[ Pobierz całość w formacie PDF ]
przekonałeś mnie minionej nocy, że nie jestem bezpieczna
nawet w nim. O Boże, co powie moja matka?
- A czy musi wiedzieć?
- Ta kobieta potrafi wydusić informację z kamienia. Nie
byłabym zdolna utrzymać czegokolwiek w tajemnicy przed nią,
nawet gdybym bardzo chciała.
RS
125
John bębnił wskazującym palcem po blacie stołu, co
zaczynało ją drażnić.
- Posłuchaj - zwrócił się do niej swym miłym, głębokim
głosem - mam z tobą do pomówienia.
- Nie jestem tego pewna - powiedziała, pochylając głowę nad
kubkiem z kawą. - Minionej nocy również powiedziałeś, że
chcesz porozmawiać ze mną i widzisz, co z tego wynikło.
- O tym właśnie musimy pomówić.
- Nie wierzę. - Woda wciąż skapywała po jej szyi. Wstała i
okryła głowę suchym kuchennym ręcznikiem, próbując
jednocześnie wyjąć zapinki z włosów.
- Pozwól, że ci pomogę - zaofiarował się i od razu znalazł
właściwą szpilkę. Gdy ją delikatnie wyciągnął, włosy Maggi
opadły kaskadą. Wtedy wziął od niej ręcznik i zaczął wycierać
jej włosy. Jako masażysta okazał się bardzo delikatny, wręcz
subtelny.
- Pewnie masz dużo doświadczenia w tym zakresie? -
zapytała.
- Trochę. Posłuchaj, Maggi... - Nastąpiła krótka pauza, jakby
szukał odpowiednich słów. Prawnik, który ma trudności z
wysłowieniem się? - zadała sobie pytanie. - Maggi, poprzednia
noc była wielkim błędem z mojej strony.
- Powiedz to jeszcze raz! - Ręcznik przykrywał połowę jej
twarzy, maskując jej wyraz, za co dziękowała niebiosom.
- Wiem, że pogwałciłem wszelkie reguły, obowiązujące
gościa. I jak mi się wydaje, nie byłaś zabezpieczona...
O Boże, pomyślała. Nie przyszło jej to w ogóle do głowy!
- Tak mi się wydawało - powiedział, a jego ręce nadal
delikatnie masowały jej skronie. - Mogą być tego konsekwencje.
Maggi doznała skurczu serca. Rzeczywiście mogą być
następstwa... Ponieważ nigdy jeszcze nie była w ciąży, nie brała
takiej ewentualności pod uwagę.
- Wiem, że dobrze sobie radzisz z blizniaczkami - dodał. -
Kochasz je, a one kochają ciebie.
RS
126
- Tak - przyznała szeptem.
- A teraz być może wzięliśmy na siebie dodatkową
odpowiedzialność - rzekł poważnym tonem. Rzuciła na niego
krótkie spojrzenie. Nie wydawał się szczególnie uradowany tą
sytuacją, niezależnie od tego, jaka faktycznie była. - Wbrew
wszystkim różnicom, które nas dzielą, myślę, że ty i ja
powinniśmy... - John przerwał masaż i stanął na wprost Maggi.
Odgarnęła włosy do tyłu i odsłoniła oczy. John wydał jej się
teraz bardzo zdecydowany, szczery, a także przystojny.
- Co powinniśmy? - zapytała ledwo słyszalnym głosem.
- Powinniśmy pobrać się, wziąć ślub - dokończył. Maggi nie
mogła zdobyć się na odpowiedz. Z wrażenia o mało się nie
zadławiła.
RS
127
ROZDZIAA DZIEWITY
Dwa dni pózniej Maggi i John nadal chodzili wokół siebie jak
dwa znerwicowane koty. Mieli już za sobą poranne obowiązki
wobec dziewczynek. Potem on wyjechał do miasta, żeby
,,pilnować biznesu", jak powiedział, a ona wykonała jeszcze
tysiąc i jedną czynność, wiążącą się z dziećmi. No i myślała
intensywnie. Wyjść za niego za mąż? Ta ewentualność
przerażała ją, drażniła i stresowała. Był przystojnym mężczyzną,
do tego wniosku wreszcie doszła. Człowiekiem dokładnym w
tym co robił. Nie uchylał się od ciężkiej pracy, ba, lubił ją. Miał
obowiązki w Irlandii, a ją samą traktował teraz jako jeszcze
jedno zobowiązanie. Maggi wzdragała się przed taką myślą.
Wyjść za człowieka tylko dlatego, że przeżyli ze sobą jedną
noc? Bez choćby słowa o miłości i o ,,dozgonnym szczęściu"?
Ta myśl wywołała w niej zimny dreszcz.
