Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

chać, obmyślić jakąś strategię...
Nie pojechał, bo zajęty był przygotowaniami do ślubu. Abby cieszyła się, że nie
powiedział tego głośno.
- Teraz pracownicy rancza próbują opanować sytuację. Muszę być z nimi w stałym
kontakcie, żeby koordynować ich działania. Myślę, że lepiej będzie, jeśli spędzę noc tu,
w gabinecie. Telefony będą dzwonić bez przerwy, a ty powinnaś się wyspać.
- Telefony mi nie przeszkadzają - szepnęła. - Chcę, żebyś był ze mną tej nocy.
- Nie wiem, czy będę mógł - odparł niecierpliwie. - Może przyjdę pózniej. Nie cze-
kaj na mnie.
- To przecież nasza noc poślubna - powiedziała jeszcze ciszej.
- Wiem o tym - uciął Leo.
Mięsień na jego szczęce zadrgał, kiedy sięgnął po telefony. W następnej chwili ca-
łą uwagę skupił na rozmowie. Abby poczuła, że została odprawiona z kwitkiem.
Cicho przymknęła za sobą drzwi i wolno przeszła przez salon, wyzywając się w
duchu od idiotek. Dlaczego tak bardzo zależało jej na tym, by spędzili razem noc poślub-
ną? Dlaczego, gdy odmówił, poczuła się zraniona i nieszczęśliwa jak jakaś zakochana
kretynka? Po prostu nie było takiej siły, która mogłaby wyleczyć ją z romantycznych złu-
dzeń, kiedy chodziło o małżeństwo. A zwłaszcza - o jej własne małżeństwo.
Zamyślona, otworzyła oszklone drzwi i wyszła na taras. Można było z niego zejść
po kilku stopniach, a dalej wąska ścieżka wiła się wśród palm, prowadząc ku plaży. Ab-
by zrzuciła sandały i ruszyła powoli w stronę oceanu.
Tego dnia pogoda była kapryśna, nad horyzontem wisiały ciężkie sine chmury. Na
ich tle morze lśniło jasną jadeitową barwą. Ciepły wiatr rozwiewał włosy Abby, kiedy
powoli szła wzdłuż brzegu, brodząc w wodzie. Wdychała słone morskie powietrze, za-
słuchana w głęboką, potężną muzykę fal. Odetchnęła pełną piersią i wyprostowała ra-
miona. Przygnębienie powoli znikało, zupełnie jakby ocean ofiarował jej część swojej
niespożytej siły. Kiedy po pewnym czasie zawróciła i zaczęła iść w stronę domu, była
zupełnie spokojna. Nie będzie się martwić tym, czego Leo nie mógł lub nie chciał dla
R
L
T
niej zrobić. Skupi się na rzeczach, które ona mogła zrobić dla niego. W miarę swoich
możliwości zadba o to, żeby ich małżeństwo było udane. Była to winna dziecku.
Weszła do domku i zapaliła światło w salonie.
Nie musiała się zastanawiać, gdzie jest Leo - z gabinetu dobiegał jego podniesiony
głos. Skierowała się prosto do małej, ale nowocześnie urządzonej kuchenki. Nastawiła
ekspres do kawy i otworzyła lodówkę. Na szczęście gospodarz zadbał o to, by była w
pełni zaopatrzona. Parę minut pózniej ustawiła na tacy dzbanek z parującą kawą, owoce i
przekąski i zaniosła mężowi.
Kiedy stanęła w drzwiach gabinetu, Leo podniósł na nią wzrok pełen zaskoczenia.
Nie przerywając rozmowy, przesunął papiery, które zaścielały biurko. Abby podeszła
bliżej i zobaczyła, że były to mapy terenów należących do Złotych Ostróg. Leo zaznaczał
na nich coś ołówkiem. Na ekranie podłączonego do internetu laptopa wyświetlała się bie-
żąca prognoza pogody dla południowego Teksasu.
Kiedy postawiła tacę na biurku, Leo chciał coś powiedzieć, ale powstrzymała go
gestem. Położyła palec na ustach, przesłała mu całusa i wyszła. W progu odwróciła się i
zobaczyła, jak nalewa sobie pełen kubek kawy i pociąga pierwszy łyk tak łapczywie,
jakby umierał z pragnienia.
Abby poszła prosto do łazienki, rozebrała się i odkręciła prysznic. Stojąc pod ła-
godnym strumieniem ciepłej wody, uniosła głowę. Cieszyła się słodkim smakiem kropel,
które spływały po jej wargach. Marzyła o słodkich pocałunkach Leo i o jego gorących
dłoniach pieszczących jej nagie ciało... Z westchnieniem zakręciła wodę, wytarła się i
osuszyła włosy, a potem włożyła seksowną koszulkę nocną i weszła do pustego zimnego
łóżka. Czekała ją długa samotna noc.
Gdy się obudziła, pierwszą rzeczą, jaka do niej dotarła, był zapach świeżo zaparzo-
nej kawy. Poranne słońce złociło wierzchołki palm, zaglądało do sypialni, wypełniając ją
ciepłym blaskiem. Abby szybko wstała, wskoczyła w szorty, pomarańczową bluzeczkę i
sandały i ruszyła za upojną wonią jak pies gończy.
Miała nadzieję, że pożar w Złotych Ostrogach został już ugaszony. Marzył jej się
beztroski, leniwy dzień na plaży, a potem romantyczny wieczór przy świecach. Długie
spokojne rozmowy z Leo, dzięki którym poznaliby się lepiej...
R
L
T
Przywołała uśmiech na twarz i weszła do kuchni. Jej mąż, w tym samym ubraniu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.