Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

którą dostał się na teren posiadłości samochód. Prawdopodobnie jednak kierowca dysponował
pilotem otwierającym i zamykającym bramę.
Na dole w gara\u spotkała nas przykra niespodzianka. Najpierw krzyknęła Alfa 6, dopiero
potem rozbłysło górne światło w pomieszczeniu. I zaraz, obok załadowanych skrzyń i pudełek,
ujrzałem w objęciach Mistyka dziewczynę. Drań trzymał w jednej ręce nó\ i przykładał ostrze do
jej gardła. Leo zaś stał pod ścianą z ręką przy włączniku światła i uśmiechał się do mnie szyderczo.
Nie śniłem. To działo się naprawdę. Tylko skąd oni tutaj się wzięli? Ci ludzie powinni teraz spać w
swoich sypialniach, a nie czekać na nas w gara\u, jakby doskonale znali nasze plany. Czy\by
posiadali dar jasnowidzenia?
Byliśmy w pułapce. Nie mogłem nic zrobić z powodu sytuacji Alfy 6.
- Jeden nieodpowiedzialny ruch - warknął do mnie Mistyk - i poder\nę jej gardło.
Jego ziejące jadem oczy nie oszukiwały. Przestraszyłem się. Straciłem nadzieję i opadłem z
sił. Nie mieliśmy szans. Skończyły się marzenia o ucieczce.
Mistyk trzymał cały czas dziewczynę, Leo zaś w tym czasie sprawnie mnie związał. Gdy ju\
spętał mi ręce i nogi, zostawił mnie pod ścianą. Oparty plecami o mur miałem ręce zało\one z tyłu
za siebie.
I wtedy wydarzyły się dwie zaskakujące rzeczy. Po pierwsze, w gara\u pojawił się
zakapturzony Achamot. Po drugie, Mistyk puścił Alfę 6. Stało się jasne, \e samochodem przyjechał
w środku nocy sam guru, zawiadomiony przez swoich ludzi o próbie ucieczki dwojga z jego trzódki
 wiernych . Tak więc od dawna znali nasze plany. Kto mnie zdradził? - zapytacie.
Alfa 6 podeszła swobodnie do Achamota, a ten pogładził ją ręką po głowie niczym ukochane
dziecko. Pozostali towarzysze ryknęli gardłowym, triumfalnym śmiechem i dopiero uniesiona
dostojnie ręka Achamota przywróciła ciszę w pomieszczeniu. Byłem dosłownie zdruzgotany
świadomością, \e dziewczyna od początku o wszystkim im donosiła. Ta zdradziecka \mija oszukała
mnie, udawała przyjaciela.
- Ciszej - zabełkotał Achamot w tonie karcącym. - Nie chcę, \eby któreś z  Atlantydów się
92
obudziło i zaczęło zadawać pytania w środku nocy.
I zwrócił się do dziewczyny.
- A ty idz teraz do siebie i spróbuj usnąć. Dziękuję, Alfo 6. Za wszystko ci się odwdzięczę.
- Co z nim zrobicie? - zapytała ze szczerością dziecka, patrząc na mnie bez cienia wstydu. -
On mi się nawet podoba.
- Idz ju\ - guru ściszył głos, ale zabrzmiał on groznie.
Alfa 6 zniknęła grzecznie za drzwiami prowadzącymi na parter. Zostaliśmy w czwórkę. Ja
przeciwko trzem szefom Atlantydy. Dzisiaj wieczorem pozwolili mi zabawić się w uciekiniera,
nacieszyć nadzieją lecz zrozumiałem, \e zabawa ju\ się skończyła.
- Co chcecie ze mną zrobić? - zapytałem. - Naszprycujecie mnie heroiną i porzucicie w
jakimś odludnym miejscu? Licząc, \e tym razem nikt nie znajdzie nieprzytomnego, odurzonego
narkotykami osobnika? Tak jak zrobiliście to z Magdą Kamińską. I z innymi.
Wypowiadając te oskar\enia wobec Achamota, patrzyłem w dwie dziurki wycięte w kapturze,
przez które zerkały na mnie jego oczy. Kolejny raz przeszły po moich plecach ciarki, gdy nasze
spojrzenia się skrzy\owały.
- Nie wiem, o czym mówisz - odpowiedział wymijająco. - Kocham naszych  wiernych . Na
 Atlantydzie nie ma miejsca na złe uczynki...
