[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Balezego.
Janek Racyniak podsunął Leszczu. Dawniej Cyna, a od dzisiaj Mie...
Bardzo miło, że masz tyle do powiedzenia przerwał mężczyzna. Ale nie ciebie pytałem,
Leszczyński.
Ja tylko... dyżurny spuścił wzrok.
A kto pilnuje portierni? Wiesz, ile ci grozi karniaków za samowolne opuszczenie stanowiska?
Ale p-panie Ru... ru... zapowietrzył się Leszczyński. Panie W-witku, ja chwilowo, nowego
wpuścić i w ogóle...
Brał od ciebie jakieś pieniądze? pan Witek spojrzał na mnie badawczo.
Absolutnie nie odpowiedziałem zgodnie z praw-
62
dą. To sympatyczny chłopak, proszę pana podniosłem plecak. Szczery i bezpośredni.
No, no mruknął rudowłosy Oczywiście. Kiwnął głową na Leszczyńskiego, żeby zmiatał.
Leszczyński zmiótł natychmiast.
Witold Rudziawka przedstawił się. Jestem tu wychowawcą, dasz wiarę? W oczach
rudowłosego zamigotał smutek. Chodz westchnął spiszę twoje dane i zaprowadzę na
salony No, a za piętnaście minut obiad.
Wydawał się nad wyraz miłym człowiekiem. Na krótką metę.
Gdzie jest mój bloczek, Manik? Gnitecki nerwowo przerzucał ubrania.
Jaki bloczek? zapytany uniósł leniwie głowę znad poduszki.
Obiadowy warknął Gabryś. Nie udawaj głupka, głupku.
Na pewno ci skubnął ożywił się gryzmolący w notesie Guzek. Ja bym go zrewidował.
Nie słuchaj go bronił się Patryk. Nie mógł sobie pozwolić na bijatyki, bo trafi do izolatki. Od
lipca wyłapał już dziewięćdziesiąt pięć punktów karnych i na tym koniec.
No dobra burknął Gnida, odgarnąwszy koszule. Są wszystkie, nawet te lewe. Swoją
drogą...
Rozległo się natarczywe stukanie do drzwi. Gabryś mrugnął do Guzka, by ten pofatygował się i
otworzył. Nie wolno
63
im było zamykać się na patent, ale mieli w nosie ten zakaz. I wiele innych.
To... to kompletny wariat! jęczał w progu zasapany chłystek z pokrytymi żelem włosami.
Nastukał Leszcza i przysłał mnie, żebym wam powiedział...
%7łelu, co ty fanzolisz? zdumiał się Gnida. Kto nastukał Leszcza?
Cyna chłopak przecisnął się obok pokąsłującego Guzka. Cyna nastukał. Rzucił się jak
bestia i Rudy go zakwaterował...
Gnitecki wyprostował się z gniewem w oczach. Podbita kolanem półka runęła na podłogę wraz z
ubraniami.
Cyna nie istnieje, pamiętasz? zapytał Manik, czyszcząc poślinionym palcem czubek buta.
I w ogóle powtórz wszystko jeszcze raz z jakąś logiką, bo cię rozgniotę jak zdechłą wesz
syknął Gnida, trąc kolano.
Rudy Cynę wpuścił, Mielonego znaczy %7łelu oblizał wargi, patrząc łakomie na karton z
sokiem. Orange... Kurczę, jak tu gorąco!
Patryk, wez go palnij w dynię, zanim ja to zrobię zdenerwował się Gabryś, patrząc na
zegarek. Powinniśmy schodzić.
Nie, nie nażelowany chłystek wsadził ręce w kieszenie. Mielony wszedł, a Leszczu chciał
go skasować na zwyczajowego piątaka, no to ten Leszcza obezwładnił i mu nastukał oczy
chłopaka błądziły po kartonie. Na to przyszedł Rudy i go zabrał. Leszczu mnie wysłał, bo musi
64
I
siedzieć na dyżurce szczupłe dłonie wyskoczyły z kieszeni, a rozcapierzone palce zacisnęły się
na kartonie. Na stół chlusnęła żółtawa ciecz.
%7łelu spojrzał z rozpaczą na zalany notatnik Gabrysia, kwiknął cichutko i zwiał, zanim ktokolwiek
się odezwał.
