[ Pobierz całość w formacie PDF ]
śpieszy... Chyba! Na wszelki wypadek i ja, raczej odruchowo, przyspieszyłem kroku...
Na próżno!
Miejsce Złotej Aani zajmował jakiś polski Nesh !
Jednak więc Harrisom się śpieszyło!
Szybko ciemniejące niebo przecięła bezgłośna błyskawica. Urwany szkwalik zmarszczył
na krótko oleistą wodę basenu portowego. Zadzwoniły fały o maszty na poruszonych nim
jachtach.
Proszę pana zagadnąłem przechodzącego nadbrzeżem bosmana kiedy odcumował
ten Anglik?
A będzie z pół godziny temu. I jak to poganiał celników! A przecież wywiesili
ostrzeżenie sztormowe...
Poszedł na silniku?
Nie, chociaż Nord, tylko patrzeć, jak dmuchnie! Ale on, panie, z tych klasyków, co to
bez motoru ich krypy...
Dziękuję panu! No, dzieciaki, biegiem do wehikułu!
A wehikułem biegiem po wodzie? nie omieszkał zapytać Jacek, ale w rosnących
ciemnościach posłusznie drobił obok.
Ruszyłem wąską aleją wzdłuż brzegu, szukając pierwszego zejścia na plażę...
Jest! krzyknąłem radośnie, skręcając między drzewa. Silnik zawył na wysokich
obrotach, gdy spod opon trysnęły fontanny piachu. Włączyłem długie światła. W ich blasku
błyskawicznie zbliżało się ledwo kołysane martwą falą morze...
Co wujek robi?! Potoniemy! zapiszczała Zosia.
Rety! wrzasnął Jacek.
Nie odpowiedziałem. Dodałem tylko gazu i dwa wachlarze wody uniosły się spod maski
wehikułu, który, zamiast iść na dno, jak tego oczekiwało po nim mocno przestraszone
rodzeństwo, siłą rozpędu płynął naprzód. Przełączyłem napęd, uruchomiając ukrytą w tunelu
śrubę, która nabierając obrotów odepchnęła nas z rosnącą prędkością od brzegu.
Jojoj! z podziwem pokręciła głową Zosia.
Jacek tylko mlasnął z zachwytu.
Jak widzicie i wehikuły na coś się przydają! zaśmiałem się, jednocześnie pilnie
wypatrując świateł toru wodnego.
Gdy wpłynęliśmy nań, nikogo nie było widać w świetle halogenów. Dla statków było zbyt
blisko przybrzeżnych płycizn, jachty uciekły do portów przez tuż, tuż nadciągającym przez
mrok sztormem.
Patrzcie uważnie także na boki! Przy takiej fleucie nie mogli odpłynąć daleko!
zwolniłem obroty silnika, żeby tylko nie przegapić Złotej Aani .
Mijaliśmy jedną boję kursową za drugą i nic.
Przecież nie schowali się pod wodę! rozzłościł się Jacek.
A właśnie tego zacząłem się obawiać, gdy przypomniałem sobie o motorówce
Kolekcjonera...
Tam z lewej... coś ciemnego! zawołała Zosia.
Obróciłem kierownicą. Reflektory oświetliły piękny kuter z prostą dziobnicą i
bukszprytem wspartym na złotym galionie. Brunatny, gaflowy grot i o takiej barwie fok oraz
kliwer zwisały bezwładnie nad ładzonym na zakładkę kadłubem. Złoto lśniły mosiężne
okucia.
Golden Hind .
Podpłynąłem pod burtę kutra i uciszyłem silnik na wolnych obrotach. Od strony jachtu
kołysanego martwą falą dobiegł nas klekot bloków, stukot fałów o drzewce i szotów
puszczonych luzem o krawędzie ław kokpitu.
Ahoy, jacht! okrzyknąłem kuter po polsku, nie siląc się na angielski. Ostatecznie John
Harris znał nasz język równie dobrze jak my!
Odpowiedziała mi cisza. Jeszcze raz obwołałem Złotą Aanię i nic. Pomimo upału
poczułem zimny dreszcz.
Jacek, wyciągnij spod siedzenia linkę holowniczą, musimy przecież jakoś przycumować
nasz pojazd!
Przycumowaliśmy, kazaliśmy Zośce zostać przed czym jakoś dziwnie się nie broniła i
wskoczyliśmy na pokład jachtu.
Hej, jest tam kto? zawołałem, a Jacek na wszelki wypadek czy też dla pochwalenia
się, powtórzył moje wołanie po angielsku.
I wtedy z kabiny dobiegło nas coś jakby bulgotanie.
Zosiu, rzuć latarkę poprosiłem.
Przyświecając sobie reflektorkiem zeszliśmy po schodni. Bulgotanie dobiegało wyraznie z
dziobu jachtu. Poświeciłem tam...
Bracia Harrisowie spętani i zakneblowani siedzieli na podłodze, mocno przywiązani do
wspornika masztu!
Przecisnęliśmy się z Jackiem z obu stron stołu, aby ich jak najszybciej odkneblować,
wydawali się nam bowiem bliscy uduszenia. Gdy tylko opadły kneble, rozległ się polsko-
angielski krzyk:
Tam w zenzie przy schodni jest bomba! Szybko! Moment i już dzwigałem w górę właz
do zenzy... Faktycznie!
Laska dynamitu i zapalnik z urządzeniem zegarowym. Tylko jedna laseczka
przymocowana do dennika! Wystarczy, by zatopić jacht i uniknie się zbędnego huku oraz
unoszących się na wodzie zbyt wielu szczątków, które mogłyby kogoś niepotrzebnie
zainteresować.
Spojrzałem z niepokojem na zegar bomby.
Sześćdziesiąt sekund do czerwonej kropki miała jeszcze wskazówka! Wybiec z kabiny,
skoczyć do morza, w locie krzyknąć do Zośki, aby też skakała... A Harrisowie?
Czterdzieści pięć sekund.
Cztery przewody. Który urwać, żeby nie spowodować wybuchu?!
Trzy zielone. Jeden niebieski... A niech tam!...
Trzydzieści sekund.
Moja dłoń spotkała się w szarpnięciu z dłonią Jacka.
Tykanie zegara ustało. %7łyliśmy!
Mokra koszulka przykleiła mi się do pleców. Oddychając ciężko oparłem się o właz obok
Jacka:
No, chłopie! wyciągnąłem do niego rękę.
No, wujku! uścisnął dłoń twardo, po męsku.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
Wątki
- Home
- Cykl Pan Samochodzik (59) Rodzinny Talizman JĂłzef Burny
- (17) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i... KindĹźaĹ Hasan beja
- 50 Pan Samochodzik i BrÄ zowy Notes Tomasz Olszakowski
- PS55 Pan Samochodzik i Relikwia KrzyĹźowca Miernicki Sebastian
- Cykl Pan Samochodzik (19) ZĹoto InkĂłw (2) Jerzy Szumski
- (54) Niemirski Arkadiusz Pan Samochodzik i ... Stara ksiÄg
- Miernicki Sebastian Pan Samochodzik i ... Twierdza Boyen
- 82 Pan Samochodzik i Atlantyda Arkadiusz Niemirski
- Miernicki Sebastian Pan Samochodzik i ... Szaman
- Frank Herbert Dune 2 Dune Messiah
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- atheist.opx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.