[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wycofać. Po co nam tyle ubrań? Tak dobrze było znalezć się znowu w
jego ramionach. Pokrywał moją twarz tysiącem drobnych, lecz jakże
gorących pocałunków, szepcząc mi do ucha czułe słowa. Płakałam? Ale
dlaczego i jak to się stało? Azy płynęły mi po policzkach, a on
scałowywał je, jedną po drugiej. Jak mogłam żyć tak długo bez niego?-
Nie mogę się na ciebie napatrzeć - szepnął czule. - Jesteś tak zadziwiająco
piękna, aż brak mi słów.
pona
ous
l
a
d
an
sc
Nigdy nie patrzył na mnie tak jak teraz. Zdałam sobie sprawę, że
wciąż go kocham, dziś może nawet bardziej niż kiedyś, i dobrze
wiedziałam, że nie ma od tego ucieczki. Najpierw byłam pod skrzydłami
rodziców, potem żyłam w cieniu Simona i dopiero ostatni okres, choć tak
niewypowiedzianie trudny, przyniósł mi odmianę. Poznałam samą siebie,
a nawet zaczęłam się lubić i, z ręką na sercu, mogłam wreszcie
powiedzieć, że jestem sobą. Nie chciałam tego stracić, tak bardzo nie
chciałam, by mi to odebrał.
- Wracaj do Fremantle i pozwól mi odejść. Na zawsze.
- Nie ma mowy - szepnął. - To niemożliwe. Urządziłem się teraz
tutaj, mam mieszkanie moich marzeń, a moje projekty są już w drodze do
Melbourne. Nigdzie się nie wybieram, Kell, musisz się z tym pogodzić.
Co mam jeszcze wymyślić, byś zrozumiała, że los dał nam szansę i
powinniśmy zrobić wszystko, by tego nie stracić?
- To już przeszłość. Została tylko jakaś bliżej nieokreślona
ciekawość, nic więcej.
- Nie zrezygnuję z ciebie, Kell, nie licz na to - powiedział
ostrzegawczo.
Uwolniłam się z jego objęć.
- Nie mogę żyć jak dawniej, czemu tego nie rozumiesz? Simon
odsunął się, potem wstał i wyszedł bez słowa.
Upłynęło kilka minut, lecz on nie wracał. Zaczęłam się zastanawiać,
co mam zrobić. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
Odczekałam chwilę i podeszłam do domofonu.
- Tak, słucham? - Taksówka na nazwisko Coleman.
Przez chwilę zastanawiałam się, po co mu taksówka. Nagle jednak
pona
ous
l
a
d
an
sc
zdałam sobie sprawę, że Simon wezwał taksówkę dla mnie. Przełknęłam
nerwowo ślinę. Dawniej potrafiłam zabazgrać całe strony moim imieniem
w połączeniu z jego nazwiskiem. Rozpierało mnie wtedy szczęście i
nieprawdopodobna duma! Myślałam właśnie nad tym, czy powinnam
zejść na dół, gdy w drzwiach pojawił się Simon z dużym pudełkiem
opakowanym w ozdobny papier i przewiązanym srebrnymi wstążkami.
- To dla ciebie - powiedział, wchodząc.
Poczułam, jak zaciska mi się żołądek. Dawniej nie robił mi nigdy
prezentów, nie miał na to pieniędzy.
- Nie, absolutnie nie mogę tego przyjąć.
- Nie masz wyboru, i tak należy do ciebie. - Mówiąc to, wręczył mi
pakunek.
Był duży i ciężki jak diabli.
- Proszę tylko, abyś otworzyła go, gdy wrócisz do domu. Potem
możesz z tym zrobić, co zechcesz, wyrzucić przez okno, na śmietnik,
oddać komuś lub też zachować.
- Wezwałeś taksówkę?
- Tak, odwiezie cię do domu.
- Ale ja nie mam pieniędzy.
- Nic nie szkodzi, odwiezie cię na mój rachunek. Bardzo dziękuję,
że zgodziłaś się dziś przyjść. Nawet nie wiesz, jakie to było dla mnie
ważne. Może nawet ważniejsze, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.
- OK - pokiwałam głową - rozumiem. - Nagle zdałam sobie sprawę,
że mogę go nigdy więcej nie zobaczyć. - Dla- czego chciałeś, żebym
została? - zapytałam, wychylając się zza pakunku. - Mogłam przecież
wrócić z rodzicami.
pona
ous
l
a
d
an
sc
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech i natychmiast
pożałowałam, że zadałam to pytanie.
- Bo bardzo pragnąłem cię pocałować, a nie chciałem robić tego
przy twoich rodzicach.
Najchętniej zapytałabym, kiedy się do mnie odezwie, ale szybko
przygryzłam wargi. Nigdy, tak brzmiała jedyna logiczna i słuszna
odpowiedz. Dlaczego tak trudno było mi to zaakceptować?
Całą drogę do domu trzymałam prezent na kolanach. Potem szybko
wbiegłam po schodach w nadziei, że nie ma mojej współlokatorki.
Chciałam być sama, gdy będę otwierać tę paczkę. I tak już wkrótce
wyśpiewam wszystko na wieczorze koktajlowym. Ale na razie pragnęłam
rozkoszować się tą chwilą w samotności.
