Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wyczuwał i w nim wrzało jak w wulkanie przed wybuchem. Wiedziałem doskonale, co
się dzieje. Luc chronił cię przed samym sobą.
- Tak było kiedyś. Teraz jesteśmy dorośli i potrafimy zachować ostrożność. Trochę
wiary, braciszku. Nie troszcz siÄ™ tak, bo nie podejmiesz rozsÄ…dnej decyzji.
- Nie mogę, Gaby. Wiem, że to głupie z punktu widzenia interesów, ale nie zrobię
tego.
- Dobrze... - Przygryzła wargę. - To chciałam wiedzieć. A teraz dalsze sprawy.
Wyślę ci mejla o starej winnicy z zabudowaniami, która jest kilka kilometrów od Caver-
ness. To siedziba Hammerschmidtów. Pamiętasz?
- Ta porzucona?
- Tak. Ma potencjał.
- Do kupna czy wynajęcia?
- Do kupna.
- Wciąż chcesz tam zostać? Mimo Josien?
- Jej zachowanie nie ma tu nic do rzeczy, Rafe. Kocham te strony. Wiem, że ty i
nasza Dolina Aniołów nigdy mnie nie odrzucicie, ale australijska ziemia woła głośniej do
ciebie niż do mnie. Nawet jeśli powtórnie zapuszczę tu korzenie, nie opuszczam cię.
Nigdy tego nie zrobiÄ™. JesteÅ› mi potrzebny, wiesz o tym, prawda?
- Nadchodzi czas na małe ale...
- %7ładnych ale. Chcę, żeby nasze wina dobrze się sprzedawały. Chcę tu zostać i na
to pracować, ale najbardziej... najbardziej chcę powrócić do domu, Rafe - powiedziała z
głębi serca.
R
L
T
ROZDZIAA SZÓSTY
- Unikasz mnie - powiedział Luc, siadając w wiklinowym fotelu naprzeciw
Gabrielle.
- Witaj. - Spojrzała na niego i żeby uspokoić galopujące serce, próbowała sobie
wmawiać, że nie jest ani bardziej przystojny, ani lepszy od innych młodych facetów.
Siedziała w kawiarnianym ogródku, przed nią stała filiżanka mocnej czarnej kawy.
Trzymała na kolanach rozpostartą gazetę z ofertami nieruchomości na sprzedaż. Minął
już tydzień od kolacji w Caverness, spędzony na ciężkiej pracy, poszukiwaniach i pró-
bach nawiązywania współpracy. Niestety, wszelkie wysiłki spełzły na niczym.
- Dlaczego? - Rozparł się wygodniej.
- Może byłam zajęta, a może w ogóle nie myślałam o tobie. - Była zadowolona, że
czarne okulary przeciwsłoneczne kryją jej oczy.
- Czyżby? - Uśmiechnął się czarująco. - To byłoby okropne, zważywszy na to, że
ja wciąż myślałem o tobie. - Zajrzał do menu, odłożył je. - Zaaranżowałem zwiedzanie
winnicy Hammerschmidtów, żeby przyjrzeć się glebie i winoroślom. Chciałabyś poje-
chać tam ze mną?
- Niby po co? - A jednak byłoby to niezłe posunięcie. Chciała obejrzeć starą winni-
cę, zanim pójdzie pod młotek, i taka wizytacja w towarzystwie kogoś, kto jest właścicie-
lem podobnej nieruchomości, to dobre posunięcie. - Chyba nie proponujesz mi spółki,
jak sugerowała twoja siostra?
- Nie, nigdy nie mieszam interesów z przyjemnościami, aniele. A właśnie o przy-
jemność mi chodzi.
- Więc niby dlaczego mamy tam jechać we dwoje?
- Bo podczas aukcji dałoby nam to przewagę nad innymi oferentami. Cena to dwa-
dzieścia dwa miliony euro za posiadłość, a ja zamierzam zapłacić trzynaście za to, co
mnie interesuje. Chciałbym zapytać ciebie, czy też byś to tak wyceniła.
- Zatem byłoby to spotkanie biznesowe?
- Tylko biznesowe. A jeśli chodzi o przyjemności, to zjedz ze mną kolację.
