Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

w naszym towarzystwie.
Fate roześmiał się.
- Nie. Muszę poszukać ojca dzieciaków i wybieram się w
miejsca, gdzie arystokraci nie powinni się pokazywać.
- Niech się pan lepiej zastanowi, czy pan tam pasuje. - Lilliheun
obejrzał Fate'a od stóp do głów. - Wygląda pan jak jeden z nas.
- Owszem, ale zaraz się przebiorę.
Neiland popatrzył na Lilliheuna, który kiwnął głową.
- Idziemy z panem - oświadczył Neiland. - Proszę nie
protestować. Myli się pan, jeśli sądzi, że nic nie wiemy o londyńskiej
biedocie. W East Endzie jest kilka klubów dla hazardzistów i... inne
miejsca.
- Chodzicie tam? - spytał cicho Fate.
- Nie, niezupełnie - mruknął Lilliheun. - Ale znamy ludzi, którzy
odwiedzają te domy,
- Och, znacie ludzi, którzy tam bywają. Wielka różnica, nie?
- Tak czy inaczej, idziemy z panem - odparł Neiland. -
Ostatecznie to moja matka opiekuje się teraz tymi dziećmi, więc i na
mnie spoczywa odpowiedzialność za odnalezienie ich ojca.
- Nie - odparł krótko Fate. - Nie spoczywa. Mimo to nie
protestował więcej.
165
Anula
ous
l
a
and
c
s
Po pewnym czasie znalezli się w plątaninie wąskich, słabo
oświetlonych uliczek. Ustały śmiechy i żarciki, którymi dodawali
sobie w drodze animuszu. Dalej szli w milczeniu.
- To tutaj - mruknął Fate.
- Gdzie? - spytał Lilliheun rozglądając się dookoła. -Przecież tu
cuchnie zgniłą kapustą!
Fate wskazał dłonią okno pokoju, w którym mieszkał z
Raddami. Podskoczył, chwycił dłonią żelazną poręcz balkonu i
podciągnął się na górę. Neiland i Lilliheun patrzyli na niego z
otwartymi ze zdziwienia ustami.
- Idzcie od frontu - zawołał do nich kapitan. - Otworzę wam. To
pierwsze drzwi od ulicy Basket.
Panowie ostrożnie przeszli uliczkę do końca i szybko skręcili w
Basket. Drzwi uchyliły się od razu, gdy się do nich zbliżyli.
-Nie ma do nich klucza - wyjaśnił Fate. - Trzeba przesunąć od
środka sztabę, żeby można było wejść.
Kiedy Neiland i Lilliheun znalezli się w środku, umieścił sztabę
na miejscu, w poprzek drzwi i zapalił kilka świec.
-Czy chce pan powiedzieć, że te wszystkie dzieci mieszkały w
tym... tym...
Lilliheun zająknął się na widok malutkiego pomieszczenia pod
schodami z kuchennym stołem.
- Teraz oczywiście nie jest tu tak czysto jak wtedy, gdy sprzątają
dzieciaki - pocieszył go Fate, wspinając się po schodach. - Na górze są
166
Anula
ous
l
a
and
c
s
jeszcze dwa pokoje, kominek i strych. Ale ten dom należy tylko do
Radda i mnie, więc nikt nie może nas wyrzucić.
Podążający za nim Neiland i Lilliheun nie wiedzieli, co
odpowiedzieć.
- Chyba że obaj trafilibyśmy na szubienicę. Wtedy wasz książę
grubasek i jego kolesie oczywiście zabraliby ten dom.
- Rząd by go sobie przywłaszczył? - zdziwił się Lilliheun.
-Właśnie. Wszystko zabierają, jak tylko gospodarz zawiśnie.
- Ale pan nie planuje zawisnąć, Locksley - upewnił się Neiland,
obserwując, jak Fate zmienia nowe, błyszczące pantofle na zniszczone
buty do jazdy konnej.
- Jasne, że nie - uśmiechnął się kapitan.
Zdjął garnitur, fular i kamizelkę, w których poszedł na
wieczorek muzyczny. Z drewnianej skrzynki z zepsutym zamkiem
wyjął kurtkę. Była na niego za duża i gdyby się zapiął, schowałby pod
nią cały kosz ze smakołykami na piknik. Zamiast kosza wcisnął
jednak za pasek rewolwer, który wcześniej uważnie załadował.
Zawiązał sobie wokół szyi żółtą chustkę, założył kapelusz i zaczął
przeglądać zawartość kieszeni kamizelki i garnituru. Przełożył do
nowego stroju złoty kolczyk, garść waniliowych groszków,
tabakierkę, dwa kamyki i naparstek.
- Umiecie używać noży? - spytał niespodziewanie i wyciągnął
dwa ze skrzynki. - Możecie je wziąć. Będziecie bezpieczniejsi, jak
chłopaki zobaczą, że jesteście uzbrojeni. - Rzucił broń Neilandowi i
167
Anula
ous
l
a
and
c
s
Lilliheunowi, i poczekał, aż przypną ją sobie do pasa. - Na wszelki
wypadek muszę zajrzeć do drugiego pokoju. Artie na pewno by
przyszedł, gdyby nas usłyszał, ale mimo wszystko sprawdzę.
Wyszedł i po kilku chwilach wrócił.
- Nie ma go. Chodzcie, wypuszczę was. Lilliheun i Neiland
wyszli na zewnątrz. Rozległ się trzask zakładanej sztaby i zaraz
pojawił się Fate.
- Tędy - mruknął, naciągając kapelusz głębiej na oczy. - I nie
rozglądajcie się, nie szukamy kłopotów, a biorąc pod uwagę wasze
stroje, możemy się ich i tak spodziewać. I ostrzegam, ludzie mogą
mnie tu nazywać Jason. Dopóki nie zjawił się Eversley, nikt nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.