[ Pobierz całość w formacie PDF ]
musiał przeżyć, własny ojciec wyrzucił go z domu, wywiózł i umieścił u
dwojga starych ludzi, którzy ledwie są w stanie zadbać o porządek w
swoim domu!
Usłyszawszy to, Elise odwróciła się na pięcie, spojrzała Signe prosto w
oczy i ogarnęła ją taka wściekłość, że miała wrażenie, że coś eks-
plodowało w jej głowie. Dość tego! Starczy tych uprzejmości!
- I ty mówisz o odpowiedzialności? - wywaliła jej prosto z mostu. - Ty,
która przyszłaś tu i zostawiłaś swoje dziecko jak jakąś paczkę? Ty, która
opuściłaś malca, nie zapytawszy nas nawet, czy mamy możliwość się nim
zająć? Wyjechałaś, nie zastanawiając się nad tym, co czuje małe dziecko,
straciwszy matkę. Myślisz, że dwulatek jest w stanie zrozumieć, że jego
mama kiedyś wróci? Co czuł mały Sebastian, kiedy zapłakanego cisnęłaś
go Emanuelowi na ręce, wykrzykując z wściekłością i zatrzaskując z
hukiem drzwi? Jak myślisz, co przeżył, zostając nagle sam w obcym
domu, wśród obcych dzieci, w obcym łóżku? Co z ciebie za człowiek,
skoro porzucasz swoje jedyne dziecko, bo chcesz się kochać w spokoju z
nowym mężczyzną? Emanuela też zbałamuciłaś i zaciągnęłaś do łóżka, nie
zważając na to, że jest żonaty. Jesteś najbardziej pozbawionym skrupułów
człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkałam na swej drodze! Nie masz
sumienia, nie dręczy cię poczucie winy, nie jesteś w stanie żywić do
nikogo żadnych uczuć - myślisz tylko o sobie! Gardzę takimi jak ty! Jesteś
nędznym śmieciem, potworem i... - Zabrakło jej słów. Stała więc tylko,
drżąc ze złości i nie spuszczając wzroku z Signe.
Signe pobladła. Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie
przeszło jej przez gardło ani jedno słowo. Opadła ciężko na łóżko obok
Hugo i wyglądała na kompletnie zdezorientowaną.
Jej własna burzliwa tyrada poraziła Elise. Nie miała w zwyczaju tracić
panowania nad sobą, zwłaszcza wobec obcych. Poczuła się nieswojo, choć
wszystko, co powiedziała, było prawdą.
Wyszła powiesić na wieszaku płaszcz i kapelusz, pozostawiając Signe
samą. Uznała, że tej rozpieszczonej i lekkomyślnej dziewusze dobrze zrobi
chwila zastanowienia.
Dziwne, że jest napalone zarówno w piecu w salonie, jak i w kuchni,
pomyślała znowu.
Już zamierzała pośpiesznie wejść na górę, gdy na szczycie schodów
ujrzała postać w za dużej piżamie spoglądającą na nią z niedowierzaniem i
przerażeniem w oczach.
Wbiegła na górę i przytuliła mocno brata.
- Nie bój się, Peder - wyszeptała. - Rozzłościłam się tylko na Signe.
Wtulony w jej szyję, pokiwał głową i wyszeptał:
- A ja już myślałem, że wkradli się do nas jacyś obcy ludzie, i okropnie
się przestraszyłem.
Dotknęła dłonią jego czoła i stwierdziła:
- Chyba już nie masz gorączki. Idz się ubierz i zejdz potem na dół, a ja
tymczasem rozmówię się poważnie z Signe. A dlaczego napaliłeś w piecu
w salonie?
- Był tu Ludvig.
- Ludvig? - popatrzyła na niego, nie rozumiejąc w pierwszej chwili, o
kogo mu chodzi.
- No, sprzedawca.
- Sprzedawca? A, pan Lien?
- Prosił, by mówić do niego Ludvig. Poczuła lekki niepokój.
- A czego on tu chciał przed południem?
- Kristian i Evert wspomnieli mu, że jestem chory i leżę sam w domu
przez cały dzień. Przyniósł mi sok, jabłko i rodzynki.
I jeszcze dwa ciastka. Powiedział też, że niedobrze, gdy w domu jest za
zimno, i rozpalił w piecu.
Pokręciła głową, nic z tego nie pojmując.
- Pózniej o tym porozmawiamy, Peder. Ubierz się szybko!
Signe wstała i zwróciła się do Elise zduszonym głosem, z oczami
pełnymi łez:
- Bardzo mnie dotknęły pani słowa, pani Ringstad.
- Być może nie wyraziłam się delikatnie, ale tak właśnie odebrałam pani
zachowanie. Było mi żal Sebastiana.
Signe wybuchnęła płaczem.
- Emanuel jest jego ojcem. Czy nie powinien poczuwać się też do
odpowiedzialności?
- Owszem, dlatego zajęliśmy się chłopcem najlepiej, jak potrafiliśmy.
Proszę nie zapominać, że to pani sobie nie życzyła, by Emanuel miał
cokolwiek wspólnego z dzieckiem. Dlatego też pani rodzice zabrali
wnuka.
Signe wydała z siebie jęk, a w jej oczach znów pojawiła się złość.
- Matka i ojciec przyjechali po Sebastiana? I wy im na to pozwoliliście?
- Było nam bardzo ciężko się z nim rozstawać, ale Emanuel zachorował,
a ja pracuję w kantorze od ósmej rano do szóstej wieczorem. Musiałam
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Gordon Korman Everest 02 The Climb
- Stosowanie przepisów prawa pracy
- Beda Czcigodny Historia ecclesiastica gentis anglorum [english]
- Preston Fayrene Srebrny cud
- Opozycja Kosciola w PRL
- Forum dyskusyjne Przewodnik od A do Z [ ZLOTEMYSLI][by www.ebookforum.pl ]
- Fielding Liz Harlequin Romans 1090 Mć śź potrzebny od zaraz
- Anita Brookner Prywatne doznania
- Blayne Cooper (as Advocate) The Last Train Home (pdf)
- Sandemo Margit Saga o Królestwie śÂwiatśÂa 11 Strachy
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- speedballing.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.