Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Och - zawołała Sandra - ty to masz szczęście. Kalifornia w
lutym. To brzmi wspaniale. Oczywiście nie odmówisz?
- Tak, zresztą wygląda na to, że nie mam wyboru. Po krótkiej
chwili Rees także podniósł się z miejsca.
RS
104
- To interesujące - powiedział, trzymając w ręku identyczną
kopertę. - Otrzymałem takie samo zaproszenie. Wygląda na to,
że pojedziemy tam razem.
RS
105
ROZDZIAA SIÓDMY
Patrzyła na niego oniemiała. Zanim zdążyła wydusić z siebie
choć słowo, Sandra przerwała ciszę.
- To wspaniale! - wykrzyknęła. - Będziecie mogli pojechać
razem.
Vanessa skrzywiła się z niesmakiem.
- Do diabła, ale macie szczęście - ciągnęła dziewczyna.
- Gdybym to ja mogła pojechać w lutym do Kalifornii..-
rozmarzyła się. - Nigdy nie miałam okazji wyjechać poza nasz
stan.
W tym czasie Vanessa doszła do siebie na tyle, by
zareagować.
- Cóż - powiedziała żywo. - Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Nie jestem do końca przekonana, czy to jest dla nas taki dobry
pomysł, aby jechać razem - instynktownie poczuła, że nie jest to
najlepsze wytłumaczenie, ale musiała coś mówić, po prostu
dlatego, że tylko w ten sposób mogła grać na zwłokę.
- Ale przecież to będzie w czasie weekendu! - zaprotestowała
Sandra.
- Właśnie dlatego...
W czasie tej krótkiej wymiany zdań Rees nie powiedział ani
słowa. Vanessa spojrzała na niego. Podszedł do swojego biurka i
przysiadł na jego krawędzi ?cały czas trzymając list w ręku. Na
jego twarzy widniał wyraz niedowierzania i powątpiewania.
Wyglądało na to, że czeka na decyzję Vanessy.
- Rees - nie wytrzymała Sandra, zwracając się w jego stronę. -
Przekonaj ją, że powinna pojechać.
Wzruszył ramionami.
- Ona jest tu szefową. Ja nie mam na nią wpływu
- odrzekł, po czym razem z Sandrą popatrzył na Yanessę.
- Cóż... - powiedziała w końcu, odkładając list na biurko. -
Nie ma potrzeby, byśmy mieli teraz podejmować decyzję -
odwróciła się w stronę Reesa. - Wydaje się, że powinieneś tam
RS
106
pojechać, przyjechałeś tu w końcu, by się szkolić - dodała
sucho.
Wpatrzył się w nią rozszerzonymi oczami. W tym momencie
pożałowała swoich słów. To nie była w końcu jego wina, że
firma przysłała mu zaproszenie. Nie miał przecież większego
niż ona wpływu na ich decyzję. To tylko jej podejrzliwa natura
powodowała, że przez cały czas nie miała do niego zaufania.
Uśmiechnęła się.
- Możemy zdecydować pózniej - usiadła ponownie przy
biurku. - W tej chwili lepiej wezmy siÄ™ do pracy.
Sandra miała dzisiejszego popołudnia zamówioną wizytę u
dentysty. Gdy tylko wyszła, Rees podszedł do biurka Vanessy.
Stał przez chwilę i patrzył jej w oczy.
- Więc dobrze - zaczął. - O czym teraz myślisz? Podniosła
wzrok znad papierów.
- Chodzi ci o wyjazd? - spytała. Skinął głową.
- Nie wiem. Ze względu na to, że nasi nowi mocodawcy
wyrazili takie życzenie, prawdopodobnie zdecyduję się na ten
wyjazd - na jej twarzy pojawił się grymas. - Ale...
Rees natychmiast jej dopomógł.
- Ale nie jesteś zachwycona perspektywą mojej obecności
na tym spotkaniu?
Wzruszyła ramionami.
- Dokładnie tak.
Oparł dłonie o blat i pochylił się nad nią.
- Moglibyśmy odpocząć - zaczął kusić. Ich oczy spotkały
się. Znów nie mogła się skupić. Była cała roztrzęsiona. Jego
twarz znalazła się tak blisko, że mogła dostrzec niewielkie
zmarszczki wokół jego oczu, które drgały, gdy się uśmiechał.
Przypomniała sobie jego pocałunek. Ten niezwykle atrakcyjny
mężczyzna pragnął jej. Uświadomiła sobie, że i ona również go
pożądała.
- Wydaje mi się, że to zależy - powiedziała w końcu.
Zmarszczył brwi.
RS
107
- Od czego?
- A jak ci się wydaje, od czego mogłoby to zależeć?
Wyłącznie od twoich oczekiwań.
Wyprostował się i uśmiechnął. Jednocześnie w jego oczach
pojawił się błysk rozbawienia.
- Moje nadzieje nie pokrywają się do końca z moimi
oczekiwaniami. Wiesz dobrze, czego chcę. Ale to zależy tylko
od ciebie. Ja osobiście nie widzę przeszkód. Ostatecznie możesz
w ogóle się do mnie nie odzywać.
Vanessa nadal nie była przekonana.
- Nie wiem, Rees.
- Czego się obawiasz? Powinnaś już do tej pory zdać sobie
sprawę, że nie mam zamiaru narzucać ci mojej woli. Jeśli nadal
masz jakiekolwiek obawy, pozwól, że z miejsca ci wszystko
wyjaśnię.
- Nie - potrząsnęła gwałtownie ręką. - Zupełnie nie o to
chodzi.
- O co więc?
Spojrzała na niego uważnie.
- Pomyślę nad tym.
W następny piątek wieczorem Vanessa znalazła się w
samolocie lecącym do Kalifornii. Gdy kątem oka zerkała na
siedzącego obok Reesa, nie dawała jej spokoju jedna myśl. To
nie był przypadek, to musiało być przeznaczenie! Siedział obok
niej, całkiem cicho, pochłonięty lekturą prospektów
reklamowych, dotyczących mającego odbyć się spotkania. Z
tego powodu, póki cofnie musiała zawracać sobie nim głowy.
Jedno było pewne. Weekend spędzą razem. Z jednej strony była
zadowolona, że tak się stanie, ale z drugiej pełna obaw. Czy nie
jest za wcześnie na tego rodzaju eskapadę? Poza tym obawiała
się jeszcze jednego. Zastanawiała się, czy on nie był za bardzo
pewny, że w momencie gdy dotrą do celu, znajdą się razem w
łóżku. Albo przynajmniej we wspólnym pokoju.
RS
108 [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • WÄ…tki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiÄ…cego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiÄ…cego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.