[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wsiąkały we włosy i w poduszkę. Slade uniósł głowę, dostrzegł łzy i zaczął je
wycierać.
- Czemu płaczesz? Odwróciła głowę.
- Spójrz na mnie - próbował odwrócić jej głowę.
- Czas! - wykrzyknęła niespodziewanie. Spojrzała na zegarek przy łó\ku. Za
chwilę miał tu być Brock.
- Muszę się spieszyć. Puść mnie ju\.
- Nie puszczę cię, dopóki mi nie powiesz, dlaczego płakałaś.
- A jak myślisz? - spytała szorstko i od razu po\ałowała tego. - Przepraszam. Po
prostu puść mnie ju\, dobrze?
Zwlekał. Przyglądał się jej uwa\nie, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć.
Zastanawiał się, czy Trący pomyśli, \e zwariował. Trudno, nie potrafił dłu\ej
milczeć:
- Co byś zrobiła, gdybym poprosił cię, \ebyś została? Zostałabyś?
- Zostać?! - nie wierzyła własnym uszom. Zrobił wszystko, co mógł, \eby
wyjechała, a teraz chce, \eby tu została?
- Czy chocia\ wiesz, co mówisz? - spytała. - Helikopter będzie tu lada moment.
Muszę się ubrać i...
Namiętność zniknęła. Zwykła rzeczywistość brutalnie wdarła się między nich.
Slade zdawał sobie z tego sprawę. Musi jechać. Oczywiście, \e musi. Co się z
nim dzieje? Jak mógł choćby wspomnieć o tym, \e chciałaby została? Widział,
\e jest zakłopotana pytaniem. Nie powinien był sobie na to pozwolić. Przesunął
się na bok. W jego oczach czaiła się złość. Nie była wymierzona w Trący. Slade
myślał o przeszłości. Myślał o Jasonie Moorlandzie. Nienawidził go.
Nienawidził wszystkiego, co było w jakikolwiek sposób związane z
przeszłością, wszystkiego, co przeszkadzało mu teraz zbudować swoje
szczęście. W tej chwili nienawidził nawet Jemmy Dawson. Czy musi płacić za
jej błąd przez całe \ycie? Płacił za to ju\ jako dziecko, nie mające ojca, jako
nastolatek bez nazwiska, potem za ka\dym razem, kiedy musiał dzielić się
wszystkim, co dało Double J", a co mu przypominało, \e ranczo nie jest jego
własnością.
A teraz jeszcze Trący Moorland. Czy nie był to kolejny, gorzki dowcip losu?
Trący wybiegła z pokoju. Wsłuchiwał się w odgłos jej kroków na korytarzu.
Dobiegł go dzwięk zatrzaskiwanych drzwi do łazienki. Zaraz się ubierze,
przygotuje i wyjedzie, pomyślał. Wszystko skończone. Ju\ nie będzie musiał
wyje\d\ać z rancza. Ju\ nie będzie miał kogo unikać. Czekał na ten moment od
chwili jej przyjazdu, a teraz, kiedy miał on nastąpić, czuł straszny ból.
Westchnął cię\ko i wstał z łó\ka. Kiedy zakładał spodnie usłyszał, jak
otworzyły się drzwi łazienki. Po chwili Trący weszła do sypialni. Była owinięta
białym ręcznikiem. Nawet na niego nie spojrzała. Zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Azy ju\ obeschły na jej policzkach, ale oczy miała wcią\ wilgotne. Mogła się
rozpłakać w ka\dej chwili.
Powinien był wyjechać, jak tylko się obudził. Nie powinni być razem. Wiedział
o tym i ta świadomość tylko potęgowała jego cierpienia. Wiedział, co czuła do
niego. Zdawał sobie sprawę, \e oboje nigdy się od tego nie uwolnią. Chciał jej
wszystko powiedzieć, ,wytłumaczyć. Powinna poznać prawdę.
