Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pociąg do Sittingbourne w hrabstwie Kent.
Zdążyła. Trzynaście minut pózniej zziajana wpadła do pociągu. Cudem
udało jej się znalezć miejsce siedzące.
Angela patrzyła przez okno. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Co prawda,
często dzwoniła do ojca, aby spytać, jak się czuje, ale nie widziała go już od
146
R S
miesiąca. Zrobiło jej się wstyd, że tak go zaniedbuje, chociaż on nigdy jej tego
nie wymawiał.
- Nie martw się o mnie. - Uspokajał ją, gdy wciąż obiecywała odwiedzić
go wkrótce. - Daję sobie świetnie radę. Nie ma powodu do obaw. Masz na
pewno ciekawsze rzeczy do roboty niż odwiedzać starego ojca.
Angela uśmiechnęła się krzywo. Gdyby tylko wiedział! Wyobrażał sobie,
że jej życie w Londynie było jednym pasmem przyjęć, wieczorów w teatrze i
podniecających randek w restauracjach. A ona, będąc z natury tchórzliwa,
pozwalała mu w to wierzyć. Tak było prościej. Nie musiała niczego wyjaśniać.
Pociąg przejeżdżał przez przedmieścia Londynu. Przed oczami migały jej
rzędy małych domków z brązowej cegły. Westchnęła. Jej ojciec, który ostatnio
zaczął pasjonować się golfem i wędkarstwem, miał prawdopodobnie o wiele
ciekawsze życie towarzyskie niż ona. Po pracy prawie w ogóle nie wychodziła z
domu. Co prawda, spotykała się czasami ze starymi przyjaciółmi i nie
brakowało jej zaproszeń od kolegów, ale nic jej już nie cieszyło. Wyglądało to
beznadziejnie. Zdawała sobie z tego sprawę.
Nie można tego dłużej ciągnąć. Musi ułożyć sobie na nowo życie. Musi
się uwolnić od przeszłości, od nieustannego myślenia o Raszidzie.
Z takim postanowieniem jechała do Sittingbourne spędzić weekend z
ojcem. Czas stawić czoło rzeczywistości i znów przejąć kontrolę nad własnym
życiem. Czas raz na zawsze przegnać z myśli obraz Raszida.
Minęli gęsto zabudowane przedmieścia i wyjechali na otwartą przestrzeń.
Angela wpatrywała się z uporem w linię drzew majaczącą na horyzoncie.
Starała się stłumić nagły ból wywołany wspomnieniem Raszida.
Właśnie z powodu obawy przed bolesnymi wspomnieniami unikała
spotkań z ojcem. Zobaczyć ojca, to tak jakby zobaczyć Dżahirę i przywołać w
147
R S
pamięci wszystko, o czym z całej siły pragnęła zapomnieć. Często otrzymywała
propozycje spędzenia wieczoru poza domem, które odrzucała z powodu
Raszida. Wolała siedzieć samotnie w swoim małym, przytulnym mieszkanku.
Gdy była w towarzystwie innych, potrafiła tylko porównywać ich z Raszidem i
wyobrażać sobie, że jest z nim. Samotne spędzanie czasu w domu było mniej
bolesne.
Westchnęła zrezygnowana i popatrzyła przez okno na zielone pola i łąki.
Wegetowała tak już od całych trzech miesięcy. Było czystym szaleństwem
usychać z miłości do mężczyzny, który nic do niej nie czuł. Nie potrafiła
przestać go kochać, ale jej życie jeszcze się nie skończyło, musi otrząsnąć się z
rozpaczy i rezygnacji. Przynajmniej tyle była sobie winna.
Ten weekend miał być pierwszym etapem. Następnym będzie pójście na
drinka z Timem w przyszłym tygodniu, zdecydowała. Zbyt długo mu
odmawiała. Bardzo go lubiła. Najwyższa pora się zgodzić.
Po każdej stacji, na której zatrzymywali się, w pociągu robiło się coraz
luzniej. Angela wyprostowała nogi. Jej nastrój znacznie się polepszył. Od razu
inaczej spojrzała na świat. Wystarczyła odrobina wysiłku.
Zerknęła niecierpliwie na zegarek. Za kilka minut powinni zatrzymać się
w Sittingbourne. Teraz wprost nie mogła doczekać się tego weekendu. Zerwała
się na równe nogi, kiedy pociąg zbliżył się do stacji.
Ojciec nie wyszedł po nią na peron, ale przecież uprzednio ostrzegł ją, że
może nie przyjść.
- Mam oddać samochód do warsztatu i nie wiem, czy będzie zrobiony na
czas.
- Nie przejmuj się - zapewniła go beztrosko. - Mogę przecież wziąć
taksówkę.
148
R S
Mimo wszystko, idąc w stronę postoju taksówek rozejrzała się, czy go
gdzieś nie ma.
Serce podskoczyło jej z radości, gdy zobaczyła, jak z cienia wyłania się
niebieski, lśniący rover.
Kiedy samochód zatrzymał się, Angela przerzuciła torbę przez ramię i
szybkim ruchem otworzyła drzwiczki.
- Więc jednak udało ci się przyjechać - zawołała śmiejąc się i wsiadła do
środka. Lecz gdy drzwi zatrzasnęły się za nią, zamarła w bezruchu.
Nie mogła złapać tchu. Krew odpłynęła jej z twarzy. - Raszid uśmiechnął
się.
- Tak, habibti, jednak udało mi się przyjechać.
- Zmarszczył lekko brwi. - Nie wyglądasz na zbyt uradowaną moim
widokiem.
Uradowana jego widokiem? Nie mogła w to uwierzyć. Myślała, że już
nigdy go nie zobaczy.
A teraz Raszid, ubrany w szary, elegancki garnitur, siedział obok niej,
blisko, na wyciągnięcie ręki. Znów cierpiała z jego powodu.
Wpatrywała się w niego z histeryczną radością. Jej twarz miała taki
wyraz, jakby Angela zobaczyła ducha.
- Co ty tu robisz? Skąd się wziąłeś? - Jej pytania brzmiały trochę głupio,
ale tylko tyle była w stanie z siebie wydobyć.
- Twój ojciec pożyczył mi samochód. Oto, skąd się tu wziąłem. - Posłał
jej dziwny uśmiech.
149
R S
- Nie o to mi chodziło. Co robisz w Anglii? A przede wszystkim co robisz
w Sittingbourne? - Chyba śnię, mówiła sobie Angela.
- Może przyjechałem zobaczyć się z tobą? - Mówiąc te słowa, uśmiechał [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.