Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wszystko przejść od grózb do czynów.
Omar Jussef spojrzał na swoje dłonie. Zwarł pięści z całej siły. Nie sprawiał wrażenia
silnego człowieka, przeciwnie wydawał się słaby, nawet zbyt słaby jak na swój wiek. Ale
wbrew temu czuł w sobie siłę, której nikt w nim nie podejrzewał, nawet syn, który znał go
najlepiej. Wyprostował się.
- Widziałem dziś rano George a Sabę - oznajmił.
- W więzieniu? Jak się tam dostałeś?
- Nieważne. George nie mieni się realistą, bo nie ma swobody wyboru.
- Ale my mamy. Mam problem, dlatego przyszedłem do ciebie. Możemy wszystko
stracić i w ogóle grozi nam niebezpieczeństwo, a największe tobie, tato. - Głos Ramiza
załamał się. - Nie wiem, jak mógłbym żyć bez ciebie, tato.
Omar położył rękę na ramieniu syna. Ramiz ukrył twarz w dłoniach. Ramiona mu
drżały. Po chwili wytarł łzę i uśmiechnął się niepewnie. Był tęższy od ojca. Z rysów podobny
do matki Omara. Miał wystające kości policzkowe i łagodne, leniwe spojrzenie, za którym
jednak kryła się nieprzeciętna inteligencja. To, co mówił, znamionowało normalnego,
przyzwoitego człowieka. Martwi się o dzieci, o pracę, o ojca, snuł rozważania. Ramiz myśli o
przyszłości, chce rozwijać firmę i nie chce ryzykować życia po to, by ludzie go zapamiętali.
Ja zaś chcę ujawnić, kto zabił Dimę Abdel Rahman, i chcę uratować George a Sabę. Dima nie
żyje, już jej nie ma, Saby też jakby nie było. A jak mnie ludzie będą wspominać? Jako tego,
który wychował dzieci na wartościowych ludzi, czy jako tego, który sprowadził nieszczęście
na swoją rodzinę.
Tak zawsze było i tak jest. Zwiata nie zmieni, choćby nawet mógł. Wystarczy spojrzeć
na luksusowe auta, którymi rozjeżdżali się najgłupsi z jego dawnych uczniów, aby dojść do
smutnego wniosku, że wiedza i honor nie mają żadnego znaczenia w dzisiejszym świecie. Ale
miały znaczenie dla niego. Jeśli mam duszę, pomyślał, to jej wnętrze wypełnia miłość do
synów, żony i wnuków, otoczkę zaś stanowią zasady moralne, których nie ima się błoto
Betlejem. Jeśli Ramiz nie rozumie tego teraz, to zrozumie pózniej.
Wstał, zdjął z wieszaka w przedpokoju beżową kurtkę i włożył.
- Tato, gdzie się wybierasz?
- Zamierzam z kimś porozmawiać - rzucił Omar od drzwi i wyszedł. Skierował się w
stronę suku. Był wściekły, a zarazem opanowany. Ci bandyci z Brygad Męczenników zaczęli
mu grozić. Nie śmieli jednak stanąć z nim twarzą w twarz. Poszli do syna. Dlaczego wszyscy
zawsze knują za jego plecami? Bandyci urabiają Ramiza, Steadman spiskuje z inspektorem
oświaty. Trzeba temu położyć kres, ujawnić wszystko. Tylko kto to ma zrobić? Chyba tylko
on sam - Omar Jussef - bo nikt mu nie pomoże.
Przepełniał go gniew, ale jednocześnie spłynął na niego spokój. Wynikało to z
przekonania, że jest u siebie, że należy do tego miasta bardziej niż ci bandyci. Jego ojciec był
znaną osobistością i najznamienitsze rody w Jerozolimie darzyły go szacunkiem, podczas gdy
klan Husajna Tamariego koczował w plugawych namiotach na skraju pustyni. W świecie ojca
Omara panowało prawo i porządek, a na pustyni rządziły obyczaje równie okrutne i ostre jak
palące słońce. Dziś ludzie z klanu Tamariego osiedlili się we wsi Teqoa, na południe od
Betlejem. Ale niewiele się różnili od przodków koczujących na pustyni. Byli tak samo
brutalni i okrutni jak oni.
- Pokój z tobą, ustaz.
- I z tobą - odpowiedział machinalnie Omar. Rozpoznał jednego z byłych uczniów.
Pamiętał, że został architektem, ale nazwisko młodego człowieka, mającego około
dwudziestu pięciu lat umknęło mu z pamięci.
- Jak zdrowie?
- Jeszcze dopisuje. A co u ciebie? Jak leci?
- Nie najlepiej. Złe czasy dla architektów. Mało się buduje, choć wiele budynków
legło w gruzach. I straciłem pracownię w Jerozolimie. Przejścia zamknięte, a przepustki nie
mam.
Zamienili jeszcze parę słów i się rozstali. Dopiero wtedy Omar przypomniał sobie, że
młody człowiek nazywa się Chalid Szukri. Jego ojciec zginął przed dwoma laty w
strzelaninie, która wybuchła przed jednym ze szpitali. Omar żałował, że nie przypomniał
sobie nazwiska wcześniej. Zapytałby go o matkę, słyszał bowiem, że po śmierci ojca popadła
w depresję.
Gdy rozmyślał o przypadkowym spotkaniu z dawnym wychowankiem, znów ogarnęła
go złość na bandytów, którzy miasto zamienili w piekło. Chalid był bardzo zdolnym uczniem. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.