Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Nie obrażaj się. Po prostu myślę, że powinieneś bardziej
uważać na to, co mówisz. Twoja żona może się zirytować, jak
usłyszy coś takiego.
 Wiem, wiem. Ale co ja poradzę, że zawsze mi się coś
wyrwie?
 Używaj języka gestów.
 A jakże, bardzo chętnie! Tylko daj mi okazję!
 Nie o to mi chodziło. Chociaż, nie powiem, sam bym
chętnie pogadał w tym języku. Niestety, kobiety mają własne
pomysły na ten temat.
 One to w ogóle mają pomysły  zgodził się Hank.  Ale co
na to poradzisz, bracie. %7łycie w pojedynkę to żadna frajda, więc
trzeba się jakoś z nimi dogadywać.
 Amen  zakończył Tanner z pełnym przekonaniem.
 No dobra, ale po co właściwie dzwonisz? Bo my tu gadu-
gadu, a linia zajęta.
 Słuchaj, chłopie, potrzebuję rady.
 Człowieku, musiałeś chyba upaść na głowę!
 Na głowę to mało. Czuję się, jakbym miał skonać.
Wszystko popsułem i teraz nie mam pojęcia, jak to naprawić.
 Chętnie bym ci pomógł, Tanner, ale boję się, że moje rady
nie na wiele się zdadzą.
 No, a nie masz planu, jak odzyskać Susan?
 A myślisz, że jak bym miał, to bym tu teraz siedział i gadał
z tobą?
 Hmm, dzięki i za to. Będę...
 Zaczekaj no chwilkę  przerwał mu Metcalf.
 Mam propozycję.
 Propozycję?  Tanner nie okazał entuzjazmu, ale Hank nie
zwrócił uwagi na jego sceptyczny ton.
 Czemu byś nie miał zadzwonić do Susan?
 Co?
 No tak! Ty, bracie, zadzwonisz do mojej żony, żeby ją
zapytać o Larę. One się w końcu od lat przyjaznią. Susan ci
powie, co masz robić.
Tanner zastanawiał się przez chwilę.
 Wiesz, to nie jest takie głupie  przyznał w końcu.
 Niech cię diabli! To pierwszorzędny plan, bracie!  Hank
urwał, a potem dorzucił:  Tanner?
 No?
 Jak już Susan udzieli ci jakiejś rady, to nie zapomnij mi jej
powtórzyć, dobra?
McNeil aż klepnął się po udzie z rozbawienia.
 Powinienem był się domyślić, że wpadniesz na coś takiego.
 Taki jest świat, bracie. My, faceci, musimy trzymać się
razem.
 Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego?
 Do końca, bracie. Do samego końca.
Tanner odłożył słuchawkę w zdecydowanie lepszym nastroju.
Do niczego jeszcze, co prawda, nie doszedł, ale zyskał chociaż
nadzieję. Sama świadomość, że nie jest samotnym rozbitkiem na
oceanie życia wystarczała, żeby poprawić mu humor. Odetchnął
głęboko, podniósł słuchawkę i zaczął wykręcać kolejny numer.
Susan Metcalf podniosła słuchawkę, zanim przebrzmiał
pierwszy dzwonek.
 Mówiłam ci, do diabła, żebyś więcej nie dzwonił, Hank! 
wrzasnęła i natychmiast przerwała połączenie.
Tanner skrzywił się, odsunął słuchawkę i potarł ucho, w
którym ciągle brzmiał krzyk Susan. Metcalf miał rację, jego
stosunki z żoną rzeczywiście nie układały się najlepiej.
Jeszcze raz wykręcił numer, tym razem trzymając słuchawkę
z dala od ucha.
 Cholera jasna! Ile jeszcze...
 To nie Hank, to Tanner!  krzyknął szybko, ale nadzieja, że
zdąży, zanim Susan znów ciśnie słuchawką, okazała się
daremna.
 Do trzech razy sztuka  powiedział sobie, po raz kolejny
wykręcając numer.
 Mam nadzieję, że to nie ty, Hank  warknęła Susan Metcalf,
ale nie odłożyła słuchawki.
 To nie Hank, to Tanner!  odpowiedział pośpiesznie.
Nastąpiła pauza, po której zabrzmiał zdumiony głos:
 Tanner?
 Tanner McNeil  powtórzył.
 Jeżeli to on prosił cię, żebyś zadzwonił...
 Nie, nie  zapewnił.  A w każdym razie nie w tej sprawie,
o której myślisz.
 Co to znaczy?
 No więc tak, Hank poradził mi, żebym do ciebie zadzwonił
 przyznał Tanner.  Ale nie w jego sprawach, tylko w moich 
dokończył szybko.
 Proszę?
 Hank powiedział, że tylko ty możesz mi pomóc.
Chodzi o Larę.
Zaległa długa cisza, a potem padło pytanie:
 A w czym mam pomóc? Co jej zrobiłeś?
 Nic jej nie zrobiłem! Ona jest... chyba jest na mnie trochę
zła.
 Ma powody?
 Sądzi, że ma.
 To znaczy, że ma. Nie wiem, po co kobiety w ogóle zadają
się z facetami.
 Tak, tak. Jesteśmy tylko gromadą żałosnych pętaków. Ale ja
przynajmniej chciałbym wszystko jakoś naprawić.
 Chociaż tyle dobrego.
 No właśnie. Powiedz, Susan, sądzisz, że można jeszcze coś
zrobić?
 To zależy od tego, co przeskrobałeś.
 Ja... mhm, wziąłem Larę za kogoś innego.
 Za Jodi?
 Tak.
 Wyszeptałeś w najgorętszym momencie nie to imię, co
trzeba, czy gorzej?
Tanner ciężko westchnął.
 Gorzej.
 No, chłopie, to krucho z tobą.
Poruszył się niespokojnie.
 No, ale nie rozpaczaj. Może coś poradzimy.
 To znaczy, że mi pomożesz?
 Jeżeli będę mogła. Na początek musisz mi wszystko
opowiedzieć.
 No więc...  Tanner urwał, nie wiedząc, jak zacząć  a może
byś do mnie wpadła, Susan? Wtedy łatwiej ci będzie to wszystko
zrozumieć.
Kobieta milczała przez chwilę, a potem spytała podejrzliwie:
 Jesteś sam?
 Oprócz mnie są tylko kurczaki.  Uprzedzając odmowę,
poprosił:  Błagam cię, zrób to dla mnie, Susan!
Po upływie pół godziny Tanner otworzył drzwi. Zamiast
jednej na werandzie stały dwie kobiety: Susan Metcalf i Kelly
Ryan.
 Pomyślałam, że w takim poważnym przypadku nie zawadzi
dodatkowa rada  wyjaśniła Susan.
 Myślisz, że jest aż tak zle?  zapytał przerażony.
 Na ten temat wypowiem się, jak już zrelacjonujesz nam całą
historię.  Wsunęła głowę do środka i ostrożnie rozejrzała się na
wszystkie strony.
 Spokojnie  uśmiechnął się Tanner.  Hanka tu nie ma.
Na policzkach Susan wykwitł się rumieniec.
 Nie miej mi tego za złe, ale bałam się, że on cię namówił na
jakąś głupotę.
 Nie, na nic mnie nie namówił, chociaż muszę ci powiedzieć,
że jestem po jego stronie. Zresztą, od początku uważałem, że nie
powinniście się rozchodzić.
 Dobrze, dobrze. Inaczej byś mówił, gdybyś lepiej znał całą
sprawę. Ale wszystko jedno. Nie przyjechałam tu po to, żeby ci [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.