Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Bram nic nie odpowiedział. Zacisnął zęby i spojrzał na
Franka. Rudy cofnął się nieco. Ostrzeżenie było aż nazbyt
wyrazne. Jego wzrok skierował się na pierś dziewczyny.
- Porucznik Storm Travis - przeczytał. - Ho, ho!
Co za imiÄ™!
Bram pochylił się nad dziewczyną. Usta miała
spieczone. Co chwila traciÅ‚a przytomność. Bram poÅ‚o­
żył jej dłoń na ramieniu. Frank uznał zapewne, że z ich
strony nie grozi im żadne niebezpieczeństwo i zaczął
rozglądać się dookoła.
- Jak się czujesz? - spytał Bram widząc, że otworzyła
oczy.
CZERWONE OGONY 145
Westchnęła i z trudem rozchyliła wargi.
- Potwornie. Nigdy nie miałam takiego bólu głowy
- szepnęła. - Co się stało?
OpowiedziaÅ‚ jej o wszystkim. Dziewczyna spokoj­
nie wysłuchała jego relacji. Nie potrafiła jednak ukryć
strachu. Oparła się rękami o ziemię i rozejrzała dokoła.
- Co z Kyle'em?
- Nie mógł wylądować... A nawet gdyby mógł... Ci
faceci mają broń... - dodał z goryczą w głosie.
- Więc jesteśmy więzniami?
- Mhm - mruknÄ…Å‚ Bram.
- Co chcą z nami zrobić?
- Zdaje się, że ich przywódca, Frank, traktuje nas
jak przepustkę do wolności.
Dziewczyna uśmiechnęła się blado.
- To dobrze... Przynajmniej na razie zachowajÄ… nas
więc przy życiu.
Bram skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…. Storm spojrzaÅ‚a na niego z nie­
pokojem i dotknęła prawego policzka.
- Co to? - spytała.
- JakieÅ› gÅ‚upstwo - mruknÄ…Å‚. - Pewnie coÅ› od­
biło się rykoszetem. Mogę mieć jeszcze parę takich
zadrapań. Zdaje się, że oboje wyglądamy jak jeżo-
zwierze...
Spojrzał na nią bezradnie.
- Przykro mi - szepnęła.
Machnął ręką.
- Nie o to chodzi - powiedział zaciskając pięści.
- Następnym razem nie ruszam się bez M-16. Miałem
ich jak na patelni, na tej plaży...
Położyła mu dłoń na ramieniu.
- Przecież ich jest pięciu. Nie dałbyś sobie rady.
Bram pokręcił głową.
146 CZERWONE OGONY
- Nie ma sensu tego roztrzÄ…sać - mruknÄ…Å‚. - Bar­
dziej martwi mnie to, że spodobałaś się Frankowi.
Dziewczyna westchnęła.
- Daj spokój. Przecież oni myślą tylko o ucieczce.
Bram w ogóle jej nie słuchał.
- Niech tylko spróbuje tknąć cię choćby palcem!
 powiedział z pogróżką w głosie.
Po chwili podszedł do nich Ramon i kazał im
wstawać. Storm podniosła się o własnych siłach, ale
natychmiast straciła równowagę. Gdyby nie Bram,
leżałaby jak długa. Dopiero teraz zrozumiała, jak
bardzo jest słaba.
Przez następną godzinę wspinali się na zbocze
wzgórza. Dziewczyna czuła się coraz lepiej. Kiedy
wśród palm i australijskich sosen natknęli się na
strumieÅ„, pochyliÅ‚a siÄ™ nad nim uszczęśliwiona. Wy­
glądało na to, że najgorsze ma już za sobą.
Frank zarządził pięciominutowy postój. Storm
umyÅ‚a twarz. MiaÅ‚a ochotÄ™ zrzucić przepocony kom­
binezon i się wykąpać.
Po chwili zbliżył się do nich rudy Frank. Bram
poderwał się na równe nogi.
- %7ładnych sztuczek, frajerze-powiedział bandyta,
wyciągając pistolet. - Chcę tylko zamienić kilka słów
z twoją przyjaciółką.
Bram zawahał się.
- Z drogi!
Storm spojrzała na niego, dając znak, żeby zrobił,
co mu kazano. Bram odsunął się niechętnie. Frank
uśmiechnął się szeroko i podszedł do dziewczyny.
- Jestem Frank Carter - powiedział, wyciągając
dłoń.
Storm udała, że jej nie dostrzega.
CZERWONE OGONY 147
- Nie interesuje mnie to.
- A powinno... To właśnie ode mnie zależy wasze
życie.
Dziewczyna patrzyła na niego w milczeniu.
- Posłuchaj, mała. Nie wygłupiaj się - zaczął
Frank. - Przecież mogłabyś się do nas przyłączyć.
Musimy zaczekać do nocy, a potem bez trudu wydo­
staniemy się z tego kotła. Co byś powiedziała na małą
wycieczkÄ™ do Nassau? - WyciÄ…gnÄ…Å‚ rÄ™kÄ™, chcÄ…c do­
tknąć jej ramienia. - Jesteś największą niespodzianką
w całej tej żałosnej wyprawie.
Siarczysty policzek zabrzmiał jak wystrzał. Frank
upadł. Storm pochyliła się do przodu i przymknęła
oczy.
- Aapy przy sobie, Carter! - syknęła, patrząc, jak
podnosi się z ziemi. - Nienawidzę takich typów jak ty!
Frank masował policzek i patrzył na nią z rosnącym
podziwem.
- Nic dziwnego, że nazywasz siÄ™ Storm! Zobaczy­
my, jak będziesz bronić się w nocy...
Carter wycofał się. Bram, który stał nie opodal,
zbliżył się do niej natychmiast.
- Wszystko w porządku? - spytał, zaglądając jej
w oczy. - Niezle go załatwiłaś.
- Drań! - warknęła zaciskając pięści. - Jeszcze
zobaczymy!
- Co ci powiedział?
Carter zaczął poganiać swoich ludzi. Kopnął ze
złości jakiegoś Kolumbijczyka.
- Powiedział, że chce mnie zdobyć dziś w nocy
- mruknęła dziewczyna.
Bram pokiwał głową.
- Tego się obawiałem. Musimy uciekać.
148 CZERWONE OGONY
- Nie odważy się zaatakować mnie przy innych
- powiedziała z namysłem Storm. - Gdybym znalazła
się z nim sam na sam, może udałoby mi się go rozbroić.
Bram westchnął ciężko.
- To niebezpieczne.
- Masz lepszy pomysł?
Stał milcząc. Nic nie chciało mu przyjść do głowy.
O zmierzchu znalezli się po drugiej stronie wzgórza.
Od zatoki Red dzieliły ich zaledwie dwie godziny
drogi. Zmigłowiec mógł pokonać ten dystans w niecałe
dziesięć minut.
Carter kazał swoim ludziom rozbić obóz. Nie był
jednak głupi. Wcześniej polecił związać ręce więzniów.
WiedziaÅ‚, że w ten sposób daleko nie ucieknÄ… i oczywiÅ›­
cie nie będą próbowali atakować.
Bram i Storm siedzieli pod drzewem. Nie mogli nic
zrobić. W ich głowach rodziły się najczarniejsze myśli,
dlatego woleli nie rozmawiać. Wciąż liczyli na pomoc,
ale szanse na odsiecz malały z minuty na minutę. Teraz
wiedzieli już, że Kyle ich nie znajdzie. Pozostawała
jeszcze nadzieja, że Matt domyśli się, jaką trasę
wybiorą przemytnicy. Spędził przecież wśród nich parę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.