Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Rozdział 26
A zatem czekał ich chłód i zimny posiłek, który znów składał się z sucharów, suszonego
mięsa i
owoców. Popili wodą z manierek. Will zaczynał mieć już serdecznie dosyć tych
pozbawionych
smaku podróżnych racji. Jako pierwszy wartę pełnił Halt, tymczasem zmęczeni wyczerpującą
wędrówką Will oraz Gilan owinęli się płaszczami i ułożyli do snu.
Will nie pierwszy już raz nocował pod gołym niebem. Jego mistrz nie zaniedbał tak istotnego
elementu w nauce zwiadowczego rzemiosła. Jednak po raz pierwszy obozowisko pozbawione
było kojącego trzasku płomieni lub choćby ciepła rozżarzonych węgli z ogniska. Spał
niespokojnie, prześladowały go męczące sny o przerażających stworach, przedziwnych i
strasznych istotach, czających się tuż poza granicą postrzegania, na tyle jednak blisko, że
odczuwał ich obecność, budzącą grozę, której ludzki rozum nie był w stanie ogarnąć.
Gdy nadszedł czas na wartę Willa i Halt potrząsnął nim lekko, chłopak z ulgą wyrwał się z
koszmarów.
Wiatr przeganiał chmury po niebie. Wycie Fletni zdawało się donośniejsze niż wcześniej.
Zmęczony tym ponurym zawodzeniem, Will zaczął zastanawiać się, czy twórcy menhirów
właśnie po to obdarzyli je złowrogim głosem, by wprawiać intruzów w stan znużenia i
niepokoju.
Szumiące na wietrze wysokie trawy dołączały swą pieśń do odległego lamentu kamieni.
Halt wskazał uczniowi punkt na niebie, każąc mu przy tym zapamiętać kąt, pod jakim Will
musiał podnieść rękę, aby skierować ją na tę właśnie wysokość.
- Kiedy księżyc będzie tu - rzekł chłopcu - przekażesz wartę Gilanowi.
Will kiwnął głową. Rozprostował się i przeciągnął, a następnie sięgnął po łuk oraz kołczan.
Bezgłośnie przekradł się do krzaka, który Halt obrał za ich  wartownię". Jedna z powszechnie
stosowanych przez zwiadowców zasad głosiła, iż wartownik nie powinien pozostawać w
obozie, lecz pełnić straż w ukryciu, w niejakim oddaleniu o jakieś dziesięć czy dwadzieścia
metrów, mając oko na obozowisko. Dzięki temu potencjalny przeciwnik miał do czynienia z
dwoma, a nie jednym punktem oporu; napastnika lub napastników, którzy zdołaliby jakimś
sposobem zakraść się niepostrzeżenie do obozowiska, czekałaby niemiła niespodzianka w
postaci uzbrojonego wartownika - z drugiej zaś strony zaskoczony strażnik mógłby wezwać
pomocy śpiących towarzyszy. Był to oczywiście środek ostrożności przedsięwzięty jedynie na
wypadek, gdyby doszło do którejś ze wspomnianych ostateczności Szkolony w obserwacji
zwiadowca powinien bowiem dostrzec niebezpieczeństwo znacznie wcześniej i w porę
zaalarmować towarzyszy. Tak czy inaczej, była to jedna z pierwszych i podstawowych zasad
wpojonych Willowi przez jego nauczyciela.
Wyjął z kołczana dwie strzały i umieścił między palcami prawej dłoni. Miał trzymać je w ten
sposób przez całe cztery godziny pełnienia warty. W razie potrzeby nie musiał tracić
bezcennych ułamków sekund na dobywanie pocisków z kołczana, nie mówiąc już o tym, że
ruch taki mógłby zwrócić uwagę napastnika. Dodatkowo, gdyby przypadkiem zdarzyło mu
się
zapaść w sen, strzały wypadłyby spomiędzy palców - budząc go. Następnie owinął głowę
płaszczem, by nadać swej sylwetce nieregularny, organiczny kształt zlewający się z krzakiem,
przy którym pełnił wartę. Kolejna z podstawowych zasad głosiła, że pozornie nieruchomy
niczym głaz wartownik ani przez chwilę nie pozostaje w bezruchu. Will powoli, bardzo
powoli,
obracał głową, jednocześnie szybko przesuwając oczami na lewo i na prawo, sondując
horyzont
oraz skupiając wzrok i uwagę na przemian na tym, co bliskie i tym, co dalekie. Pamiętał też,
by
nie koncentrować się za długo na jednym punkcie i odbierać sygnały z obrzeża pola widzenia,
rejestrowane zaledwie kątem oka - bowiem w ten sposób, o wiele łatwiej jest uchwycić ruch.
Co kilka minut zmieniał rytm obserwacji, jednocześnie zmieniając też pozycję. Dzięki temu
przez cały czas jego spojrzenie patrolowało otaczający ich teren pod kątem trzystu
sześćdziesięciu stopni.
Lament Fletni i świst wiatru w trawach tworzyły monotonne dzwiękowe tło, jednak Halt
nauczył go, jak dostroić swą uwagę, by zamiast dać się uśpić jednostajnym dzwiękom, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.