- Mniej więcej taki to ma związek z prawdą, jak hasła rewolucji francuskiej  wolność,
równość, braterstwo z rzeczywistą budową nowego, lepszego świata. Hasła hasłami, są opium dla
mas, usprawiedliwieniem tyranii, ale waszym narkotykiem jest zło. Usta kłamców są słodsze od
malin. Wielcy kłamcy zawsze mówią piękniej ni\ ludzie uczciwi. Pomyślałeś choć raz, wielki
Achamocie, \e jesteś zwykłym oszustem? Spędziłem tutaj krótki czas, ale nie zauwa\yłem pod tym
dachem jednej szczęśliwej osoby. Widziałem za to przera\onych, chorych psychicznie i fizycznie
osobników dwojga płci, którym opowiada się bajki nie z tej ziemi. Nawet jeść nie mogą normalnie.
Wegetarianizm jakoś im nie słu\y. Karmisz ich Wielkim Nic.
Achamot podszedł bli\ej i bez zastanowienia uderzył mnie w twarz na odlew. Moja głowa
odskoczyła do tyłu i wyr\nąłem w ścianę. Tym razem poczułem ból.
- Nie mów za du\o - ostrzegł mnie.
- Jesteś tchórzem - prowokowałem go, patrząc mu głęboko w oczy. - Boisz się nawet pokazać
swoją twarz  wiernym . Ciekawe, czy twoi gangsterzy widzieli kiedyś twoje prawdziwe oblicze.
Mistyk i Leo! Znacie jego twarz?
Cisza. śaden z nich nie odpowiedział.
- Zgaduję, \e nie znacie - westchnąłem. - Poza tym wasz guru bije tylko tych, którzy nie mogą
mu oddać. Kobiety lub związanych mę\czyzn. Tchórz!
- A ty jesteś głupcem - rzekł uspokojony Achamot. Powoli się opanowywał, co zle wró\yło. -
Czy naprawdę sądziłeś, \e trafisz na  Atlantydę bez mojej wiedzy? Myślałeś, \e uda ci się przyjść
tutaj ze swoimi  pluskwami ? Co ty sobie wyobra\ałeś? śe masz do czynienia z ignorantami? Od
samego początku wiedziałem, kim jesteś i jaki cel ci przyświeca. Zabawiliśmy się trochę twoim
kosztem. Głupiec! A mówią o tobie, \e jesteś wielkim detektywem. Prawda zaś jest taka, \e
siedzisz tutaj bezbronny jak dziecko, a policja nawet nie wie, gdzie przyło\yć palec do mapy. Jesteś
nasz. Zgubiony. I tylko my cię nie opuścimy a\ do końca.
Nie podobała mi się ta gadka.
- Powiedz mi, dlaczego na strzykawce znalezionej przy Magdzie nie było \adnych odcisków
palców? - zapytałem.
- To błąd Mistyka - westchnął. - Zapytaj go sam: dlaczego? Musi się jeszcze wiele nauczyć.
- Czy zawsze mściłeś się na kobietach, Mistyk? - dra\niłem go. -Musiałeś pobić nieprzytomną
93
dziewczynę? Czemu? Przecie\ Magda nie mogła ci oddać. Nawet nie mogła mówić.
Mistyk skrzywił się na tę niepochlebną uwagę o sobie.
- Co z nim zrobimy? - zmienił nagle temat, zwróciwszy się do guru. - To co zawsze? Tym
razem nie zapomnę o niczym. Obiecuję.
- Nie wiem - odpowiedział Achamot. - Jeszcze się zastanowię.
Postanowiłem grać na zwłokę. Musiałem ich jakoś zagadać, bo nic innego nie przychodziło
mi do głowy.
- Zmywacie się z tego miejsca, tak? - zwróciłem się do zakapturzone-go osobnika. - Puszczają
wam nerwy. A jednak boicie się nalotu policji. Wasze dni są policzone.
- To nie tak, Panie Samochodzik. Kończy się termin wynajmu willi. Jeszcze dzisiaj, z samego
rana nie pozostanie tutaj po nas najmniejszy ślad.
Musiałem zmienić temat.
- Co zrobiłeś Magdzie Kamińskiej? A Kamila? Czy przypadkiem nie zabiłeś... sorry, nie
zabiliście we trzech... Piotra Lenkiewicza? [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.