Szybki jest odkaszlnął sucho Guzek. Niech go zaraza! Jak to się stało, że powtarza
pierwszą klasę? Z taką szybkością działania powinien kończyć studia.
Swoją drogą, mógłbyś coś z tym kaszlem zrobić burczał Gnida, wycierając ręcznikiem
okładkę zeszytu. Do lekarza idz, albo co.
Ja? zdumiał się Guzek. A czy ja kaszlę?
Wchodziłem za panem Witkiem krętymi schodami wypucowanymi na błysk. Mógłbym się w nich
przejrzeć i ogolić. Gdybym miał zarost. Zapach środków czystości oraz czegoś nieokreślonego
przyprawiał mnie o mdłości.
Przemykający grupkami chłopcy zerkali na mnie ciekawie, szepcząc coś niezrozumiale. Zupełnie
jak ten koleś siedzący przy stoliku na początku korytarza pierwszego piętra.
Mówiłeś coś? zjeżyłem się, obdarzywszy wspomnianego ciężkim spojrzeniem.
Koleś zbladł i spuścił wzrok na zadrukowaną kartę.
Nic bąknął cicho.
Wychowawca obejrzał się, po czym pokręcił głową.
Zielonka, na jutro regulamin odwiedzin na śpiewająco rzucił gniewnie. Zrozumiano?
65
Tak jest, panie wychowawco! wyprężył się Zielonka.
Zrozumiałem, czym było to nieokreślone w powietrzu. Nienawiść i strach. Poczułem zimno.
Pokój sto piętnaście oznajmił pan Rudziawka. Twój cały świat na kilka lat!
Ja tylko do półrocza, proszę pana wyjaśniłem, gapiąc się na wymalowane czarną farbą cyfry:
115 mój szczęśliwy numerek.
Pokój nie był zamknięty, choć najwyrazniej zamieszkały przez oszalałych na punkcie porządku
osobników. Uśmiechnąłem się z politowaniem. Ja od przeprowadzki nie zdążyłem tak swojego
wysprzątać i nie zanosi się, by mi się to udało przed trzydziestką.
Trzydrzwiowa szafa z lustrem. Trzy brązowe tapczany przykryte szarymi kocami. Stół i trzy kryte
brązowym materiałem krzesła. Kawałek brązowej wykładziny w szachownicę. Trzy pomalowane
olejną farbą brązowe szafki przy tapczanach. Na ścianie obok drzwi regulamin w drewnianej ramie.
Nic więcej.
Niezle, co? pan Witek szturchnął mnie, bym wchodził.
Czy ja wiem? westchnąłem, rozglądając się za wolnym tapczanem. Na tym za szafą koc był
złożony w kostkę, uznałem więc, że jest wolny, i rzuciłem nań plecak. - A dlaczego tu nie ma
żadnych plakatów ani lampek nocnych?
Bo w nocy się śpi wyjaśnił rudowłosy mężczyzna. Daj skierowanie.
66
Podałem wygnieciony druczek i nagle usłyszałem sygnał wiadomości. Głos z zaświatów. Wyjąłem
telefon, zerkając na wyświetlacz. To od Ptaka. Z bijącym sercem wcisnąłem klawisz. Synu, ale
sensacja, chyba padniesz i nie wstaniesz!!! Sam w to nie wie..."
Telefonów też się nie używa wychowawca wyłuskał mi z dłoni aparat, nim zdołałem
przeczytać wiadomość. W pokoju kierownika jest aparat do rozmów z rodzicami.
Jak to? Nie może mi pan zabrać komórki! machnąłem ręką.
Rudy chwycił mnie za nadgarstek i ścisnął boleśnie.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- 18=Marius Brothers 8 Virgil
- Laurie King Kate Martinelli 04 Night Work
- Marek Aureliusz Rozmyslania
- Warren Murphy Destroyer 131 Wolf's Bane
- Milan Ryzl Parapsychologia praktyczna
- Cheryl Dragon Pushing Penny (pdf)
- 336. Drake Dianne Nagroda dla wytrwaćąĂ˘ÂÂych[1]
- Armentrout Jennifer L. Onyx . Tom 2
- Hunter Kelly śÂwiatowe śąycie Duo 297 Romans w Szampanii
- Grobowa Tajemnica Harris Charlaine
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ministranci-w.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.