- Bo?
R
L
T
- Bo też tego chcesz - odparł z szelmowskim uśmiechem.
- Tak naprawdÄ™ to chcÄ™ sieci dystrybucji dla naszego wina.
- Musisz tylko mnie poprosić. - Spojrzał na nią zdecydowanym wzrokiem.
- Gdyby to było takie proste... Rozmawiałam z Rafe'em o twojej ofercie zorgani-
zowania degustacji naszego wina w Caverness.
- Też z nim rozmawiałem. I nie odmówił. Uważam to za dobry znak.
- Mówiąc dokładnie, to wcale się nie zgodził - przypomniała z naciskiem. - I nie
sądzę, żeby w najbliższej przyszłości zmienił zdanie. Wiesz, co go najbardziej nurtuje w
tej sprawie? Otóż Rafe intensywnie się zastanawia, co ty z tego będziesz miał.
- Jego cynizm mnie rani, choć i po trosze imponuje. Mój ojciec uważał, że bez od-
powiedniej dawki cynizmu nie da się robić interesów. Więc jakie wnioski wysnuł twój
brat, gdy już tak pozastanawiał się intensywnie? Co niby ja mam z tego mieć?
- Nie co, ale kogo. Mnie - odparła sucho.
- Aha...
- Nie ma racji?
- Nie zaprzeczam - odpowiedział z błyskiem w oczach, po czym wzruszył ramio-
nami. - Pomysł, żeby ciebie zdobyć, jest bardzo kuszący, jednak pragnę zaprezentować
wasze wina z bardziej prozaicznych pobudek. Po prostu chcę zadośćuczynić Rafe'owi za
te wszystkie lata, kiedy miałem związane ręce. Ojciec postawił mi ultimatum: albo Rafa-
el, albo Caverness. Wybrałem Caverness.
- Drań.
- Ja czy mój ojciec?
- Twój ojciec.
- To nie takie proste, Gaby, w każdym razie on widział to w dość prosty sposób.
- To znaczy?
- Dbał o własny interes. Po co ryzykować reputację pokoleń i wchodzić na niezna-
ny teren? Dlaczego jedyny syn miałby rozdwajać swój potencjał, kiedy był mu potrzebny
na miejscu?
- Zatem go bronisz?
R
L
T
- W pewnym sensie tak. Miałem czas, by to wszystko przemyśleć, zrozumieć. Ra-
zem z twoim bratem postawiliśmy go przed trudnym wyborem. Nie chciał zniszczyć ma-
rzeń Rafe'a, w ogóle nie życzył mu zle, tylko podjął bezpieczną biznesową decyzję. -
Przerwał na moment. - Ja nie jestem tak ostrożny jak mój ojciec, ale też nie złożyłem
mojej propozycji spontanicznie. Owszem, chcę pomóc Rafaelowi, bo wcześniej tego nie
zrobiłem, lecz na to nakłada się biznesowa kalkulacja. Dolina Aniołów to potencjalnie
znakomita marka, tylko potrzebuje wypromowania. Produkujecie doskonałe wina i ja,
jako wasz patron na tutejszym rynku, jeszcze bardziej wzmocniÄ™ pozycjÄ™ House of Du-
valier's. Poza tym wezmÄ™ za to prowizjÄ™.
- Tak, jasne... - Uważnie słuchała tego logicznego wywodu i wierzyła każdemu
słowu Luca.
- I jeszcze jesteś ty, Gaby... Moje zauroczenie wolałbym rozpatrywać jako osobny
problem. Podobasz mi się i nie zamierzam się tego wypierać, a nasz pocałunek w ogro-
dzie uświadomił mi, że też coś do mnie czujesz. - Przymknął na moment oczy. - Tak ja-
koś bezpośrednio mi to wyszło...
- Chciałbyś, żebym stała się kochanką hrabiego?
- Nie jestem hrabiÄ…, Gabrielle. Mam tylko zamek.
- Dobrze, zabawkÄ… miliardera.
- Nie jestem nim. - Uśmiechnął się przebiegle. - Jeszcze nie.
- Powodzenia. - Było jasne, że taki ma program na najbliższe lata. Był nie tylko [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.