Przywitała mnie Minky, ale oprócz niej nie było nikogo.
Uruchomiłam sekretarkę. Nagrała się Maja. Miała jakiś doskonały pomysł
do mojej rubryki i koniecznie chciała się nim podzielić. Poza tym nie
mogła się już doczekać nowinek na temat Simona z St Gildy.
Usiadłam na łóżku i z namaszczeniem zaczęłam rozpakowywać
prezent. Dopiero teraz zauważyłam, że do wstążki przyczepiona jest mała
niebieska koperta. Drżącymi rękami wyjęłam ze środka kartkę.
Droga Kelly, mam nadzieję, że to ci pomoże.
Simon
Co mi pomoże? Nie wyglądało to na żarliwe przeprosiny ani
deklarację dozgonnej miłości. Musiałam przyznać, że właśnie na coś
takiego liczyłam.
- W czym ma mi to pomóc? - zwróciłam się do Minky, która
wbiegła do pokoju. - Nie będziemy już dłużej zwlekać - powiedziałam i
pona
ous
l
a
d
an
sc
jednym ruchem zdarłam papier z pudełka. Zajrzałam do środka i po
krótkim szoku wybuchłam tak głośnym śmiechem, że aż Minky zaczęła
szczekać. Całe pudełko, po same brzegi, wypełnione było zupami instant
z makaronem. Cóż, przynajmniej nie umrę już śmiercią głodową.
Wzięłam jedną z nich do ręki i nagle zdałam sobie sprawę, że prawie nic
nie waży. Dlaczego więc pudełko było takie ciężkie? Wyrzucałam zupki
na łóżko, aż wreszcie na dnie zobaczyłam piękny, lśniący laptop.
Przejechałam po nim dłonią i podłączyłam go. Ujrzałam na monitorze
swoje zdjęcie. Oczywiście na plaży, oczywiście w bikini, a za uchem
miałam zatknięty kwiat hibiskusa. Simon stał tuż obok w poszarpanych
dżinsach i rozpiętej koszuli. To zdjęcie było zrobione zaraz po ślubie. Ile
szczęścia i miłości emanowało z naszych roześmianych twarzy! Chciał,
żebym była szczęśliwa i rozumiał moje potrzeby. Poczułam w oczach
piekące łzy, nie mogłam ich już dłużej powstrzymać. Coś we mnie pękło,
jakby po wielu latach puściła jakaś niewidzialna zapora. Potoki łez
spływały mi po policzkach i nie byłam w stanie nad sobą zapanować.
Wiedziałam, że jest to decydujący moment w moim życiu i chyba jeszcze
nigdy się tak nie bałam. Decyzja należała tylko do mnie, ode mnie
zależały nasze dalsze losy. Mogłam nadal udawać, że mam pełną kontrolę
nad swoim życiem, że jestem niezłomna i działam zgodnie z pla- nem.
Mogłam też wyznać moim czytelniczkom całą prawdę. Ale musiałabym
znowu postawić wszystko na jedną kartę, tę, która już kiedyś tak bardzo
mnie zawiodła.
- Jesteś w domu? - rozległ się głos Grace. - Hej, piękna, gdzie
jesteś?
- Tutaj - zawołałam, ocierając łzy. Było jednak słychać, że jestem
pona
ous
l
a
d
an
sc
roztrzęsiona.
- Cześć! Co tu się dzieje? - Spojrzała zdziwiona na łóżko zarzucone
zupkami, a potem na laptop i na tapetę z naszym zdjęciem.
- No, no, widzę, że dzisiejsza koktajlowa noc zapowiada się
niezwykle emocjonująco - powiedziała ze współczuciem, patrząc na moją
zapłakaną twarz.
ROZDZIAA DWUNASTY
Rozpuściłam włosy i zrobiłam makijaż, starając się zatuszować
ślady po chwili słabości. Włożyłam seksowną sukienkę z dużym
wycięciem na plecach. Zawsze kiedy ją wkładam, czuję się szalenie
atrakcyjna i pociągająca. Miałam nadzieję, że tak będzie i tym razem.
Na dworze było jeszcze jasno, gdy zebrałyśmy się u Sary.
Gospodyni wieczoru, jak zwykle, wyglądała uroczo. Czasem mi się
zdawało, że w ogóle nie ma żadnych problemów. Na nasze spotkania
zawsze wkładałyśmy bardzo elegancki strój, mimo że nie wychodziłyśmy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- GR888. Child Maureen Królowie Kaliforni 02 Niepokorna żona (Harlequin Goršcy Romans (tom 888)
- Hunter Kelly Ĺwiatowe Ĺťycie Duo 297 Romans w Szampanii
- Fielding Liz Harlequin Romans 1090 MÄ Ĺź potrzebny od zaraz
- 0994. Blake Ally PlaĹźa dla dwojga
- 01b
- Herbert, Frank The Dragon in the Sea (Under Pressure)
- 0091. Hunt Jena Utracona samotnośÂćÂ
- Ilona FelicjaśÂska Wszystkie odcienie czerni
- Hemingway, Ernest Addio alle armi
- Bush, George The Unauthorized Biography (English)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- missremindme.htw.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.