[ Pobierz całość w formacie PDF ]
zrażając się Miśkowym brakiem szacunku dla wielkich tego
świata.
Sięgnęłam po Dalego, ale po przeczytaniu kilku stron,
odłożyłam go zniechęcona. Jego metaforyczny, skomplikowany język
podziałał na mnie odpychająco. Po telefonie Miśki poczułam, że
płomień mojego duchowego odrodzenia zdecydowanie przygasł.
Najwyrazniej powinnam ograniczyć kontakty z ludzmi. Z pewnością
średniowieczni pustelnicy mieli rację chowając się w pieczarach i
jaskiniach przed pustką otaczającego ich świata. Włączyłam telewizor,
poskakałam po kanałach, przeczytałam rozdział z Kobiety z klasę o
ćwiczeniach na jędrny biust i poszłam spać. Niestety, zupełnie
wypadłam z nastroju. To żałosne, ale zasypiając, całkowicie wbrew
sobie, myślałam o niebieskich oczach Maćka. O, Aureliuszu!
* * *
Siedziałyśmy z Miśką w Aazienkach. Co nam do łbów strzeliło,
żeby w taki ziąb wlec się do Aazienek? Przycupnęłyśmy na skraju
ławki i rozejrzałyśmy się po pustej przestrzeni. Zimno, ale pięknie.
Powyginane gałązki kasztanów pokryła cienka warstewka szronu,
staw ściął lód, trawniki wyglądały jak srebrne dywany. Kaczki
zabawnie ślizgały się po zamarzniętej tafli.
03
-Ty, te kaczki mają czerwone łapy. Myślisz, że im odmarzły?
Spojrzałam na Miśkę z politowaniem. Co ona, biologii nie
miała? Kaczki mają czerwone łapy. Przez cały rok.
Miśka zamyśliła się. Po chwili wyciągnęła chusteczkę i wytarła
nos.
- À propos. Chyba coÅ› mnie Å‚apie - zażartowaÅ‚a melancholijnie.
Milczałyśmy grzebiąc obcasami w ziemi.
- Miśka, miałaś mi doradzić w sprawie Maćka - odezwałam się.
- Przed chwilą mówiłaś coś o ascetyzmie i parciu na
samodoskonalenie.
Wzruszyłam ramionami. Owszem, mówiłam i podtrzymuję, ale
skoro pojawił się facet, nie będę udawać, że go nie ma.
Miśka oparła łokcie o kolana i przejechała ręką po hebanowych
włosach.
-Nie wiem, czy jesteś w stanie to przyjąć, ale proszę. Poznałaś
mężczyznę. Masz z nim pracować. Jest inna kobieta. To
wszystko równa się kłopoty. - Podniosła głowę i spojrzała mi w
oczy. - Uważaj na niego, nie ufam mu.
-Maćkowi? - spytałam zaskoczona.
-Czuję go nosem - donżuan. Poza tym myślę, że jest partyjny, a
ta spółdzielnia to tylko przykrywka. Chce dać się poznać jako
ambitny działacz, to mu się przyda w karierze. Założę się, że
będzie startował w wyborach samorządowych. Ewka, taki ma
ściśle wyznaczoną ścieżkę i odpowiednio traktuje ludzi. Jeśli się
możesz przydać, to cię wyłowi z tłumu, jeśli będziesz zawadą,
04
szybko usłyszysz adieu. Tak to widzę.
Osłupiałam. Odbiło jej czy co?
-Miśka, co ty wygadujesz. Od dawna już nie żyjemy w czasach
pezetpeeru. A poza tym do czego niby miałabym mu się
przydać?
-Nie bój się.
Po chwili dorzuciła:
- Natura partyjnych jest zawsze taka sama. Stosował już jakieś
gierki manipulacyjne? Chwalił cię albo po ojcowsku doradzał? To
kwestia czasu. Urobi cię jak świeżą glinę, tacy potrzebują wiernej
świty. Znałam kiedyś takiego, to wiem. Kilka razy zaprosił do kina, a
potem, w imię przyjazni, kolportowałam jego przedwyborczą
podobiznę. Koleżanki ze studiów pukały się w czoło, ale dopiero po
miesiącu zrozumiałam, że jestem jego marionetką. Tu czuję to samo.
Przykro mi, Ewka, ale chciałaś szczerze.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Spodziewałam się
różnych rzeczy: radości z nowo otwartych perspektyw, słów otuchy,
błogosławieństwa, ale na pewno nie deptania ledwo kiełkującego
uczucia. Chciałam coś powiedzieć, ale Miśka podniosła rękę,
wyrażając niechęć do dyskusji.
- Nie chcę polemizować. Pytałaś o moje zdanie i oto ono:
lowelas i partyjniak, szczerze mówiąc najgorsza mieszanka. Moja
rada: trzymaj siÄ™ od niego z daleka.
Wstała i otrzepała pośladki.
- Choć na spacerek - wyciągnęła grabę.
05
Przełknęłam rozczarowanie. Miśka się absolutnie, ale to
absolutnie pomyliła. Wystarczyłoby, żeby spojrzała w te jasne ciepłe
oczy, a wiedziałaby, że jej intuicja jest całkowicie błędna. Chociaż...
Przypomniał mi się czarujący Cezary. Zapowiadało się przecież miło.
A Oleś? Też byłam pełna nadziei. Nie! Tym razem Miśka z pewnością
trafiła kulą w płot, ale niech będzie, czujność nie zaszkodzi. Tak na
wszelki wypadek.
