Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Lorent szedł ostrożnie i cicho, cały czas na wszelki wypadek spoglądając w
stronę drzwi prowadzących do schodów.
 Idz ostrożnie za mną  szepnął prosto do ucha lekarki.  Tylko dokładnie za
mną, bo cię złapią kamery. Są wymierzone w ważniejsze obrazy, rzezby, relikwie i
ołtarz. Tu jesteśmy bezpieczni.
 A grób tego Chrystiana czy jak mu tam?
 Kamery są przy jego posągu i obrazie bitwy w Zatoce Kilońskiej. Damy sobie
radę. Dawaj worek ze sprzętem.
Profesor po raz kolejny wyjął biper. Przyjrzał mu się dokładnie, jakby widział go
pierwszy raz w życiu. Pokręcił z dezaprobatą głową i wtedy właśnie poczuł chłód
długiego sztyletu na swojej szyi.
 Freeze! Ani drgnij!  szepnął po angielsku głos z tyłu.  Oddaj pudełko. Jak
naciśniesz guzik, zginiesz.
Przerażony Wilecki wolno podał biper napastnikowi. Oddech właściciela sztyletu i
wielkość dłoni, która ostrożnie wylądowała na ramieniu profesora, wskazywały, że
był to naprawdę potężny gość. Wilecki miał metr osiemdziesiąt wzrostu, przeciwnik z
pewnością przerastał go niemal o głowę.
 Prowadz!  zarządził głos.
 Ale dokąd?  spytał głupkowato profesor.
 Do środka.
 Chyba jest zamknięte, a ja tu jestem pierwszy raz, nie wiem, o co chodzi&
 Prowadz do swoich wspólników.
 Nie mam żadnych wspólników, proszę pana. Jestem naukowcem, przyjechałem
na badania.
Wilecki poczuł, jak druga postać, równie imponujących rozmiarów, chwyta go za
drugie ramię i zaczyna prowadzić ku bocznemu wejściu.
 Nie daj się prosić  przekonywał drugi głos.
Krzysztof rozłożył skromne narzędzia. Dłuto, niewielką wiertarkę na akumulator,
młotek, mały odkurzacz samochodowy. Zatarł ręce i ostrożnie zbliżył się do grobu
Chrystiana IV. Ola przykucnęła przy wejściu do kaplicy. Lorent wymierzył miejsce
uderzenia dłuta, ale szybko odłożył narzędzia. Zaniepokojony odwrócił głowę i zaczął
nasłuchiwać.
 Co jest?  spytała Sambierska.
 Cicho!  szepnął zaniepokojony Kapłan.
 Strażnicy?
 Nie.  Wstał i szybko podszedł do lekarki. Wyjrzał w stronę północnego wejścia i
zobaczył to, czego się obawiał. Dwóch potężnych mężczyzn prowadziło Wileckiego.
Dwóch pozostałych, niewiele ustępujących poprzednim posturą, coraz szybciej
podążało w ich stronę. Wyjęli sztylety i uważnie wpatrując się w Krzysztofa,
planowali w myślach ruchy.
 Znasz ich?  spytała przerażona Ola.
 Jeszcze nie  odparł spokojnie Krzysztof, idąc im na spotkanie.
 Uważaj!  pisnęła Ola.
Lorent nie zareagował. Szedł, jakby śpieszył się na samolot, a nie na spotkanie
morderców, z którymi właśnie za chwilę miał stoczyć walkę na śmierć i życie.
 Boże drogi&  szeptała Sambierska.
Gdy mężczyzni się zbliżyli, zaatakowali niemal natychmiast. Szybko, fachowo,
bezszelestnie. W mroku, rozświetlonym tylko wpadającym przez okna i witraże
światłem księżyca, Ola mogła dostrzec co najwyżej cienie i błyski szybkich ruchów
sztyletów.
Walczyli krótko. Po kilku sekundach było jasne, że nie mają z nim szans.
Krzysztof zablokował kilka uderzeń obu napastników, wreszcie złapał nadgarstek
jednego z nich. Niezauważalnym, szczególnie w ciemnościach, ruchem zabrał mu
sztylet. Drugą ręką uderzył jego towarzysza silnie w żebra, z lewej strony, pod
pachą. Podciął pierwszego, blokując jakąkolwiek możliwość jego dalszych ruchów.
Upadł z nim na ziemię, odrzucił sztylet napastnika daleko na podłogę i zaatakował
kolano drugiego mężczyzny. Ten również runął na ziemię, wiedząc, że dalsza walka
raczej nie ma sensu.
 Tak!  usłyszeli nagle donośny głos w prawej strony. Zza kolumny wyłonił się
niewielki człowieczek z siwą, niepokazną bródką. Do złudzenia przypominał Johna
Hammonda, właściciela Parku Jurajskiego, granego przez Richarda Attenborough, ze
słynnego filmu.
Krzysztof raptownie odwrócił się w jego stronę. Był zły na siebie, że zajęty walką [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.