Z drugiej jednak strony przerażało ją przypuszczenie, że pani
Fagan niedługo się pojawi, żeby zobaczyć się z jej mężem. I
jeśli okaże się, że taki nie istnieje, stan Massachusetts odbierze
jej Pru i Prissy. A do tego przecież nie można dopuścić. Tak
więc, być może, wystarczył fakt, że ona kochała dzieci i kochała
Johna Dailey, a mniej ważne było, że on nie potrafił odpłacić się
tym samym.
Powinna wyjść za Johna dla dzieci. Brzmiało to
przekonywająco dla jej sumienia rodem z Nowej Anglii! Nie
uwzględniając nawet tego, że go kochała i że był wcielonym
diabłem w łóżku. Odłóż te argumenty na bok, Maggi
przekonywała sama siebie, poświęć się po prostu dla dzieci. I
zrób to szybko. Pani Fagan znowu
telefonowała, że będzie w Dartmouth w najbliższy piątek.
- Ilekroć patrzycie na siebie - powiedziała ciotka Eduarda,
wkładając ciasto do piecyka - odnosi się wrażenie, jak byście
obawiali się, że jedno powie coś, czego drugie nie chciałoby
usłyszeć. Co się z wami dzieje?
RS
128
- On... ma dla mnie propozycję, a ja po prostu nie wiem, jaką
mu dać odpowiedz. Właściwą odpowiedz.
- Wielka mi tajemnica - rzekła ciotka złośliwie.
- Mogę wyczytać z twojej twarzy, co on zaproponował i co ty
o tym sądzisz. Poprosił, żebyś za niego wyszła, prawda?
- Niech go diabli wezmą - burknęła Maggi. - Nie miał prawa
mówić o tym komukolwiek. Nienawidzę gaduł.
- Nic mi nie powiedział, kochanie. Ani słowa. Nie jest tego
rodzaju mężczyzną.
- Więc po prostu zgadłaś?
- Pamiętaj, że mam trzy córki - zauważyła ciotka
- i wszystkie są zamężne.
- A więc czytasz w moich myślach?
- Nie, w twojej twarzy.
- Jeśli wiesz tak dużo, to może wyczytałaś również, jaka jest
wypisana odpowiedz na mojej buzce?
- Nie, nie złapiesz mnie w tę pułapkę. Znajdz odpowiedz
sama. Nie chcę, żebyś w przyszłości rozgadywała, że twoja
ciotka namówiła cię do wyjścia za niego. Albo że cię od tego
odciągnęła. A sio... wynoś się z mojej kuchni. Zajmij się
dziećmi. Nie chcę, żeby się ciasto przypaliło.
W chwilę potem humor Maggi poprawiła Prissy. Dziecko
wreszcie osiągnęło sukces. Postawiło pierwsze kroczki o
własnych siłach. Maggi, widząc to, zapiszczała z radości jak
zwariowana matka. A Pru, spokojniejsza z nich dwu, po prostu
się przyglądała.
Gdy John tego dnia wrócił do domu, Maggi podjęła już
decyzję. Ale zaczęła od innej strony. W saloniku, po lunchu,
zagadnęła go:
- Miałeś dzisiaj szczęście?
Mały uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
- Na koniec chyba doszedłem do czegoś - powiedział, tym
razem bez miny pokerzysty na obliczu. - Facet, z którym
kontaktowałem się w Nowym Jorku, przekazał moją ofertę
RS
129
człowiekowi w Sacramento i sądzę, że znajdę wreszcie
rozwiązanie wszystkich naszych problemów.
- Miło słyszeć - Maggi zareagowała spokojnie i usiadła obok
niego na sofie. - Długo rozmyślałam - zaczęła i zrobiła pauzę -
myślałam o nas, o ślubie...
- Tak, rozumiem - bąknął.
Rozumiesz, pomyślała Maggi, ale nie chcesz mi pomóc,
choćby odrobinę.
- Odnoszę po prostu wrażenie, że te zaloty między nami nie są
zbyt romantyczne.
- Och! - Padło tylko to jedno słowo, czy raczej namiastka
słowa, ale mimo to John przysunął się do niej na tyle, że poczuła
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Forester C.S. (06) Szczesliwy powrot
- Jordan_Penny_ _Szczesliwe_dzie
- Stewart_Leigh_ _lzy_szczescia
- Fielding_Liz__ _Ogrod_szczescia
- 0519. Darcy Emma Druga twarz anioĹa
- Austen, Jane Emma
- McMahon Barbara PodwĂłjna radoĹÄ
- Harry Harrison Galactic Dreams (SS Collection)
- WięÂźniowie Ekwador kokaina i Morawski Tomasz
- Jak grzeszyć pićÂknie
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- speedballing.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.