Powędrowałyśmy pustymi alejkami, ślizgając się po
zamarzniętym błocie.
* * *
Zmarznięte na kość, wstąpiłyśmy na herbatę do pierwszego
napotkanego pubu. Usiadłyśmy przy brudnym stoliku, zalanym piwem
i przyprószonym kawałkami chipsów. Miśka rzuciła płaszcz na poręcz
krzesła i udała się do toalety. W drodze do łazienki nie omieszkała
zakomunikować barmanowi, że na naszym stoliku jest mały chlew i że
ktoś powinien to sprzątnąć. Dość szybko pojawił się kelner. Przejechał
po stole wilgotną szmatą, zrzucając kawałeczki chipsów na podłogę.
Zamówiłam dwie herbaty i dwa piwa z sokiem.
Kiedy kelner stawiał przede mną półlitrowe piwo, ktoś
uszczypnął mnie w ramię. Za mną stał Maciek. Obok, przyklejona do
jego boku, szczerzyła się długonoga blondynka w krótkiej mini.
- Cześć - odezwałam się, zupełnie zaskoczona.
Maciek szepnął dziewczynie coś do ucha, na co ta kiwnęła do
mnie ręką i oddaliła się w głąb sali.
Maciek przysiadł się do stolika.
06
-MogÄ™ na chwilkÄ™? JesteÅ› sama? - zerknÄ…Å‚ w stronÄ™ baru.
-Nie, nie jestem sama... - zawiesiłam głos. Nie chciałam
wspominać mu o Miśce, która jeszcze pół godziny temu
opowiadała o nim rzeczy straszne, nie chciałam też kłamać...
-Rozumiem, nie pytam. Ja jestem ze znajomymi, siedzimy w
drugiej sali, może się do nas przyłączysz... przyłączycie...
Odwróciłam głowę i zobaczyłam w głębi kilka osób siedzących
przy dwóch złączonych stolikach. Półmrok i chmura dymu nie
pozwoliły mi dostrzec twarzy. Wiedziałam, że odmówię. Po pierwsze
z powodu Miśki, która nie nadaje się do kulturalnego towarzystwa, po
drugie, mojego stroju, który prezentował się jak następuje: dżinsowa
spódnica do pół łydki, z małą plamą na przedzie, której nie da się
usunąć, modna, ale w ubiegłym sezonie, grube rajstopy koloru
nieokreślonego, stary, brązowy golf, w którym nie jest mi do twarzy
(zabieram go tylko na spacery w mrozne dni, takie jak dziÅ›), szalik
zrobiony przeze mnie na drutach, przykrótki, w dodatku skurczył się
w praniu. Szalik mogłabym wprawdzie zdjąć, ale cała reszta? Nie
zapomniałam też o czerwonym nosie i naelektryzowanych włosach,
które jak zwykle uniosły mi się zarazi po zdjęciu czapki. I o czym ja
bym z nimi mogła rozmawiać? Nie przeczytałam ostatnio żadnej
modnej książki, od dawna nie byłam w kinie, w dodatku mam
obniżenie nastroju...
Spojrzałam na drzwi toalety.
-Dziękuję, może innym razem. Dzisiaj nie mogę...
Nie wiem dlaczego, kretyńsko się zarumieniłam.
07
Maciek spojrzał za moim wzrokiem.
-Rozumiem, wycofujÄ™ siÄ™. Do zobaczenia w czwartek.
Spojrzał mi w oczy, podniósł moją rękę do ust i pocałował...
Matko!
Chwilę pózniej wróciła Miśka.
-Myślałam, że już po mnie - odezwała się. - Zacięłam się w tej
cholernej toalecie, jeśli się tam wybierasz, omijaj środkową. To
co, zdrówko? - podniosła szklankę z piwem do ust.
-Miśka, wypijmy to piwo i chodzmy stąd - poprosiłam.
Usłyszałam śmiech z sali obok. Kobiecy głos zawołał: Gorzko,
gorzko! i rozległ się chichot kilku dziewczyn. Obok nas
przeszła długonoga blondynka i oparła się o blat kontuaru. Miała
na sobie obcisłą bluzkę z dekoltem, dżinsową i spódniczkę i
kabaretki. %7łując gumę zamówiła martini.
-Miśka, podle się czuję. Nie mam fajnych ciuchów, ładnej
bielizny, kosmetyków... Jak zarobię u malarza, pójdziesz ze mną
na zakupy? Do - ] radzisz mi?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ebook @ pobieranie @ pdf @ do ÂściÂągnięcia @ download
WÄ…tki
- Home
- Dzieci cienie. WśÂ›ród ukrytych, wśÂ›ród oszustów Haddix Margaret Peterson
- 311. Davis Suzannah Lekarka i kowboj
- 01cohelo paulo veronika dec
- Swan Bella K
- Eden_Winters_ _A_Lie_I_Can_Live_With
- Foster, Alan Dean Star Wars Splinter of the Mind's Eye
- Zelazny Roger Amber 03 Znak Jednorozca (pdf)
- McSparren Carolyn Super Romance 106 Nasz dom wśÂ›ród drzew
- Alan Chin The Lonely War (pdf)
- 057. Maciej Popko Huryci (1992)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- speedballing.xlx.pl
Cytat
Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
Dies diem doces - dzień uczy dzień.