Dawno mówią: gdzie Bóg, tam zgoda. Orzechowski

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Gabriella siedziała w milczeniu, opadła z sił, niezdolna do myślenia o
czymkolwiek. Nawet nie zauważyła, że wilgotna mgła gdzieś zniknęła
i ciemne niebo zaiskrzyło się gwiazdami. Nie słyszała szmeru jeziora i
nie zdawała sobie sprawy, że na ulicach nie ma żadnego ruchu, a
domy dokoła są ciemne, pogrążone w głębokim śnie.
Poruszyła się dopiero, gdy samochód stanął i wtedy też zdała
sobie sprawę, że nie ma żadnej mgły. Przyjęła to jednak obojętnie.
Stephen wysiadł i otworzył drzwiczki z jej strony. Próbował jej
pomóc, ale wyszarpnęła rękę. Nie chciała, by jej dotykał. Nie
spojrzała na niego i nic nie powiedziała.
108
R S
- Odprowadzę cię do środka - rzekł łagodnie.
Szedł obok ze wzrokiem utkwionym w jej twarzy. Czuła to
spojrzenie. Szła wolno, stawiając ostrożnie każdy krok. Miała
wrażenie, że utraciła kontrolę nad swoim ciałem. Koncentrowała
uwagę na każdym ruchu jak dziecko, które dopiero uczy się chodzić.
Chociaż odwracała od Stephena głowę, działała wyobraznia. Jego
spojrzenie paliło i było podobne do dotknięcia ręki. Nie do zniesienia!
Nie miała jednak siły nic powiedzieć ani zastanawiać się nad tym, co
dalej.
- Przyjadę jutro około wpół do jedenastej - powiedział.
- Zpij długo, zamów śniadanie do łóżka. Jestem pewien, że po
dobrym śnie poczujesz się lepiej.
Znów wydaje mi rozkazy, pomyślała. Organizuje moje życie.
Zmobilizowała się, zmuszona do odpowiedzi:
- Nie wracam z tobą, Stephen - oświadczyła. - Na pewien czas
pozostanę tu, gdzie jestem.
- Jutro o tym porozmawiamy - powiedział spokojnie, ale w jego
głosie kryła się owa mimowolna arogancja, której tak nie znosiła. Jak
zwykle Stephen był zbyt pewny siebie i przekonany, że stanie się tak,
jak on chce.
- Nie, nie będziemy o tym mówić! Postanowiłam zostać i nikt i
nic nie zmieni mojej decyzji! - Zużyła ostatni zapas energii,
podnosząc głos. Na policzkach wykwitły jej czerwone plamy.
Chwilowo dość! Nie miała ochoty na kolejny konflikt, ale jeszcze
109
R S
bardziej nie chciała, by Stephen dyktował, co ma robić. Sama
wiedziała, czego chce. Nie da się do niczego zmusić.
Stephen zauważył złość i upór na jej twarzy, wzruszył więc
ramionami, otworzył skrzydło wielkich szklanych drzwi z hotelowym
herbem i przepuścił ją do wnętrza.
- Dobranoc, Gabriello! - powiedział.
Znowu wyczuła tę nutkę arogancji w jego głosie.
- Dobranoc! - odparła i weszła do wyłożonego marmurem
westybulu.
Przez chwilę myślała, że poszedł za nią, ale drzwi się zamknęły,
i gdy obróciła głowę, już go nie dostrzegła. Odebrała klucze od
nocnego portiera, którego jeszcze nie znała - szczupłego mężczyzny
powyżej czterdziestki, z wąsami i gładko zaczesanymi czarnymi
włosami. Gdy podała numer pokoju i nazwisko, portier dziwnie na nią
spojrzał.
- Czeka tu na panią jakiś pan, signorina. Czeka już od trzech
godzin.
Otworzyła szeroko oczy.
- Jaki pan? - Była autentycznie zdziwiona, póki sobie nie
uświadomiła, że to z pewnością Paolo. - Gdzie on jest?
- W głównym salonie, signorina. - Portier chrząknął, wyraznie
okazując dezaprobatę. - Prosiłbym o tej porze rozmawiać cicho,
hotelowi goście już śpią.
Gabriella zaczerwieniła się i rzuciła okiem na zegar w
mahoniowej oprawie, wiszący na ścianie w głębi pomieszczenia
110
R S
recepcji. Zdumiało ją, że już minęła północ. Spędziła ze Stephenem
blisko cztery godziny!
Odwróciła się bez słowa i przeszła przez hol do salonu
wychodzącego na ogród. Na odgłos jej kroków po marmurowej
posadzce, z jednego z foteli podniósł się rzeczywiście Paolo. Odłożył
pismo, które czytał, i ruszył w jej kierunku.
- Jesteś wreszcie! Wszystko w porządku? - Paolo spoglądał
pełnym niepokoju wzrokiem.
Skinęła, blado się uśmiechając.
- Odchodziłem od zmysłów! Chciałem iść na policję, ale po
namyśle doszedłem do wniosku, że nie wiedziałbym, co im
powiedzieć. Trudno byłoby mi wyjaśnić, dlaczego się niepokoję.
Czekam na ciebie całą wieczność. Ten facet z recepcji dwukrotnie już
chciał się mnie pozbyć, ale powiedziałem, że będę czekał do twego
powrotu.
- Nie powinieneś był, Paolo. Musisz być okropnie zmęczony.
Wyglądasz na wykończonego. Nie dostałeś kartki Stephena mówiącej,
że jestem z nim?
- Dostałem i właśnie dlatego tak się o ciebie martwiłem. - Paolo
ujął obie jej dłonie i dopiero wtedy zauważył bandaż. Z niepokojem
spytał: - Co się stało, Gabi? Czy to on? Rzucił się na ciebie? [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • jungheinrich.pev.pl
  • Wątki

    Cytat


    Ibi patria, ibi bene. - tam (jest) ojczyzna, gdzie (jest) dobrze
    Dla cierpiącego fizycznie potrzebny jest lekarz, dla cierpiącego psychicznie - przyjaciel. Menander
    Jak gore, to już nie trza dmuchać. Prymus
    De nihilo nihil fit - z niczego nic nie powstaje.
    Dies diem doces - dzień uczy dzień.