[ Pobierz całość w formacie PDF ]
polega moja praca i jakie zadanie sprowadza mnie w te okolice.
- A tak, w naszej okolicy jest sporo kapliczek ze starymi rzezbami - powiedział i
pokazał mi na mapie ich lokalizację.
Leśniczówka była na przeciwległym brzegu łabędziej szyi i mogłem wjechać do wody
wehikułem, by jak amfibią przeprawić się na drugą stronę, ale wolałem na razie nie zdradzać
walorów mojego pojazdu. Byłem przekonany, że leśnik mówiąc o mnie będzie wymownie
malował kółko na czole.
Znalazłem niewielką polankę otoczoną sześcioma sosnami. Przodem do leśnej drogi
zaparkowałem wehikuł, a w cieniu wysokiego maliniaka rozstawiłem stary, czteroosobowy
namiot. Musiałem go wielokrotnie łatać, zszywać. Miałem już kilka wzorów śledzi
dokupowanych przez wiele lat w miejsce zgubionych lub zniszczonych. Uważałem, że w
moim wieku nie ma już sensu kupować nowego namiotu, a stary przypominał mi lata
młodzieńcze, pierwsze przygody.
Zadowolony z wiosennej, wspaniałej, słonecznej pogody wystawiłem przed domek
kuchenkę gazową i przygotowałem sobie makaron muszelki i jajecznicę. Potem z kubkiem
gorącej herbaty usiadłem na kocu pod drzewem i zapatrzony w wodę myślałem o tym, jakie
powinienem poczynić kroki. Wtedy ciszę zakłócił terkot traktora i okrzyki młodzieży.
Początkowo przeraziłem się, że ktoś postanowił rozbić obóz tu gdzie i ja.
Odetchnąłem z ulgą na widok harcerskich mundurków, bo z druhami zawsze udawało mi się
jakoś ułożyć sobie życie. Mogłem nawet czerpać korzyści z obecności harcerzy, którzy
mieliby przy okazji oko na mój namiot. Uśmiechnąłem się do wysokiego dryblasa z ogoloną
na łyso głową, wystającą żuchwą, w wojskowym stroju, z zawiniętymi rękawami bluzy.
- Czuwaj! - przywitałem go.
- Czuwaj! - odparł. - Pan tu od dawna?
- Od dziś.
- To nie miał pan szansy spotkać naszego patrolu. Byliśmy tu wczoraj.
Z doświadczenia doskonale wiedziałem, co teraz nastąpi. Młodzi ludzie już dawno
upatrzyli sobie to miejsce i teraz dryblasa czekała trudna operacja uprzejmego wyproszenia
mnie. Dotąd ustępowałem, teraz postanowiłem, że będzie inaczej.
- Upatrzyłem sobie ten zakątek na mapie już tydzień temu - oświadczyłem.
- Ale to my byliśmy pierwsi...
- Bardzo się cieszę, że byliście tu wczoraj i jak prawdziwi turyści nie zostawiliście po
sobie nawet jednego śmiecia, lecz są specjalne znaki... Teraz to już inne harcerstwo, czego
innego was uczą - żartowałem zachowując powagę.
Młodzian stropił się. Chyba podświadomie czuł, że robię go w konia, ale szacunek dla
starszych nie pozwalał mu polemizować. Postanowił grać na zwłokę.
- Pan pewnie stary harcerz?
- Zawsze sympatyzowałem z harcerzami.
- Lubi pan ciszę?
- Tak.
- Przyrodę?
- Oczywiście. Na tyle, żeby widzieć pod twoimi butami ledwo dyszącego z braku
tlenu opliszka tatarskiego...
Dryblas odskoczył, pochylił się nad miejscem, gdzie przed chwilą stał.
- Gdzie on jest?
- Wymyśliłem tego niezwykle rzadkiego owada występującego tylko w jednym
egzemplarzu.
Harcerz spojrzał na mnie spode łba.
- Lubi pan ciszę, przyrodę i dowcipy - prawie wysyczał. - To pewnie spodoba się panu
towarzystwo setki harcerzy, którzy dookoła pana wybudują obóz. Tu - wskazał łachę piasku
na brzegu - będzie nasza plaża. Niech pan nie przejmuje się chlupotem, bo będziemy kąpać
się turami, nigdy w sto osób na raz. Tam - tym razem palec wskazujący druha był
wycelowany dwadzieścia metrów ode mnie, za moje plecy - będzie plac apelowy. Rano
zbiórka, wieczorem zbiórka. Do tego alarmy, nocne marsze, śpiewy, bo my - proszę pana -
organizujemy kurs dla zastępowych.
- Bardzo się z tego cieszę - odpowiedziałem.
- Nie wyprowadzi się pan z tego miejsca?
- Ani mi się śni. Harcerze kochają ciszę i spokój jak i ja.
- Sam pan zrezygnuje. Jest tak jak pan powiedział, ale setki młodziaków nie da się
upilnować.
- Zobaczymy.
Dryblas odwrócił się na pięcie do grupy podobnych do niego, tylko młodszych
młodzieńców i traktorzysty spokojnie ćmiącego papierosa. Na przyczepie były ogromne
płachty namiotów obozowych.
Harcerze szybko rozstawili namioty w wachlarz wokół mnie. Na przyczepie mieli też
drągi i ścięte pnie młodych drzew, dar od leśnika, które wykorzystali do budowy bramy,
wieży wartowniczej przy brzegu oraz parkanu.
Dryblas jeszcze raz przyszedł do mnie.
- Pan ma samochód? - zagadnął mnie.
- Owszem - podniosłem wzrok znad książek. - Mało jeżdżę.
- A gdzie wygodniej panu będzie jezdzić przez bramę? Młodzian pokazał mi saperką
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Cykl Pan Samochodzik (59) Rodzinny Talizman JĂłzef Burny
- (17) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i... KindĹźaĹ Hasan beja
- (16) Nienacki Zbigniew Pan Samochodzik i nieuchwytny kolekcjoner
- 50 Pan Samochodzik i BrÄ zowy Notes Tomasz Olszakowski
- Cykl Pan Samochodzik (19) ZĹoto InkĂłw (2) Jerzy Szumski
- (54) Niemirski Arkadiusz Pan Samochodzik i ... Stara ksiÄg
- 82 Pan Samochodzik i Atlantyda Arkadiusz Niemirski
- Dudek Antoni & Madej Krzysztof (Redakcja) STAN WOJENNY W POLSCE. STAN BADAĹ
- The Beck Brothers 2 Sebastian Andria Large
- Cabot Meg Papla 02 Papla w wielkim mieśÂcie
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- speedballing.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.