrywała się w niego, uderzona nagłą myś-
lą. Tego właśnie chcę. Małżeństwa, dzieci, miłości i od-
dania... razem z Bryce em. Nikt inny go nie zastąpi.
Podała mu dziecko.
Nakarm ją do końca, a ja sprzątnę ze stołu.
Bryce wytrzeszczył na nią oczy.
Nigdy w życiu nie karmiłem dziecka wyjaśnił
przerażony.
Małej na pewno to nie przeszkadza.
Samantha pisnęła zniecierpliwiona. Bryce, czując, że
przekracza Rubikon, wziął ją na ręce. Poczuł ciepło
i ciężar małego ciałka; mała patrzyła na niego wielkimi
niebieskimi oczami. Ze ściśniętym gardłem odwzajemnił
spojrzenie, a wtedy uśmiechnęła się szeroko bezzębnymi
ustami. Szybko wsunął jej smoczek do buzi.
To nie takie trudne stwierdził na głos.
Kiedy Samantha skończyła ssać, ukołysał ją w ramio-
nach. Była taka delikatna, taka bezbronna. Jak ktoś może
skrzywdzić takie dziecko?
Pytanie pojawiło się znienacka w jego umyśle. Czy
jego matkę ogarniała podobna czułość, gdy go trzymała
w ramionach? Nigdy się nie dowie.
138 SANDRA FIELD
Bryce? Wszystko w porządku? zaniepokoiła się
Jenessa.
Popatrzył na nią; padające zza jej plecówsłońce roz-
świetlało jej włosy. Jak by się czuł, gdyby to było ich
wspólne dziecko? Czy chroniłby je, czy może krzywdził
jak Fletcher?
Takie pytania sprawiały, że miał ochotę uciekać na
koniec świata.
Trzeba ją położyć do łóżka powiedział rzeczowo.
Dobrze, a potem mi wyjaśnisz, co się dzieje odpar-
ła stanowczo.
Jeśli mi się uda, pomyślał. Jak miał przyznać, nawet
przed samym sobą, że pomyślał o dziecku? Dzieci ozna-
czały oddanie, miłość. Nie kochał Jenessy.
Czy ona kocha jego? Położył małą spać i stanął zamyś-
lony. Jenessa wciąż zaprzecza, że go kocha, ale czy mówi
prawdę?
Przypomniał sobie wyraz jej twarzy tego ranka, jej
czułość. Czy to nie miłość? Co takiego powiedziała?
Jestem tu dla ciebie. Tak długo, jak zechcesz. Czy to nie
słowa zakochanej kobiety?
Nie chciał, żeby się w nim zakochała. Nie umiałby się
z tym uporać.
Wrócił do kuchni; Jenessa robiła herbatę.
Wczoraj opowiedziałeś mi o swoich rodzicach, ale
nie mówiłeś, co czujesz odezwała się.
Nie wiem jeszcze. Nie naciskaj.
Skąd inaczej mam wiedzieć, co przeżywasz? Spaliś-
my ze sobą tej nocy, kochaliśmy się przez większą część
dnia. Czy to nic dla ciebie nie znaczy?
Uniosła podbródek, lecz za tą wyzywającą pozą czaił
MILIONER I ARTYSTKA 139
się strach. Obawia się mojej odpowiedzi, uświadomił
sobie Bryce. Był już prawie pewien, że się w nim zako-
chała.
Po prostu mnie nie naciskaj, dobrze?
Opanowała się z wysiłkiem.
Okej odparła. Mnie też nie można zmusić do
zrobienia czegoś, na co nie jestem gotowa.
Nie spodziewał się takiej wyrozumiałości.
Jesteś niezwykłą kobietą mruknął.
Jej oczy nagle napełniły się łzami.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Brown Sandra Podarunki losu (W ostatniej chwili)
- 1 Brown Sandra Buntownik
- Lawrence Kim HiszpaĹski milionerA
- Ballard, J. G Mitos del Futuro Proximo
- The Best of Henry Kuttner Henry Kuttner
- Mortimer_Carole_ _Popoludnie_na_Majorce
- Krajewski, śÂabuszewski Kazimierz WyrozćÂbski ps. Sokolik
- MiśÂosna dieta
- John Connolly CP 03 The Killing Kind (com v4.0)
- Glen Cook Black Company 09 Water Sleeps
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- missremindme.htw.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.