Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Travisa, parę kilometrów na południe, spółka miała dość te-
renu, by utrzymać stado bydła, które mogłoby skusić każdego
dostawcę byków na rodeo.
Dzięki kapitałowi Travisa i jego umiejętnościom handlo-
wym oraz doświadczeniu Sama w hodowli, ich najbliższy
konkurent, Buzz Henry, musiał naprawdę się starać. Wpraw-
dzie przez pierwsze lata nowa firma pewnie z trudem zwiąże
koniec z końcem, jednak Travis wiedział, że wchodząc w
spółkę z bratem najlepszego przyjaciela, podjął najrozsąd-
niejszą decyzję w swoim życiu.
Szeroki uśmiech rozjaśnił surową twarz Sama.
- Piękny zwierzak. Wygląda na twardego i złego jak
diabli.
-Tak, wygląda, jakby urodził się wściekły. Powinien zrobić
karierę na arenie i spłodzić dla nas ładne stadko byków.
- Dzięki twojemu ciętemu językowi i talentowi do handlu.
Dobra robota. - Obaj nosili koszule z długimi rękawami i ka-
mizelki. Sam klepnął Travisa w ramię i zmarszczył brwi,
gdy wspólnik skrzywił się z bólu. - Zaraz, chłopie. Nie mów
mi, że wypadłeś w Colorado Springs?
- Powiedzmy, że mogłem sobie oszczędzić wydatku na
samolot.
- Dobrze się czujesz?
- Czym jest kolejny upadek? Przynajmniej nie wisiałem
w uprzęży. Przeżyję jakoś.
Stoicyzm był niezbędną cechą charakteru ujeżdżacza by-
ków, ale to fakt, że w zeszły weekend jezdził jak żółtodziób,
ani razu nie wytrzymał do gwizdka. Takie występy nie za-
prowadzą go daleko za niecały miesiąc, podczas finału
S
R
w Las Vegas. A liczył, że znów zdobędzie tytuł i parę nagród.
Gdyby szczęście mu sprzyjało, przez te dziesięć dni mógłby
zarobić tyle, ile przez cały rok, a przecież potrzebował pie-
niędzy.
Lecz poza pustymi kieszeniami i urażoną dumą miał jedy-
nie więcej sińców niż jeżozwierz, kolców. Plecy bolały
go jak diabli, a noga drętwiała. Gdyby Mercy o tym wie-
działa, spojrzałaby na niego z pogardą, i powiedziała:  A nie
mówiłam?"
Do diabła, przecież to wszystko jej wina. Zadzierała nosa.
Reagowała na niego, a potem udawała obojętną - wszystko
to tak go wzburzyło, że w końcu nie wiedział, z której strony
byk ma ogon. Nie powinien pozwalać, by kobieta tak go
zaabsorbowała.
To było niebezpieczne. I głupie. Ale nie mógł przestać
myśleć o Mercy, tak jak nie mógł przestać oddychać.
- Szeryf dowiedział się czegoś o złodziejach bydła? -
spytał.
- Nic nie wie, do diabła. - Sam pokręcił głową.
- Zginęły już trzy sztuki?
- Cztery. Trzy z naszego północno-wschodniego pastwi-
ska, a jedna z twojego.
- Z mojego też? Niech to diabli!
- Angel kazał chłopcom pełnić wartę, ale niewiele to po-
maga. Wystarczy przeciąć ogrodzenie, wjechać przyczepą
i już znikają, przerobione na hamburgery.
Travis aż jęknął na tę myśl. Byki hodowane na rodeo były
zbyt cenne, żeby kończyć na stole.
- Rany boskie, złodzieje bydła w dzisiejszych czasach...
Pora przypomnieć sobie straż obywatelską, wspólniku.
S
R
- Chyba masz rację. Nie stać nas na więcej takich strat.
Chociaż nie wiem, dlaczego kradną właśnie nasze byki.
- Choćby dlatego, że mamy najlepsze bydło w okręgu.
- Tak. - Sam skrzywił się. - Ale czy kradnie je jakiś drań,
który spłaca barowe długi, banda zabawiających się dziecia-
ków czy też złodziejska mafia? Tak czy siak pora z tym
skończyć. Tylko że miejscowa policja nie może znalezć ni-
czego konkretnego.
- Dzieciaki, tak? - Travis pstryknął palcami. - Dwa razy
zauważyłem smarkaczy kręcących się przy Hawkins Road,
między moim terenem i ranczem Turnera. Mogli coś plano-
wać.
Sam znieruchomiał i uśmiechnął się krzywo.
- Mówisz z własnego doświadczenia, co?
- No cóż - mruknął Travis. - Kenny i ja wycięliśmy swe-
go czasu parę numerów, ale nigdy nie kradliśmy bydła.
- Rozpoznałbyś któregoś z tych szczeniaków?
- Nie. Zanim się zbliżyłem, odjechali jakąś starą furgo-
netką. Tak jakby szukali kłopotów.
- Albo uciekali przed nimi - stwierdził z namysłem Sam. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.