- Trący... - powiedział i podszedł bli\ej. Ręce miała zajęte rzeczami. Zasłoniła
się nimi, jak tarczą.
- Ju\ dość - powiedziała szorstko.
- Tak, wiem - odparł. Wziął głęboki wdech. - Chciałem ci tylko coś powiedzieć.
- Nie chcę niczego słuchać - odpowiedziała i cofnęła się niepewnie. Zauwa\yła,
\e zrobił kolejny krok w jej stronę. Spojrzała na drzwi, potem znów na niego.
- Zrobiłeś ju\ wystarczająco du\o. Daj mi teraz spokój. Pozwól mi wyjechać.
Spojrzała na komodę. Przez następne dni będzie sobie bezustannie zadawać
pytanie, co ją do tego zmusiło. Teraz tkwiła wpatrzona w fotografię, która tam
stała. Surowe wnętrze sypialni Slade'a, absolutny brak ozdób, idealnie czyste
meble i... ta fotografia. Stała tu\ koło niej i przyglądała się. Przez głowę
przemknęła jej myśl, \e rozpoznaje kogoś... Nie wiedziała, o co chodzi, ale
czuła, \e młody człowiek, uśmiechający się do niej z fotografii, jest jej znany...
Drgnęła. Przeło\yła swoje rzeczy do jednej ręki, drugą sięgnęła po zdjęcie.
Slade zbladł, widząc jak uwa\nie przygląda się parze na starej fotografii.
Trący nie mogła zebrać myśli. Na tym starym, czarno-białym zdjęciu, mocno
ju\ po\ółkłym, była młoda kobieta. Ta kobieta... młoda, bardzo ładna,
uśmiechnięta... była podobna do Slade'a.
- To ktoś z rodziny?
- To moja matka.
- A ten mę\czyzna...? - Znała odpowiedz w chwili, kiedy zadawała pytanie.
Pózniej przyszło jej do głowy, \e wiedziała, zanim zadała pytanie. To był Jason.
Młody, bardzo przystojny, uśmiechnięty Jason.
Opuściła rękę \e zdjęciem. Spojrzała na Slade'a.
- To Jason, prawda?
Twarz Slade'a była pozbawiona wszelkiego wyrazu. Wiedział, \e zostawienie
tego zdjęcia na wierzchu to powa\ny błąd, którego nie da się ju\ naprawić.
Kiwnął głową.
- Tak.
- Dlaczego on jest na tym zdjęciu z twoją matką? - Doskonale wiedziała
dlaczego, ale chciała to usłyszeć od niego. Czuła, jak \ołądek podchodzi jej do
gardła. Ale Slade nie odpowiadał. Wiedziała dlaczego. Był zaskoczony nie
mniej ni\ ona. Czuła, \e go nienawidzi. Tak bardzo, \e, gdyby tylko mogła,
zniszczyłaby go natychmiast.
- Był twoim ojcem, tak? Odpowiadaj, do cholery? Więc to jest ta twoja wielka
tajemnica?! Zgadza się? Dlaczego...? - głos uwiązł jej w gardle. Dobrze
wiedziała dlaczego. Ale musiała to od niego wyciągnąć.
Nie odpowiadał. Zdjęcie wypadło jej z rąk i z trzaskiem upadło na podłogę.
Ramka zupełnie się rozbiła. Trący wybiegła z pokoju.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Collins Jackie Grzesznicy
- Collins Jackie Dziwka
- Berg Patti Zielona Gwiazdka
- Diana Palmer Men of the Hour 03 Secret Agent Man
- Jennifer L. Armentrout Onyx tom 2
- Coulter Catherine MśÂoda pani Sherbrooke
- Charlotte Boyett Compo Winds Through Time (pdf)
- GR850. (Duo) Lindsay Yvonne Nieodparta pokusa
- Barret_William_E_ _Czarnoksieznik_scr
- Dobrana para Jordan Penny
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- papierniczy.opx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.